Gość (83.4.*.*)
Występ Donatana i Cleo na Eurowizji w 2014 roku z utworem „My Słowianie” do dziś pozostaje jednym z najbardziej pamiętnych i polaryzujących momentów w historii udziału Polski w tym konkursie. Z jednej strony mieliśmy energetyczny hit, który podbił listy przebojów, z drugiej – prezentację sceniczną, która wywołała lawinę komentarzy w całej Europie. Spór o to, czy był to genialny pastisz, czy po prostu niesmaczny pokaz, trwał tygodniami.
Zwolennicy występu oraz sami twórcy podkreślali, że „My Słowianie” to nic innego jak ironiczna gra z narodowymi stereotypami. Donatan wielokrotnie zaznaczał, że utwór miał być odpowiedzią na to, jak Europa Zachodnia postrzega kraje słowiańskie – jako egzotyczne, przaśne i skupione na ludowości.
Głównym argumentem za satyrą było przerysowanie. Wszystko w tym występie było „za bardzo”: zbyt kolorowe stroje, zbyt sugestywne czynności (słynne ubijanie masła i pranie na tarce) oraz tekst, który wprost mówił o „słowiańskiej krwi” i wdziękach. Według tej interpretacji, Cleo nie śpiewała o rzeczywistości, ale o wyobrażeniu na nasz temat, wyolbrzymiając je do granic absurdu. Miało to obnażyć powierzchowność oceniania innych kultur przez pryzmat uproszczonych klisz.
Dodatkowo fani wskazywali na warstwę tekstową. Słowa o tym, że „wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała”, miały być ironicznym komentarzem do wszechobecnej w popkulturze seksualizacji, podanym w swojskim, folkowym sosie. W tym ujęciu występ był inteligentnym trollingiem na wielką skalę.
Przeciwnicy interpretowania występu jako satyry podnosili bardzo mocne argumenty, skupiając się przede wszystkim na formie przekazu. Dla wielu widzów, zwłaszcza poza granicami Polski, ironia była zbyt głęboko ukryta pod warstwą wizualną, którą odebrano jako seksistowską i uprzedmiotawiającą kobiety.
Krytycy twierdzili, że jeśli satyra wymaga instrukcji obsługi lub tłumaczenia przez autora w wywiadach, to znaczy, że nie spełniła swojej roli. Zamiast dekonstruować stereotypy, występ Donatana i Cleo miał je utrwalać. Zamiast pokazywać dystans do „słowiańszczyzny”, pokazał Europie dokładnie to, czego mogła się spodziewać: przaśność i wykorzystywanie kobiecego ciała do zdobywania głosów.
W mediach zagranicznych, m.in. w brytyjskiej prasie, pojawiały się głosy, że występ był „soft porno” przebranym w stroje ludowe. Argumentowano, że skupienie kamery na dekoltach modelek ubijających masło całkowicie przykryło jakikolwiek głębszy przekaz, a satyra stała się jedynie wygodną wymówką dla kontrowersyjnego marketingu.
Najlepszym dowodem na to, jak różnie odebrano ten występ, były wyniki głosowania. W 2014 roku system eurowizyjny łączył głosy widzów i profesjonalnego jury. Gdyby decydowali tylko ludzie przed telewizorami, Polska zajęłaby bardzo wysokie, 5. miejsce (w Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Norwegii widzowie dali nam maksymalne noty).
Jednak jurorzy byli bezlitośni. W wielu krajach ocenili Polskę na ostatnich miejscach, co w ostatecznej klasyfikacji zepchnęło Donatana i Cleo na 14. pozycję. Ten rozłam pokazał, że o ile masowa publiczność kupiła rozrywkowy (i być może właśnie satyryczny) charakter show, o tyle eksperci uznali go za zbyt tani chwyt, niepasujący do standardów konkursu.
Występ na Eurowizji przyniósł ogromną popularność modelkom towarzyszącym Cleo na scenie. Ola Ciupa, która „ubijała masło”, stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego show-biznesu tamtego okresu. Co ciekawe, maselnica użyta na scenie w Kopenhadze była autentycznym rekwizytem wypożyczonym z muzeum, co miało dodać występowi „słowiańskiego autentyzmu” – choć w kontekście całego show brzmi to dość przewrotnie.
Czy „My Słowianie” było satyrą? Odpowiedź prawdopodobnie leży pośrodku. Intencje twórców mogły być prześmiewcze, jednak forma wykonania była tak dosłowna, że dla wielu stała się po prostu powieleniem szkodliwych schematów. Bez względu na ocenę etyczną czy artystyczną, Donatanowi i Cleo udało się jedno: sprawili, że o polskim występie mówiła cała Europa, a piosenka stała się jednym z największych hitów tamtego roku, udowadniając, że kontrowersja jest jedną z najskuteczniejszych walut w świecie show-biznesu.