Gość (37.30.*.*)
Choć pojęcia te brzmią niemal identycznie i wywodzą się z tego samego rdzenia, opisują dwa zupełnie inne zjawiska psychologiczne i społeczne. Najprościej mówiąc: infantylizacja to coś, co robią nam inni, natomiast bycie osobą infantylną to cecha naszego charakteru lub zachowania. Zrozumienie tej różnicy jest kluczowe, aby budować zdrowe relacje i stawiać granice tam, gdzie nasza autonomia jest zagrożona.
Infantylizacja to proces zewnętrzny. Polega na traktowaniu dorosłej, w pełni sprawnej osoby tak, jakby była dzieckiem – pozbawionym możliwości decydowania o sobie, niedoświadczonym lub niezdolnym do brania odpowiedzialności. Osoba infantylizowana często czuje się ubezwłasnowolniona, mimo że obiektywnie posiada wszelkie kompetencje do dorosłego życia.
Zjawisko to najczęściej spotykamy w relacjach rodzinnych, gdzie rodzice nie potrafią pogodzić się z dorosłością swoich dzieci. Przykłady? Mama, która mimo Twojej trzydziestki na karku, wciąż wybiera Ci ubrania, kontroluje Twoje wydatki lub poucza Cię, jak masz wychowywać własne dzieci. To także sytuacje w pracy, gdy szef traktuje pracowników protekcjonalnie, nie dając im przestrzeni na samodzielność, czy w związkach, gdzie jeden partner „matkuje” drugiemu, podejmując za niego każdą decyzję.
Infantylizacja jest formą przemocy psychicznej, choć często bywa maskowana jako „troska”. Jej skutkiem jest obniżenie poczucia własnej wartości i sprawstwa u osoby, która pada jej ofiarą.
Bycie osobą infantylną (infantylizm) to cecha wewnętrzna. Dotyczy ona dorosłego, który w swoim zachowaniu, emocjonalności i podejściu do życia wykazuje cechy typowe dla dziecka. Taka osoba może mieć trudności z regulacją emocji, unikać odpowiedzialności za swoje czyny i oczekiwać, że inni będą rozwiązywać jej problemy.
Osoba infantylna często:
Warto jednak pamiętać, że infantylizm nie zawsze jest negatywny. Czasami przejawia się jako „dziecięca radość”, ciekawość świata czy kreatywność, co w odpowiednich dawkach jest bardzo cenne. Problem pojawia się wtedy, gdy niedojrzałość uniemożliwia normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.
W psychologii często używa się określenia „syndrom Piotrusia Pana” w odniesieniu do mężczyzn, którzy nie chcą dorosnąć. Z kolei w psychologii analitycznej Junga istnieje archetyp Puer Aeternus (wieczne dziecko). Opisuje on osobę, która prowadzi życie tymczasowe, boi się uwiązania i zobowiązań, zawsze czekając na „prawdziwe życie”, które ma dopiero nadejść.
Aby łatwiej było odróżnić te dwa stany, warto spojrzeć na źródło problemu i intencje:
Niestety tak. To klasyczne błędne koło. Jeśli rodzice przez lata infantylizują swoje dziecko, nie pozwalając mu na podejmowanie prób i popełnianie błędów, istnieje ogromne ryzyko, że ta osoba faktycznie stanie się infantylna. Nie mając okazji do wykształcenia mechanizmów radzenia sobie z problemami, w dorosłym życiu będzie czuła się bezradna i zależna od innych.
Z drugiej strony, osoba o infantylnym usposobieniu może wręcz „zapraszać” innych do infantylizacji. Jeśli dorosły mężczyzna nie potrafi obsłużyć pralki ani zapłacić rachunków, jego partnerka może poczuć się zmuszona do przejęcia roli matki, co utrwala toksyczny układ.
Jeśli czujesz, że jesteś infantylizowany, kluczem jest stawianie twardych granic. Komunikaty typu: „Doceniam twoją troskę, ale tę decyzję podejmę samodzielnie” lub „Proszę, nie mów do mnie w ten sposób, jestem dorosły” są niezbędne.
Jeśli natomiast zauważasz u siebie cechy infantylne, które utrudniają Ci życie, warto zastanowić się nad pracą z terapeutą. Często pod maską „wiecznego dziecka” kryje się lęk przed porażką lub traumy z dzieciństwa, które wymagają przepracowania, aby w pełni wejść w dorosłość z podniesioną głową.