Gość (83.4.*.*)
Potop szwedzki to jeden z najmroczniejszych rozdziałów w historii Polski, a losy Krakowa w latach 1655–1657 były wyjątkowo dramatyczne. Kiedy wojska Karola X Gustawa wkroczyły do dawnej stolicy, Wawel stał się ich główną kwaterą. Choć miasto i zamek zostały brutalnie splądrowane, sama Katedra Wawelska przetrwała w stanie, który pozwolił na jej późniejszą odbudowę. Nie był to jednak efekt łaskawości najeźdźców, lecz splotu pragmatyzmu, sprytnej dyplomacji i wcześniejszego przygotowania duchowieństwa.
Zanim Szwedzi na dobre rozgościli się na Wzgórzu Wawelskim, polskie władze i duchowieństwo podjęły kluczową decyzję o wywiezieniu najcenniejszych przedmiotów. Skarbiec katedralny, zawierający regalia królewskie, relikwiarze i bezcenne naczynia liturgiczne, został częściowo opróżniony. Najważniejsze precjoza, w tym insygnia koronacyjne, wywieziono na Spisz, do zamku w Starej Lubowli (dzisiejsza Słowacja), który wówczas znajdował się w rękach polskich jako zastaw.
Inne kosztowności ukrywano w głębokich lochach, zamurowywano w ścianach lub wywożono na Śląsk, który był wówczas bezpieczniejszą przystanią. Dzięki temu, mimo że Szwedzi „wyczyścili” katedrę z wszystkiego, co było widać na pierwszy rzut oka, fundament polskiej tożsamości narodowej ukryty w tych przedmiotach ocalał.
Warto zrozumieć, że dla Szwedów Wawel nie był tylko symbolem religijnym, ale przede wszystkim strategiczną twierdzą. Paul Wirtz, szwedzki komendant Krakowa, zamienił zamek i jego otoczenie w garnizon. Katedra, choć traktowana z ogromnym brakiem szacunku – służyła m.in. jako magazyn, a niektóre jej części ponoć nawet jako stajnie – nie została zburzona właśnie dlatego, że była częścią kompleksu obronnego.
Szwedzi nie mieli interesu w wysadzaniu budowli, która dawała im schronienie i pozwalała kontrolować miasto. Destrukcja architektury sakralnej na taką skalę byłaby logistycznie trudna i nieopłacalna, zwłaszcza że najeźdźcy liczyli na stałe przejęcie tych terenów.
Kolejnym czynnikiem, który uchronił mury katedry przed całkowitą ruiną, były ogromne kontrybucje. Duchowieństwo krakowskie, aby ratować ołtarze i nagrobki królewskie przed przetopieniem lub wywiezieniem, musiało płacić Szwedom gigantyczne sumy pieniędzy.
Niestety, nie wszystko udało się wykupić. Największą stratą było ograbienie srebrnego mauzoleum św. Stanisława. Szwedzi zdarli z niego srebrne blachy i ozdoby, które następnie przetopiono na żołd dla wojska. To, co widzimy dzisiaj w katedrze – słynna srebrna konfesja św. Stanisława – to barokowa rekonstrukcja powstała już po wojnie, ufundowana przez biskupa Piotra Gembickiego.
Wiele polskich miast i zamków po opuszczeniu przez Szwedów było podpalanych lub wysadzanych w powietrze. Kraków miał o tyle „szczęście”, że kapitulacja garnizonu szwedzkiego w 1657 roku odbyła się na mocy układów. Szwedzi opuścili Wawel w sposób zorganizowany, co zapobiegło fali bezmyślnego niszczenia, która często towarzyszyła panicznym odwrotom.
Czy wiesz, że do dziś w zbiorach szwedzkich (m.in. w bibliotece w Uppsali czy w zamku Skokloster) znajduje się mnóstwo przedmiotów zrabowanych w XVII wieku z Wawelu? Są to nie tylko książki z biblioteki królewskiej, ale też elementy uzbrojenia i tkaniny. Choć katedra ocalała jako budowla, jej wnętrze po potopie było przerażająco puste. To, co podziwiamy dzisiaj, to w dużej mierze efekt wielkiego wysiłku renowacyjnego podjętego w czasach Jana Kazimierza i jego następców.
Katedra Wawelska przetrwała potop szwedzki głównie dzięki:
Choć mury ocalały, potop był dla katedry traumą, która wymusiła zmianę jej wystroju na bardziej barokowy, co paradoksalnie nadało jej dzisiejszy, majestatyczny charakter.