Gość (37.30.*.*)
Przeglądasz TikToka, YouTube’a, Instagrama albo Netflixa i masz wrażenie, że dopadł Cię cyfrowy Dzień Świstaka? Znowu te same twarze, te same tematy, te same piosenki w tle i identyczne memy. Choć internet wydaje się nieskończonym oceanem informacji, nasze codzienne doświadczenia w sieci często przypominają pływanie w małym, dobrze znanym basenie. Dlaczego algorytmy z takim uporem serwują nam w kółko to samo, dopóki sami nie weźmiemy spraw w swoje ręce? Odpowiedź kryje się w psychologii, matematyce i... czystym biznesie.
Aby zrozumieć, dlaczego widzisz ciągle to samo, musimy przyjrzeć się dwóm głównym mechanizmom, na których opierają się systemy rekomendacji.
To najbardziej intuicyjna metoda. Algorytm analizuje cechy materiałów, które przeglądasz. Jeśli spędzasz dużo czasu na oglądaniu filmów o pieczeniu chleba na zakwasie, system przypisuje Ci tagi takie jak „pieczenie”, „chleb”, „kulinaria”. W efekcie zaczyna podsuwać Ci inne filmy o dokładnie tej samej tematyce. Dla algorytmu sprawa jest prosta: skoro podobało Ci się „A”, to polubisz też „A+1”.
Ta metoda jest nieco bardziej wyrafinowana i opiera się na zachowaniach innych użytkowników. Algorytm szuka ludzi o profilu podobnym do Twojego. Jeśli Ty i użytkownik X oglądacie te same recenzje technologiczne i vlogi podróżnicze, a użytkownik X nagle zaczął oglądać filmy o renowacji starych mebli, algorytm założy, że tobie również może się to spodobać.
Problem pojawia się wtedy, gdy obie te metody zaczynają się zapętlać, tworząc tak zwaną pętlę sprzężenia zwrotnego.
Głównym celem każdej platformy społecznościowej i streamingowej jest utrzymanie Twojej uwagi przez jak najdłuższy czas. Czas spędzony w aplikacji przekłada się bezpośrednio na liczbę wyświetlonych reklam, czyli na zyski firmy.
Pokazanie Ci czegoś zupełnie nowego, co odbiega od Twoich dotychczasowych zainteresowań, to dla algorytmu ogromne ryzyko. Jeśli dostaniesz film na temat, który kompletnie Cię nie interesuje, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zamkniesz aplikację. Dlatego systemy rekomendacyjne są z natury konserwatywne. Wolą podać Ci bezpieczny, sprawdzony „odgrzewany kotlet”, o którym wiedzą, że go zjesz, niż zaryzykować egzotyczne danie, które może Ci nie posmakować.
Warto zdać sobie sprawę, że algorytmy nie działają w próżni – one stale uczą się na podstawie naszych zachowań. Każde kliknięcie, polubienie, udostępnienie, a nawet czas, przez jaki zatrzymujesz wzrok na danym poście (tzw. dwell time), to dla systemu cenna wskazówka.
Jeśli algorytm podsunie Ci dziesiąty z rzędu filmik o kotach, a Ty – nawet z nudów lub z przyzwyczajenia – obejrzysz go do końca, wysyłasz sygnał: „Tak, to jest to! Chcę więcej!”. Algorytm nie wie, że oglądasz to tylko dlatego, że nie chce Ci się ruszyć palcem, by przewinąć dalej. Dla niego liczy się fakt: obejrzane w 100% = sukces. W ten sposób sami zamykamy się w klatce własnych nawyków.
Zjawisko to zostało szczegółowo opisane przez aktywistę internetowego Eli Parisera jako bańka filtrująca (filter bubble). To unikalny, spersonalizowany wszechświat informacji, w którym żyje każdy z nas w sieci.
Najbardziej niebezpieczne w bańce filtrującej jest to, że nie widzimy, co zostało przed nami ukryte. Nie wiemy, jak wiele ciekawych, wartościowych i odmiennych perspektyw nas omija, ponieważ algorytm uznał, że nie pasują one do naszego profilu. Z czasem prowadzi to do powstawania tzw. komór ech (echo chambers), w których docierają do nas wyłącznie opinie i poglądy zbieżne z naszymi własnymi, co utrudnia obiektywne spojrzenie na świat.
Czy zdarzyło Ci się zacząć od niewinnego filmu o zdrowym odżywianiu, a skończyć na teoriach spiskowych o tym, że rząd kontroluje nas za pomocą mikrofalówek? To tak zwany efekt „króliczej nory” (rabbit hole). Aby utrzymać Twoje zaangażowanie w obrębie jednego tematu, algorytmy mają tendencję do podsuwania coraz bardziej skrajnych, emocjonalnych i sensacyjnych treści. Emocje – zwłaszcza te negatywne, jak oburzenie czy strach – angażują nas najbardziej.
Jeśli masz już dość oglądania w kółko tych samych treści, musisz przejąć inicjatywę. Algorytm sam z siebie nie zmieni zdania – musisz go do tego zmusić. Oto kilka prostych sposobów, jak to zrobić:
Algorytmy zostały zaprojektowane tak, aby ułatwiać nam życie i dostarczać to, co lubimy. Jednak bez naszej świadomej ingerencji szybko zamieniają się w nudną, powtarzalną pętlę. Czasem warto więc wyjść ze swojej strefy komfortu i samodzielnie wpisać w wyszukiwarkę coś, czego algorytm nigdy by się po nas nie spodziewał.