Gość (37.30.*.*)
System anglosaski, a w szczególności prawo Stanów Zjednoczonych, opiera się w dużej mierze na instytucji plea bargaining, czyli ugodach negocjowanych między oskarżeniem a obroną. Choć w filmach i serialach prawniczych proces ten wygląda na szybki i niemal automatyczny, rzeczywistość prawna jest znacznie bardziej złożona. Warto przyjrzeć się bliżej temu, jak dużą władzę ma prokurator, co dzieje się w przypadku osób nieletnich oraz czy sędzia jest jedynie „notariuszem” podpisującym gotowe porozumienie.
W systemie common law prokurator cieszy się ogromnym zakresem swobody, określanym jako prosecutorial discretion. To on decyduje, jakie zarzuty postawić, a z których zrezygnować w zamian za przyznanie się do winy. Może zaproponować zmianę kwalifikacji czynu na łagodniejszą (tzw. charge bargaining) lub obiecać rekomendację konkretnego, niższego wymiaru kary (tzw. sentence bargaining).
Nie jest to jednak dowolność absolutna. Prokurator musi poruszać się w granicach wyznaczonych przez prawo stanowe lub federalne. Nie może na przykład zaproponować kary, która nie istnieje w katalogu kar dla danego przestępstwa. Ponadto prokuratorzy podlegają wewnętrznym wytycznym (np. Justice Manual w sprawach federalnych) oraz nadzorowi przełożonych. Istnieją również ograniczenia konstytucyjne – ugoda nie może być wynikiem dyskryminacji rasowej, religijnej czy odwetem za korzystanie przez oskarżonego z jego praw.
Instytucja ugody jest powszechnie stosowana również w sądach dla nieletnich (juvenile courts). Choć system ten z założenia ma charakter bardziej wychowawczy niż karny, mechanizm przyznania się do winy w zamian za łagodniejsze potraktowanie funkcjonuje tam bardzo podobnie jak w przypadku dorosłych.
W systemie amerykańskim nie ma jednej, sztywnej granicy wieku określonej w skali całego kraju, od której nieletni może negocjować ugodę. Zależy to od jurysdykcji danego stanu oraz od tego, czy sprawa toczy się przed sądem dla nieletnich, czy też (w przypadku bardzo ciężkich przestępstw) nieletni został przekazany do sądu dla dorosłych. Kluczowym kryterium nie jest metryka, ale tzw. competency – czyli zdolność do zrozumienia charakteru postępowania i pomocy swojemu prawnikowi. Zazwyczaj dotyczy to dzieci powyżej 7-10 roku życia, choć w praktyce ugody najczęściej dotyczą nastolatków.
W przypadku nieletnich standardy ochrony są wyższe. Choć to nieletni oskarżony formalnie podejmuje decyzję o przyznaniu się do winy, w większości jurysdykcji obecność i zgoda rodzica lub opiekuna prawnego jest niezbędna do uznania ugody za ważną. Sąd musi mieć pewność, że dziecko nie zostało zmanipulowane. Co więcej, nieletni niemal zawsze musi być reprezentowany przez adwokata, który ma obowiązek wyjaśnić mu wszystkie konsekwencje zrzeczenia się prawa do procesu.
To jeden z najczęstszych mitów dotyczących plea bargaining. Sąd nie ma obowiązku zatwierdzenia ugody, nawet jeśli obie strony (prokurator i oskarżony) są w pełni zgodne, a wszystkie wymogi formalne zostały spełnione.
Sędzia pełni rolę strażnika sprawiedliwości. Zgodnie z federalną regułą procedury karnej (Rule 11) oraz podobnymi przepisami stanowymi, przed zaakceptowaniem ugody sąd musi przeprowadzić tzw. colloquy – bezpośrednią rozmowę z oskarżonym. Sędzia sprawdza wtedy, czy:
Jeśli sędzia uzna, że zaproponowana kara jest rażąco niska lub niewspółmiernie wysoka w stosunku do czynu, może odrzucić ugodę. W takiej sytuacji strony mogą negocjować dalej lub sprawa trafia na drogę normalnego procesu przed ławą przysięgłych.
Częstym elementem ugody jest klauzula zrzeczenia się prawa do apelacji (appeal waiver). Jeśli oskarżony potwierdzi przed sądem, że robi to świadomie, znacznie ogranicza to jego drogę do podważenia wyroku w przyszłości. Jednak nawet takie zrzeczenie się nie jest „pancerne” – apelacja nadal może być dopuszczalna, jeśli doszło do rażących błędów proceduralnych, nieskutecznej pomocy prawnej (tzw. ineffective assistance of counsel) lub jeśli wyrok przekroczył ustawowe limity.
Gdyby instytucja plea bargaining nagle przestała istnieć, system sądowniczy w USA prawdopodobnie uległby całkowitemu paraliżowi w ciągu kilku tygodni. Szacuje się, że od 90% do nawet 95% spraw karnych kończy się ugodą, a nie procesem przed ławą przysięgłych. Jest to rozwiązanie niezwykle ekonomiczne – oszczędza czas sędziów, pieniądze podatników i pozwala prokuraturze skupić się na najbardziej medialnych lub skomplikowanych sprawach. Krytycy zauważają jednak, że tworzy to tzw. "trial penalty" – sytuację, w której oskarżony boi się iść do sądu, bo w razie przegranej grozi mu kara wielokrotnie wyższa niż ta oferowana w ugodzie.