Gość (37.30.*.*)
Kiedy oglądamy zmagania najlepszych snowboardzistów czy narciarzy dowolnych na igrzyskach olimpijskich lub zawodach X Games, często przecieramy oczy ze zdumienia. Zawodnicy kręcą się w powietrzu tak szybko, że trudno policzyć obroty, a mimo to sędziowie w kilka sekund wystawiają precyzyjne noty. Na ostateczny wynik składa się skomplikowana układanka kilku kluczowych elementów, które wspólnie tworzą tak zwane "wrażenie ogólne" (Overall Impression). Choć każdy sędzia ma swój arkusz, to istnieją uniwersalne kryteria, które decydują o tym, kto stanie na podium, a kto obejdzie się smakiem.
To fundament każdego przejazdu. Sędziowie oceniają, jak wymagający technicznie był dany trik. Na trudność wpływa liczba rotacji (np. 1440, 1620 czy nawet 1800 stopni), liczba wykonanych salt (flipów) oraz sposób, w jaki zawodnik wybija się z progu. Wybicie tyłem (switch) jest zazwyczaj punktowane wyżej niż naturalne, ponieważ wymaga znacznie większych umiejętności i orientacji w przestrzeni. W konkurencjach takich jak Slopestyle, trudność dotyczy nie tylko skoczni, ale też przeszkód typu jib (rurki, poręcze), gdzie liczy się precyzja wejścia i zejścia z przeszkody.
Nawet najtrudniejszy trik nie zdobędzie wysokich not, jeśli zostanie wykonany "brudno". Sędziowie szukają płynności i pewności. Kluczowym elementem wykonania jest tzw. grab, czyli chwycenie deski lub nart w locie. Ważne jest, aby chwyt był pewny, długi i wykonany w odpowiednim miejscu – przypadkowe dotknięcie krawędzi (tzw. tindy grab w snowboardzie) jest uznawane za błąd stylistyczny. Kontrola nad ciałem w trakcie lotu i brak nerwowych ruchów ramionami to sygnał dla sędziów, że zawodnik w pełni panuje nad tym, co robi.
W slangu narciarskim i snowboardowym "stomp" oznacza idealne, czyste lądowanie. Zawodnik ląduje stabilnie, nie dotykając rękami śniegu i nie tracąc równowagi. Jeśli po wylądowaniu następuje tzw. "hand drag" (podparcie się ręką), nota drastycznie spada.
W konkurencjach takich jak Halfpipe czy Big Air, wysokość ma ogromne znaczenie. Im wyżej zawodnik wzniesie się ponad krawędź rynny lub im dalej poleci ze skoczni, tym większe robi wrażenie. Wysoki lot daje też więcej czasu na wykończenie ewolucji i pokazanie stylu. Sędziowie premiują tych, którzy nie boją się zaryzykować i wykorzystują pełen potencjał skoczni, lądując w tzw. "sweet spot", czyli optymalnym miejscu zeskoku, które zapewnia najbezpieczniejszą amortyzację.
Powtarzanie tego samego triku, nawet jeśli jest on perfekcyjny, to najprostsza droga do niskich punktów. W Slopestyle’u czy podczas wieloskokowych finałów Big Air, zawodnik musi pokazać, że potrafi kręcić się w różne strony (w lewo, w prawo) oraz wykonywać rotacje z różnych krawędzi. Idealny przejazd to taki, w którym każda kolejna ewolucja różni się od poprzedniej, pokazując wszechstronność sportowca.
Freestyle to sport, który ewoluuje z roku na rok. Sędziowie zawsze doceniają nowatorstwo. Jeśli zawodnik zaprezentuje trik, którego nikt wcześniej nie wykonał (tzw. World’s First) lub połączy znane elementy w kreatywny, niespotykany sposób, może liczyć na dodatkowe punkty za progresję. To właśnie ten element pcha dyscyplinę do przodu i sprawia, że każda kolejna zima przynosi nowe rekordy.
W większości prestiżowych zawodów system oceniania wygląda następująco:
Warto pamiętać, że sędziowanie w sportach freestyle'owych jest subiektywne, choć oparte na bardzo sztywnych wytycznych. To właśnie ta subiektywność sprawia, że styl zawodnika – jego unikalny sposób poruszania się – jest równie ważny, co liczba obrotów wykonanych w powietrzu.