Gość (185.187.*.*)
Wiadomość o chorobie nowotworowej bliskiej osoby to moment, w którym czas na chwilę się zatrzymuje, a my nagle czujemy, że nasz dotychczasowy zasób słów jest całkowicie niewystarczający. Chcemy pomóc, chcemy pocieszyć, ale paraliżuje nas strach przed palnięciem czegoś niestosownego lub nieumyślnym zranieniem kogoś, kto i tak przechodzi przez piekło. To naturalne – komunikacja w obliczu ciężkiej choroby jest jedną z najtrudniejszych umiejętności społecznych. Kluczem do sukcesu nie jest jednak znalezienie „magicznej formułki”, ale autentyczność i uważność na potrzeby drugiej strony.
Większość z nas, chcąc podnieść kogoś na duchu, wpada w pułapkę tzw. toksycznej pozytywności. To te wszystkie hasła typu: „Będzie dobrze”, „Musisz być silny”, „Inni mają gorzej” czy „Myśl pozytywnie, a wyzdrowiejesz”. Choć płyną z dobrego serca, dla osoby chorej mogą być niezwykle raniące. Dlaczego? Ponieważ unieważniają jej aktualne uczucia – lęk, ból, złość czy rozpacz. Sugerują, że pacjent nie ma prawa do słabości, a jego powrót do zdrowia zależy wyłącznie od „nastawienia”, co nakłada na niego ogromną presję psychiczną.
Równie ryzykowne jest udzielanie nieproszonych rad medycznych. Opowieści o cudownych dietach, soku z buraka czy znajomym, który wyleczył się niekonwencjonalnymi metodami, zazwyczaj budzą irytację. Osoba chora jest pod opieką specjalistów i bombardowanie jej amatorskimi teoriami rzadko przynosi ulgę, a częściej sieje niepokój.
Zamiast silić się na wielkie przemowy, postaw na prostotę i obecność. Czasami najmądrzejszą rzeczą, jaką można powiedzieć, jest szczere: „Nie wiem, co powiedzieć, ale jestem tu z Tobą”. To zdanie zdejmuje ciężar z obu stron – przyznajesz, że sytuacja jest trudna, i deklarujesz swoją gotowość do towarzyszenia w niej.
Warto zadawać pytania otwarte, które dają choremu przestrzeń do wypowiedzi, ale nie zmuszają go do niej. Zamiast ogólnego „Jak się czujesz?”, na które najłatwiej odpowiedzieć zdawkowym „Dobrze”, spróbuj zapytać: „Jak się dzisiaj miewasz?” lub „O czym teraz najczęściej myślisz?”. To daje sygnał, że jesteś gotowy wysłuchać nawet tych trudnych, mrocznych opowieści, a nie tylko oczekujesz optymistycznych wieści o wynikach badań.
Często wydaje nam się, że musimy „zagadać” ciszę, by nie było niezręcznie. W rzeczywistości dla osoby chorej możliwość pomilczenia z kimś bliskim bywa zbawienna. Pozwól na ciszę. Pozwól na płacz. Nie próbuj natychmiast wycierać łez i mówić „już nie płacz”. Płacz jest formą rozładowania napięcia. Twoja obecność, trzymanie za rękę czy po prostu siedzenie obok na kanapie znaczą więcej niż tysiąc słów pocieszenia.
Znasz to zdanie: „Jakbyś czegoś potrzebował, to dzwoń”? Choć brzmi miło, w praktyce rzadko działa. Osoba chora często nie ma siły prosić o pomoc albo nie chce być ciężarem. Jeśli naprawdę chcesz pomóc i pocieszyć, zamień ogólniki na konkretne propozycje.
Zamiast pytać, czy coś zrobić, powiedz: „Będę jutro na zakupach, napisz mi listę, co Ci podrzucić” albo „Ugotowałem więcej zupy, wpadnę wieczorem i zostawię Ci porcję pod drzwiami”. Możesz też zaoferować podwiezienie na chemioterapię, wyprowadzenie psa czy odebranie dzieci ze szkoły. Takie odciążenie w codziennych obowiązkach to realny dowód wsparcia, który daje choremu poczucie bezpieczeństwa i pozwala skupić się na leczeniu.
Warto wiedzieć, że istnieje dziedzina nauki zwana psychoonkologią. Zajmuje się ona wpływem czynników psychologicznych na przebieg choroby nowotworowej oraz wsparciem emocjonalnym pacjentów i ich rodzin. Specjaliści z tego zakresu podkreślają, że „prawo do chorowania” obejmuje także prawo do gorszych dni, depresji i braku nadziei. Jeśli widzisz, że bliska osoba nie radzi sobie z emocjami, delikatne zasugerowanie wizyty u psychoonkologa może być najlepszą formą pomocy, jaką możesz zaoferować.
Jednym z największych problemów osób z diagnozą onkologiczną jest to, że nagle stają się „pacjentami” w oczach całego świata. Wszyscy pytają o wyniki, leki i samopoczucie. Tymczasem ta osoba to wciąż ten sam przyjaciel, brat czy koleżanka z pracy. Pocieszaniem może być też... rozmowa o czymś zupełnie innym.
Opowiedz, co słychać w pracy, jaki film ostatnio widziałeś, pośmiejcie się z głupiego mema. Pozwól tej osobie na chwilę zapomnieć o chorobie i poczuć się częścią normalnego świata. Jeśli chory ma ochotę na żarty (nawet te z gatunku czarnego humoru), nie bój się ich. Śmiech to mechanizm obronny, który pomaga przetrwać najgorsze chwile.
Pamiętaj, że każdy przechodzi chorobę inaczej. Jedni chcą o niej mówić non stop, inni wolą milczeć. Jeśli bliska osoba ucina temat, nie naciskaj. Nie dopytuj o szczegóły rokowań, jeśli sama o nich nie wspomina. Szanuj też jej fizyczne granice – choroba i leczenie często zmieniają wygląd oraz poziom energii. Jeśli ktoś nie ma siły na odwiedziny, nie bierz tego do siebie. Krótki SMS z treścią: „Myślę o Tobie, nie musisz odpisywać” jest wtedy najlepszym sygnałem, że pamiętasz i jesteś obok, nie narzucając swojej obecności.