Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że masz 15 lat i wykonujesz głupi, obsceniczny telefon do sąsiadki. W dzisiejszych czasach skończyłoby się to pewnie na pouczeniu lub szlabanie od rodziców. Jednak w 1964 roku Gerald Gault za taki wybryk został wysłany do poprawczaka na sześć lat – aż do ukończenia pełnoletności. Co najgorsze, stało się to bez udziału prawnika, bez jasnych zarzutów i bez możliwości obrony. Sprawa In re Gault z 1967 roku na zawsze zmieniła oblicze amerykańskiego (i pośrednio światowego) wymiaru sprawiedliwości wobec nieletnich. Jakie konkretnie skutki przyniósł ten przełomowy wyrok Sądu Najwyższego USA?
Zanim zapadł wyrok w sprawie Gaulta, sądy dla nieletnich działały według doktryny parens patriae – państwo występowało w roli „dobrego ojca”, który nie karał, lecz miał rzekomo leczyć i wychowywać. W praktyce oznaczało to jednak całkowitą samowolę sędziów i brak jakichkolwiek praw procesowych dla dzieci.
Bezpośrednim skutkiem wyroku było przyznanie nieletnim czterech fundamentalnych praw konstytucyjnych, które wcześniej im przysługiwały tylko w teorii:
W krótkim terminie wywołało to ogromne zamieszanie organizacyjne. Sądy musiały nagle zatrudnić rzesze obrońców z urzędu i przeszkolić sędziów, którzy do tej pory czuli się niemal wszechmocni.
Patrząc z perspektywy dekad, sprawa Geralda Gaulta całkowicie przeorała filozofię karania nieletnich. Choć intencją Sądu Najwyższego była ochrona dzieci, długofalowe skutki są bardziej złożone.
Sądy dla nieletnich przestały przypominać nieformalne spotkania w gabinecie sędziego, a stały się „mini-sądami karnymi”. Z jednej strony zapewniło to sprawiedliwość proceduralną, ale z drugiej – procesy stały się dłuższe, droższe i bardziej sformalizowane. Niektórzy badacze twierdzą, że przez to zatracono pierwotny, opiekuńczy charakter tych instytucji.
Wyrok ten był kamieniem milowym, który otworzył drogę do kolejnych spraw. Dzięki niemu ustalono później, że w sprawach nieletnich wina musi być udowodniona „ponad wszelką wątpliwość” (sprawa In re Winship), co wcześniej nie było standardem. Sprawa Gaulta stała się fundamentem nowoczesnego myślenia o dziecku nie jako o przedmiocie troski państwa, ale jako o podmiocie posiadającym własne, niezbywalne prawa.
Choć Gault wygrał, paradoksalnie jego sprawa przyczyniła się do tego, że społeczeństwo zaczęło postrzegać przestępczość nieletnich poważniej. Skoro dzieci mają takie same prawa jak dorośli, to czy nie powinny ponosić podobnej odpowiedzialności? To pytanie do dziś budzi emocje i doprowadziło w wielu stanach USA do zaostrzenia przepisów w latach 80. i 90.
Ciekawostką, która rzuca światło na absurdalność tamtego systemu, jest porównanie kar. Gdyby to dorosły wykonał ten sam obsceniczny telefon, o który oskarżono Geralda, maksymalna kara wynosiła 50 dolarów grzywny lub dwa miesiące aresztu. Gerald, jako nieletni, został skazany na sześć lat zamknięcia. To właśnie ta rażąca dysproporcja przekonała sędziów Sądu Najwyższego, że „opieka” państwa nad nieletnimi stała się w rzeczywistości formą arbitralnego uwięzienia.
Dziś sprawa Geralda Gaulta jest wykładana na każdym wydziale prawa jako przykład tego, jak jeden przypadek może zmienić życie milionów młodych ludzi. Dzięki niemu system musiał przyznać, że dziecko w sądzie to wciąż człowiek, któremu należy się szacunek i sprawiedliwy proces.