Gość (194.4.*.*)
Ewakuacja Armii Andersa oraz tysięcy polskich cywilów z „nieludzkiej ziemi”, czyli ze Związku Radzieckiego do Iranu w 1942 roku, to jeden z najbardziej dramatycznych i jednocześnie poruszających rozdziałów polskiej historii podczas II wojny światowej. Pytanie o to, czy Brytyjczycy obawiali się chorób przywleczonych przez Polaków i czy z tego powodu robili trudności z ich przyjęciem, dotyka bolesnej prawdy o tamtych wydarzeniach. Odpowiedź nie jest czarno-biała, ale faktem jest, że stan zdrowia uchodźców wywołał wśród brytyjskich dowódców prawdziwy popłoch.
Kiedy w marcu i sierpniu 1942 roku statki z polskimi żołnierzami i cywilami zaczęły przybijać do irańskiego portu Pahlavi (dzisiejszy Bandar-e Anzali), widok, jaki zastali Brytyjczycy i miejscowa ludność, był wstrząsający. Z pokładów schodzili ludzie, których opisywano jako „chodzące szkielety” obleczone w łachmany.
Lata spędzone w sowieckich łagrach, głód, mordercza praca i brak higieny zrobiły swoje. Polacy byli skrajnie wycieńczeni, a co gorsza – wielu z nich chorowało na tyfus plamisty, czerwonkę (dyzenterię), malarię oraz jaglicę. Brytyjskie służby medyczne stanęły przed ogromnym wyzwaniem logistycznym i sanitarnym.
Twierdzenie, że Brytyjczycy „nie chcieli” przyjąć Polaków, wymaga doprecyzowania. Z perspektywy militarnej, rząd w Londynie bardzo potrzebował polskich żołnierzy, by wzmocnić siły na Bliskim Wschodzie. Jednak problemem byli cywile – kobiety, dzieci i starcy.
Brytyjska administracja w Iranie i Indiach obawiała się, że dziesiątki tysięcy chorych i głodnych ludzi zdestabilizują region, wyczerpią zapasy żywności i – co najważniejsze – wywołają niekontrolowane epidemie. Strach przed tyfusem był paraliżujący, ponieważ choroba ta mogła błyskawicznie zdziesiątkować stacjonujące w regionie wojska alianckie.
Z tego powodu Brytyjczycy początkowo stawiali opór przed ewakuacją tak dużej liczby osób cywilnych. Churchill ostatecznie wyraził zgodę, ale narzucono bardzo surowe rygory sanitarne.
Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się chorób, Brytyjczycy zorganizowali w Pahlavi specjalne obozy kwarantanny. Każdy, kto schodził ze statku, musiał przejść przez upokarzający, ale konieczny proces:
Mimo tych wysiłków, śmiertelność w pierwszych tygodniach po ewakuacji była ogromna. W samym Iranie spoczywają tysiące Polaków, którzy przeżyli Syberię, ale zmarli z wycieńczenia i chorób już na „wolnej ziemi”. Polskie cmentarze w Teheranie czy Bandar-e Anzali są tego smutnym dowodem.
Obawy Brytyjczyków o stan zdrowia Polaków wpłynęły na to, że uchodźcy nie zostali wysłani bezpośrednio do Wielkiej Brytanii (co zresztą logistycznie w czasie wojny byłoby niemal niemożliwe). Zamiast tego rozproszono ich po całym imperium i krajach sojuszniczych, gdzie klimat i warunki pozwalały na rekonwalescencję:
Warto wspomnieć, że to właśnie podczas pobytu w Iranie polscy żołnierze odkupili od miejscowego chłopca małego niedźwiedzia brunatnego. Wojtek, bo tak go nazwano, stał się pełnoprawnym żołnierzem 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Przeszedł z Polakami cały szlak bojowy, w tym bitwę o Monte Cassino, i stał się symbolem niezłomności oraz niezwykłych losów armii Andersa.
Podsumowując, Brytyjczycy nie tyle „nie chcieli” przyjąć Polaków, co panicznie bali się katastrofy epidemiologicznej. Ich opór dotyczył głównie cywilów, których uważali za obciążenie logistyczne. Ostatecznie jednak, dzięki naciskom polskiego rządu i generała Andersa, ewakuacja doszła do skutku, ratując życie ponad 115 tysiącom ludzi.