Gość (37.30.*.*)
Wyobrażenie sobie ewolucji człowieka w tak specyficznym kierunku to fascynujące ćwiczenie z zakresu biologii spekulatywnej. Choć niektóre z tych zmian wydają się subtelne, jak obniżenie temperatury o ułamek stopnia, ich skumulowany efekt mógłby całkowicie przedefiniować to, jak funkcjonujemy, jak odczuwamy emocje i jak postrzegamy otaczający nas świat. Taki „Człowiek 2.0” byłby istotą znacznie lepiej przystosowaną do oszczędzania energii, ale jednocześnie posiadającą zupełnie inną konstrukcję psychiczną i sensoryczną.
Obniżenie stałej temperatury ciała o 0,2°C (z poziomu 36,6°C na 36,4°C) oraz spadek ciśnienia krwi o 2 mmHg sugerują organizm o nieco niższym tempie przemiany materii, który jest jednak niezwykle wydajny. W świecie biologii niższa temperatura ciała często koreluje z dłuższą żywotnością komórek – procesy starzenia mogłyby zachodzić wolniej, a stres oksydacyjny byłby mniejszy.
Z kolei szersze o 0,5 mm naczynia krwionośne (aorta i żyły) przy niższym ciśnieniu to prawdziwy „system autostradowy” dla krwi. Szersze światło naczyń oznacza mniejszy opór obwodowy, co w połączeniu z niższym ciśnieniem drastycznie odciążyłoby serce. Taki człowiek byłby znacznie mniej narażony na nadciśnienie czy miażdżycę, choć mógłby mieć problem z nagłymi zmianami pozycji ciała (ryzyko zawrotów głowy przy szybkim wstawaniu).
Ciekawostką jest dodatkowe 2 kJ energii pozyskiwane z tłuszczów zwierzęcych. Choć 2 kJ to zaledwie około 0,5 kcal, w skali całego dnia i przy diecie bogatej w lipidy, taka osoba byłaby „maszyną na tłuszcz”. Mogłoby to oznaczać większą wytrzymałość w ekstremalnych warunkach i rzadsze napady głodu, gdyż organizm efektywniej wyciągałby paliwo z pożywienia.
Wprowadzenie wątrobośledziony to koncepcja połączenia dwóch kluczowych filtrów organizmu. Wątroba zajmuje się metabolizmem i detoksykacją, a śledziona systemem odpornościowym i recyklingiem krwi. Ich fuzja mogłaby oznaczać błyskawiczną reakcję immunologiczną na toksyny pojawiające się we krwi. Organizm taki byłby niezwykle odporny na zatrucia i infekcje krwiopochodne.
Trzustka cukroidalna, stanowiąca 5% wielkości standardowego organu, pełniłaby prawdopodobnie rolę precyzyjnego stabilizatora poziomu glukozy. Mogłaby reagować na specyficzne rodzaje cukrów, których zwykła trzustka „nie zauważa”, co w połączeniu z lepszym metabolizmem tłuszczów czyniłoby taką osobę niemal odporną na cukrzycę typu 2.
Najciekawszy jest jednak organ produkujący estrogeny, dopaminę i oksytocynę. To prawdziwe centrum dowodzenia nastrojem i więziami społecznymi.
Posiadanie oddzielnego organu dedykowanego tym substancjom sugeruje, że taki człowiek byłby istotą niezwykle społeczną, empatyczną i prawdopodobnie znacznie bardziej odporną na depresję czy lęk. Z drugiej strony, stały dopływ dopaminy z wewnętrznego źródła mógłby prowadzić do specyficznych form uzależnień behawioralnych lub chronicznego poszukiwania stymulacji.
Najbardziej radykalną zmianą jest trzecie oko nad nosem, widzące wyłącznie w podczerwieni, przy jednoczesnym osłabieniu standardowego wzroku o 50%. Taki układ całkowicie zmienia sposób interakcji z otoczeniem.
W praktyce taki człowiek mógłby mieć trudności w nowoczesnym świecie zdominowanym przez ekrany i tekst, ale byłby genialnym diagnostą medycznym, ratownikiem czy myśliwym.
Taka osoba prawdopodobnie preferowałaby chłodniejsze klimaty (ze względu na niższą temperaturę ciała i lepsze spalanie tłuszczu). W relacjach międzyludzkich byłaby niezwykle ciepła i ufna (dzięki oksytocynie), a jej percepcja świata byłaby bardziej „energetyczna” niż wizualna. Zamiast oceniać wygląd ubrania, widziałaby, czy rozmówca jest zdenerwowany (zmiana temperatury twarzy widoczna w podczerwieni) lub czy jest mu zimno.
To wizja człowieka, który jest mniej „drapieżnikiem wizualnym”, a bardziej „czującym obserwatorem”, zintegrowanym z biologicznymi rytmami natury i własnego, niezwykle wydajnego organizmu. Choć fizycznie słabszy w pełnym słońcu, w warunkach wymagających wytrzymałości i empatii nie miałby sobie równych.