Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego telewizje naziemne stają się tubami propagandowymi i słupami reklamowymi, emitującymi głównie niskiej jakości paradokumenty oraz powtórki, i dlaczego brakuje im dawnych ambicji programowych?

Ekonomia tanich produkcji Telewizja nośnik reklam Upolitycznienie przekazu medialnego
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wielu z nas, zasiadając wieczorem przed telewizorem i bezmyślnie przełączając kanały, zadaje sobie to samo pytanie: co się stało z tą dawną, ambitną telewizją? Zamiast fascynujących reportaży, Teatru Telewizji czy premierowych hitów kinowych, z ekranów wylewają się krzykliwe paradokumenty, nieskończone bloki reklamowe i programy informacyjne, które coraz trudniej uznać za obiektywne. Zmiana, którą obserwujemy, nie jest przypadkiem ani efektem lenistwa producentów – to wynik brutalnej ekonomii, walki o przetrwanie w dobie internetu oraz specyficznych mechanizmów politycznych.

Ekonomia paradokumentów, czyli dlaczego tanio znaczy dobrze

Głównym powodem, dla którego ramówki są zapchane produkcjami typu „Ukryta prawda” czy „Trudne sprawy”, są pieniądze. Produkcja jednego odcinka wysokiej jakości serialu fabularnego z profesjonalnymi aktorami, scenografią i efektami kosztuje setki tysięcy, a czasem miliony złotych. Tymczasem paradokument tworzy się za ułamek tej kwoty.

W paradokumentach grają amatorzy, scenariusze są pisane taśmowo, a planem zdjęciowym jest zazwyczaj wynajęte mieszkanie lub ulica. Co najciekawsze z punktu widzenia nadawcy – te programy, mimo niskiej jakości artystycznej, wciąż generują wysoką oglądalność w grupach komercyjnych. Dla stacji telewizyjnej liczy się stosunek kosztów do przychodów z reklam. Jeśli tani paradokument przyciągnie przed ekrany milion osób, jest on wielokrotnie bardziej opłacalny niż ambitny dokument, który obejrzy garstka koneserów.

Telewizja jako słup reklamowy

Obecnie telewizja naziemna nie jest już medium, którego głównym celem jest dostarczanie rozrywki czy edukacji. Stała się ona przede wszystkim nośnikiem reklam. W dobie streamingu (Netflix, Disney+, YouTube), gdzie użytkownik sam decyduje, co i kiedy ogląda, tradycyjna telewizja straciła młodszych i bardziej wymagających widzów.

Ci, którzy zostali przy „tradycyjnym pilocie”, to zazwyczaj osoby starsze lub mieszkańcy mniejszych miejscowości, którzy są bardzo atrakcyjną grupą docelową dla producentów suplementów diety, leków bez recepty czy sieci dyskontów. Aby utrzymać darmowy dostęp do kanałów naziemnych, stacje muszą emitować ogromne ilości reklam. Często dochodzi do sytuacji, w której film trwający 90 minut jest rozciągany do trzech godzin właśnie przez przerwy komercyjne. To błędne koło: im mniej ambitny program, tym tańszy w produkcji, co pozwala na upchnięcie większej liczby reklam i maksymalizację zysku.

Mechanizm „tuby propagandowej”

Kwestia upolitycznienia mediów, zwłaszcza publicznych, to temat rzeka. Telewizja naziemna, ze względu na swój szeroki zasięg (dociera niemal do każdego domu w Polsce za darmo), jest potężnym narzędziem kształtowania opinii publicznej.

W przypadku mediów publicznych, które są finansowane z pieniędzy podatników lub abonamentu, mechanizm ten wynika z chęci utrzymania władzy przez aktualnie rządzące ekipy (niezależnie od opcji politycznej, choć natężenie tego zjawiska bywa różne). Informacja staje się towarem politycznym. Z kolei media prywatne, choć teoretycznie niezależne, często muszą lawirować między rzetelnością a dbaniem o relacje z regulatorami rynku czy wielkimi reklamodawcami powiązanymi ze spółkami Skarbu Państwa. W efekcie przekaz staje się jednostronny, a debata publiczna zamienia się w monolog.

Ciekawostka: Efekt „zmęczenia decyzyjnego”

Czy wiesz, dlaczego paradokumenty i powtórki tak dobrze działają, gdy wracasz zmęczony z pracy? Psychologowie wskazują na zjawisko zmęczenia decyzyjnego. Po całym dniu podejmowania trudnych decyzji nasz mózg szuka treści, które nie wymagają analizy, są przewidywalne i powtarzalne. Paradokumenty, ze swoim prostym schematem „problem-rozwiązanie”, idealnie wpisują się w tę potrzebę relaksu przy minimalnym wysiłku intelektualnym.

Dlaczego brakuje dawnych ambicji?

Dawna telewizja miała misję. W czasach, gdy istniały tylko dwa lub trzy kanały, telewizja pełniła rolę „okna na świat” i kreatora kultury. Dzisiaj tę rolę przejął internet. Ambitni twórcy, reportażyści i filmowcy uciekli na platformy streamingowe lub serwisy typu YouTube, gdzie mają większą swobodę twórczą i nie są ograniczeni sztywną ramówką oraz cenzurą ekonomiczną.

Telewizja naziemna stała się medium „tła”. Ma grać w kuchni podczas gotowania obiadu lub w poczekalni u lekarza. W takim modelu nie ma miejsca na trudne tematy, wymagające skupienia reportaże czy eksperymentalne formy artystyczne. Liczy się „bezpieczny” kontent, który nikogo nie urazi i nie zmusi do przełączenia kanału.

Czy jest szansa na zmianę?

Niestety, trendy rynkowe wskazują na to, że telewizja naziemna będzie dalej ewoluować w stronę prostych formatów. Dla osób szukających jakości alternatywą pozostają płatne serwisy VOD, kanały tematyczne oraz podcasty. Tradycyjna telewizja, jaką znaliśmy 20 czy 30 lat temu, powoli odchodzi do lamusa, ustępując miejsca algorytmom i modelom biznesowym opartym na masowości, a nie na jakości.

Warto jednak pamiętać, że jako widzowie mamy najpotężniejsze narzędzie zmiany – pilot. To nasze wybory (oglądalność) decydują o tym, co stacje uznają za opłacalne. Dopóki miliony osób wybierają paradokumenty zamiast programów edukacyjnych, oferta nadawców będzie lustrem naszych zbiorowych nawyków przed ekranem.

Podziel się z innymi: