Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie ewolucyjną rewolucję, która całkowicie zmienia zasady gry w ludzkiej biologii. Gdybyśmy wprowadzili do naszego organizmu zestaw tak specyficznych modyfikacji, nie bylibyśmy już tymi samymi ludźmi, których znamy z podręczników anatomii. Zmiany te wpłynęłyby nie tylko na naszą dietę czy sposób poruszania się, ale przede wszystkim na strukturę społeczną, medycynę i codzienne przetrwanie.
Wydłużenie ciąży o dwa tygodnie (do 9,5 miesiąca) w połączeniu z miednicą szerszą o 3,5 cm to bezpośrednie uderzenie w tzw. dylemat położniczy. Obecnie ludzkie noworodki rodzą się stosunkowo „niedonoszone” w porównaniu do innych naczelnych, ponieważ ich głowy muszą przejść przez wąski kanał rodny, zanim staną się zbyt duże.
Dodatkowe dwa tygodnie w łonie matki pozwoliłyby na znacznie silniejszy rozwój układu nerwowego i płuc. Noworodki mogłyby rodzić się bardziej sprawne, być może z lepiej rozwiniętym wzrokiem i koordynacją ruchową. Szersza miednica o 3,5 cm z nawiązką rekompensowałaby większy rozmiar główki dziecka, czyniąc poród bezpieczniejszym i mniej bolesnym. Z perspektywy biomechaniki, szersza miednica mogłaby jednak nieco zmienić nasz sposób chodzenia i biegania, zwiększając stabilność, ale potencjalnie obciążając stawy kolanowe ze względu na większy kąt nachylenia kości udowej (tzw. kąt Q).
Wprowadzenie „dwustki” – dodatkowego organu połączonego z żołądkiem – zrewolucjonizowałoby naszą gospodarkę żywnościową. Produkcja trzech konkretnych enzymów otwiera przed nami zupełnie nowe źródła energii:
Połączenie funkcji wątroby i serca w jeden organ (wątroboserce) to koncepcja radykalna. Wątroba jest najbardziej ukrwionym narządem, a jej bezpośrednia integracja z pompą krążeniową oznaczałaby, że krew byłaby filtrowana z toksyn niemal natychmiast po ich pojawieniu się w obiegu. Taki organizm byłby niemal odporny na szybkie upojenie alkoholowe czy zatrucia pokarmowe.
Zastawki u nasady każdej z kończyn to z kolei genialny mechanizm wspomagający układ żylny. Zapobiegałyby one zastojom krwi, całkowicie eliminując problem żylaków, obrzęków nóg po długim staniu czy ryzyko zakrzepicy podczas długich lotów. Ludzie z taką anatomią mogliby stać godzinami bez zmęczenia, a ich mięśnie byłyby lepiej dotlenione dzięki precyzyjnej kontroli ciśnienia hydrostatycznego w kończynach.
W toku ewolucji wykształciliśmy zastawki wewnątrz żył, ale nie u ich nasady. Nasz układ krążenia polega na tzw. pompie mięśniowej – to ruch mięśni nóg przepycha krew w górę. Dodatkowe zastawki u nasady byłyby jak „śluzy” w kanale, które chroniłyby serce przed nagłymi skokami ciśnienia przy gwałtownym wysiłku.
Największą zmianą w codziennym życiu byłaby nowa dynamika gojenia. Trzykrotnie szybsza regeneracja mięśni oznaczałaby, że sportowcy mogliby trenować niemal codziennie na 100% możliwości, a zakwasy czy naderwania znikałyby w ciągu kilkunastu godzin. Kultura fizyczna i tempo budowania masy mięśniowej weszłyby na niewyobrażalny poziom.
Cena za to jest jednak ogromna: trzykrotnie wolniejsze gojenie się złamań i zwichnięć. Standardowe złamanie nogi, które dziś zrasta się w 6 tygodni, w nowym systemie wymagałoby 18 tygodni (ponad 4 miesiące) unieruchomienia. Zwichnięcie stawu mogłoby wykluczyć człowieka z aktywności na pół roku.
Jak zmieniłoby to społeczeństwo?
Podsumowując, taki organizm byłby biologiczną maszyną do przetrwania w trudnych warunkach dietetycznych i metabolicznych, ale jednocześnie stałby się niezwykle kruchy pod względem strukturalnym. Bylibyśmy gatunkiem „miękkich atletów” – silnych, szybko regenerujących tkanki miękkie i trawiących niemal wszystko, ale żyjących w ciągłym strachu przed urazem mechanicznym kośćca.
Wydłużona ciąża i bezpieczniejszy poród mogłyby prowadzić do wyższej inteligencji populacji, a „dwustka” i „wątroboserce” uczyniłyby nas niemal niezniszczalnymi od wewnątrz. Jednak cena, jaką płacilibyśmy za każdy upadek, wymusiłaby na nas znacznie ostrożniejszy i bardziej zapobiegawczy tryb życia.