Gość (37.30.*.*)
Wyobrażenie sobie alternatywnej ścieżki ewolucji człowieka, w której nasza anatomia i fizjologia ulegają tak drastycznym zmianom, otwiera fascynujące pole do analizy biologicznej. Gdybyśmy wprowadzili te konkretne modyfikacje – od dłuższego czasu trwania ciąży, przez nowe narządy, aż po zmieniony metabolizm – nasz gatunek funkcjonowałby w zupełnie innym rytmie niż obecnie. Zmiany te wpłynęłyby nie tylko na nasz wygląd, ale przede wszystkim na strukturę społeczną, dietę i sposób radzenia sobie ze stresem.
Przedłużenie ciąży do 9,5 miesiąca u chłopców i 10 miesięcy u dziewczynek, przy jednoczesnym poszerzeniu miednicy o 1,5 cm, miałoby kolosalne znaczenie dla rozwoju mózgu. Obecnie ludzkie niemowlęta rodzą się stosunkowo „niedonoszone” w porównaniu do innych ssaków, ponieważ większa główka nie przeszłaby przez kanał rodny. Dodatkowe 2–4 tygodnie w łonie matki pozwoliłyby na silniejszy rozwój układu nerwowego i kostnego.
Noworodki mogłyby być znacznie bardziej samodzielne tuż po urodzeniu – być może szybciej nawiązywałyby kontakt wzrokowy lub miały lepiej rozwiniętą motorykę. Różnica w czasie trwania ciąży ze względu na płeć mogłaby jednak wprowadzić ciekawe zjawisko społeczne: dziewczynki rodziłyby się statystycznie „dojrzalsze” biologicznie od chłopców, co mogłoby pogłębić różnice w tempie rozwoju wczesnodziecięcego, które obserwujemy już dzisiaj.
Wprowadzenie prośledzionki, narządu odpowiedzialnego za metabolizm tlenku wapnia (CaO), to prawdziwa rewolucja chemiczna. Tlenek wapnia jest substancją silnie żrącą i higroskopijną. Organizm potrafiący go przetwarzać musiałby posiadać niezwykle odporne błony śluzowe i wyspecjalizowane mechanizmy neutralizacji ciepła (reakcja CaO z wodą jest egzotermiczna). Taka funkcja mogłaby sugerować, że człowiek byłby w stanie czerpać minerały z bardzo twardych, wapiennych źródeł, co mogłoby prowadzić do posiadania niezwykle gęstych i wytrzymałych kości.
Zdolność do trawienia gumy (polimerów) oznaczałaby z kolei wykształcenie enzymów zdolnych do rozrywania wiązań w elastomerach. W świecie pełnym mikroplastiku i odpadów syntetycznych taka cecha mogłaby być ewolucyjną odpowiedzią na zanieczyszczenie środowiska, pozwalając organizmowi na utylizację substancji, które dla dzisiejszego człowieka są całkowicie niestrawne.
Dodatkowy organ regulujący układ współczulny działałby jak biologiczny „bezpiecznik”. Układ współczulny odpowiada za reakcję „walcz lub uciekaj”. W dzisiejszym świecie jest on nadaktywny z powodu przewlekłego stresu, co prowadzi do nadciśnienia i chorób serca.
Nowy narząd mógłby precyzyjnie dawkować adrenalinę i noradrenalinę, zapobiegając ich nadmiernemu wyrzutowi. Ludzie o takiej anatomii byliby prawdopodobnie znacznie spokojniejsi, odporniejsi na ataki paniki i zdolni do zachowania zimnej krwi w sytuacjach ekstremalnych. Byłaby to biologiczna odpowiedź na potrzeby cywilizacji informacyjnej, w której bodźce stresowe atakują nas z każdej strony.
Narząd blokujący wzrost, który zanika między 14. a 16. rokiem życia, całkowicie zmieniłby dynamikę dorastania. Obecnie rośniemy skokowo przez całe dzieciństwo. W opisanym modelu wzrost byłby prawdopodobnie zahamowany na pewnym poziomie, a dopiero po 14. roku życia – gdy narząd zanika – następowałby gwałtowny, finalny skok rozwojowy.
Mogłoby to oznaczać, że dzieci przez długi czas pozostawałyby podobnego wzrostu, co ułatwiałoby opiekę nad nimi, ale też przesuwałoby moment osiągnięcia pełnej dojrzałości fizycznej na późniejszy wiek. Zanik narządu byłby jasnym, biologicznym sygnałem wejścia w dorosłość, co mogłoby stać się fundamentem nowych rytuałów przejścia w kulturze.
Spowolnienie metabolizmu o 15% przy temperaturze ciała 36,3°C (do 20. roku życia) sugeruje organizm nastawiony na energooszczędność. Oto jakie skutki mogłoby to przynieść:
Warto zauważyć, że temperatura 36,3°C jest bliska dolnej granicy dzisiejszej normy, ale utrzymywanie jej jako stałego standardu u młodych ludzi mogłoby czynić ich mniej odpornymi na nagłe wychłodzenie organizmu, wymagając lepszej izolacji termicznej (ubrań lub tkanki tłuszczowej).
Choć w pytaniu pojawia się wartość 36,3°C jako nowa norma, warto wiedzieć, że średnia temperatura ciała współczesnego człowieka... faktycznie spada! Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Stanforda wykazały, że od czasów rewolucji przemysłowej temperatura ciała ludzi obniża się o około 0,03°C na dekadę. Dzisiejsza średnia dla wielu populacji to już nie 36,6°C, a właśnie okolice 36,4°C. Twoja wizja „nowego człowieka” o temperaturze 36,3°C jest więc bliższa rzeczywistości, niż mogłoby się wydawać!
Podsumowując, taki model człowieka byłby istotą niezwykle wytrzymałą, lepiej przystosowaną do toksyn środowiskowych i stresu, o bardzo przewidywalnym cyklu rozwojowym. Byłby to gatunek żyjący wolniej, ale prawdopodobnie znacznie dłużej i stabilniej niż my.