Gość (37.30.*.*)
Wyobrażenie sobie Antarktydy jako gęstego, zielonego lasu pełnego paproci i drzew iglastych brzmi jak scenariusz filmu science-fiction, ale dla geologów i paleoklimatologów to naukowo potwierdzony fakt. Ziemia w swojej długiej historii przechodziła przez okresy tzw. „cieplarni” (greenhouse earth), w których czapy lodowe na biegunach po prostu nie istniały. Jednak w pytaniu pojawia się jeden kluczowy haczyk: obecność ludzi.
Krótka i jednoznaczna odpowiedź brzmi: nie. Choć bieguny bywały zielone i wolne od lodu, nie działo się to w czasie, gdy na Ziemi żyli ludzie, a nawet nasi najstarsi dwunożni przodkowie.
Ostatni raz warunki, które pozwalałyby na istnienie lasów deszczowych na Antarktydzie, miały miejsce w epoce eocenu, około 50–35 milionów lat temu. Dla porównania, pierwsi przedstawiciele rodzaju Homo pojawili się zaledwie około 2,5 do 3 milionów lat temu, a Homo sapiens (czyli my) zaledwie około 300 tysięcy lat temu. Kiedy nasi przodkowie zaczęli stawiać pierwsze kroki w Afryce, bieguny były już od dawna skute lodem.
Najbardziej spektakularnym przykładem „zielonego bieguna” jest wspomniany eocen, a konkretnie okres zwany paleoceńsko-eoceńskim maksimum termicznym (PETM). W tamtym czasie na Wyspie Ellesmere’a w Arktyce rosły gigantyczne sekwoje i cypryśniki, a w wodach pływały żółwie i przodkowie dzisiejszych krokodyli.
Na Antarktydzie sytuacja wyglądała podobnie. Badania pyłków roślinnych i skamieniałości wykazały, że wzdłuż wybrzeży dzisiejszego lodowego kontynentu rosły lasy bukowe i paprocie drzewiaste, przypominające dzisiejszą roślinność Nowej Zelandii. Nie było tam lodu, a zimy były łagodne – temperatura rzadko spadała poniżej zera, mimo że przez kilka miesięcy w roku panowała tam noc polarna.
Aby bieguny mogły być zielone, cała planeta musiała być znacznie cieplejsza niż obecnie. Naukowcy szacują temperatury z tamtego okresu na podstawie analizy izotopów tlenu w skorupkach mikroskopijnych organizmów morskich oraz składu chemicznego skamieniałych liści.
Oto jak prezentują się te dane w porównaniu do czasów współczesnych:
Warto zauważyć, że różnica temperatur między równikiem a biegunami była wtedy znacznie mniejsza. Podczas gdy dziś na biegunach jest o kilkadziesiąt stopni zimniej niż na równiku, w eocenie ta różnica była zredukowana, co sprzyjało rozprzestrzenianiu się flory i fauny na ekstremalne szerokości geograficzne.
Głównym powodem braku lodu na biegunach w tamtym czasie był ekstremalnie wysoki poziom dwutlenku węgla w atmosferze. Szacuje się, że stężenie CO2 wynosiło wtedy od 1000 do nawet 2000 ppm (części na milion). Dla porównania, dzisiaj, mimo postępujących zmian klimatycznych, poziom ten wynosi około 420 ppm.
Dodatkowo układ kontynentów był inny. Antarktyda nie była jeszcze całkowicie odizolowana od Ameryki Południowej i Australii. Dopiero gdy kontynenty się rozsunęły, powstał Antarktyczny Prąd Okołobiegunowy, który "odciął" Antarktydę od ciepłych wód oceanicznych, doprowadzając do jej zamarznięcia około 34 milionów lat temu.
Choć w eocenie nie było ludzi, warto wspomnieć o jeszcze wcześniejszym okresie – kredzie (ok. 145–66 mln lat temu). Wtedy również bieguny były zielone, a zamieszkiwały je... dinozaury! Odkryto skamieniałości dinozaurów przystosowanych do życia w warunkach polarnych (np. Leaellynasaura), które miały nienaturalnie duże oczy, co prawdopodobnie pomagało im żerować podczas długich miesięcy nocy polarnej.
Podsumowując, zielone bieguny to fakt historyczny, ale nie ludzki.
Zrozumienie tych dawnych okresów pomaga naukowcom przewidywać, jak nasza planeta może zareagować na obecny wzrost poziomu gazów cieplarnianych, choć skala czasowa dzisiejszych zmian jest znacznie szybsza niż te naturalne procesy z przeszłości.