Gość (37.30.*.*)
Warszawa z czasów „Lalki” Bolesława Prusa to miasto ogromnych kontrastów, które najwyraźniej widać było właśnie na talerzu. Podczas gdy arystokracja zajadała się truflami i popijała szampana, przeciętny warszawiak – rzemieślnik, drobny urzędnik czy robotnik – musiał zadowolić się znacznie prostszymi, choć często bardzo sytymi potrawami. Kuchnia tamtego okresu była mieszanką tradycji wiejskich, wpływów żydowskich oraz powoli wdzierającej się nowoczesności.
Dla większości mieszkańców ówczesnej stolicy podstawą przetrwania były produkty zbożowe. Chleb żytni, razowy i ciężki, stanowił fundament każdego posiłku. Jedzono go z dodatkiem słoniny lub smalcu, który był najtańszym i najbardziej dostępnym źródłem energii. Bardzo popularne były również kasze – gryczana, jaglana oraz pęczak. Podawano je zazwyczaj z omastą, a w bogatsze dni z kawałkiem boczku.
Warto wspomnieć, że ziemniaki, choć dziś kojarzą nam się z polską kuchnią nierozerwalnie, w czasach Wokulskiego wciąż umacniały swoją pozycję. Były tanie, sycące i stały się ratunkiem dla najuboższych warstw społecznych. Często stanowiły jedyny składnik obiadu, podawane jedynie z solą i zsiadłym mlekiem.
Jeśli zajrzelibyśmy do kuchni przeciętnej warszawskiej kamienicy w 1878 roku, najpewniej poczulibyśmy zapach gotującej się zupy. To właśnie zupy były głównym daniem obiadowym. Królował żurek na własnym zakwasie, barszcz czerwony (często zabielany śmietaną, jeśli budżet na to pozwalał) oraz krupnik.
Niezwykle popularna była także zupa szczawiowa oraz kapuśniak. Kapusta, zarówno świeża, jak i kiszona, była obok ziemniaków i chleba najważniejszym warzywem w diecie. Zimą jedzono głównie potrawy na bazie roślin strączkowych – grochówkę czy fasolową, które dawały siłę do pracy fizycznej w mroźne dni.
Dla przeciętnego warszawiaka mięso nie było produktem codziennym w takim stopniu, jak jest dzisiaj. Najczęściej pojawiało się na stole w niedziele i święta. Co ciekawe, Warszawa tamtego okresu słynęła z flaków. „Flaki po warszawsku” z pulpetami były daniem, które łączyło klasy społeczne – jedzono je zarówno w tanich garkuchniach, jak i w lepszych restauracjach.
Na co dzień wybierano tańsze rodzaje mięsa i podroby. Popularne były cynaderki, wątróbka czy płucka na kwaśno. Jeśli kupowano drób, to raczej starsze kury, z których gotowano esencjonalny rosół, a samo mięso wykorzystywano potem jako nadzienie do pierogów lub pyz.
W czasach Wokulskiego Warszawa tętniła życiem na ulicach. Robotnicy i drobni handlarze często stołowali się w tzw. garkuchniach. Były to miejsca, gdzie za kilka kopiejek można było dostać miskę gorącej strawy. Na ulicach sprzedawano też gorące obwarzanki, placki i pieczone kasztany, które stawały się szybką przekąską w biegu.
Herbata była napojem narodowym tamtego okresu, co zawdzięczamy silnym wpływom rosyjskim. W wielu domach, nawet tych uboższych, stał samowar. Herbatę pito bardzo mocną, często z cukrem w kostkach (który zagryzano, zamiast go rozpuszczać) lub z konfiturami.
Kawa była towarem droższym i bardziej luksusowym, choć przeciętni mieszkańcy radzili sobie, kupując kawę zbożową lub mieszanki z cykorią. Jeśli chodzi o alkohol, dominowała wódka oraz piwo. Warszawa miała wówczas wiele lokalnych browarów, a piwo traktowano niemal jak napój chłodzący, dostępny w licznych ogródkach piwnych, które latem pękały w szwach.
Deser w dzisiejszym rozumieniu był rzadkością w domach robotniczych. Słodycze kupowano dzieciom okazjonalnie na jarmarkach – były to zazwyczaj pierniki, cukierki „szklaki” lub owoce w cukrze. Sezonowo jedzono owoce z podwarszawskich sadów: jabłka, gruszki i śliwki. Warto pamiętać, że w tamtym czasie nie znano chłodni, więc dieta była bardzo mocno uzależniona od pory roku. Zimą jedzono głównie przetwory i owoce suszone.
Podsumowując, dieta przeciętnego warszawiaka w czasach „Lalki” była prosta, oparta na lokalnych produktach i bardzo kaloryczna. Choć brakowało w niej egzotyki, którą znamy z opisów wystawnych balów u Łęckich, była solidnym fundamentem życia w dynamicznie rozwijającym się mieście.