Gość (37.30.*.*)
Amerykański system wyborczy dla wielu obserwatorów z Europy wydaje się skomplikowany, a momentami wręcz egzotyczny. Jednym z najbardziej unikalnych elementów tego mechanizmu jest instytucja tzw. write-in candidate, czyli kandydata dopisywanego do listy wyborczej przez samego głosującego. Choć na oficjalnej karcie do głosowania widnieją nazwiska osób nominowanych przez partie lub tych, które zebrały odpowiednią liczbę podpisów, wyborca w większości stanów ma prawo zignorować te propozycje i wpisać w puste pole nazwisko kogoś zupełnie innego.
Procedura jest z pozoru banalnie prosta. Na karcie wyborczej, pod listą oficjalnie zarejestrowanych kandydatów na dane stanowisko (np. do Senatu czy Izby Reprezentantów), zazwyczaj znajduje się pusta linia z dopiskiem "Write-in". Wyborca, zamiast stawiać krzyżyk przy nazwisku demokraty czy republikanina, wpisuje tam imię i nazwisko osoby, którą chciałby widzieć na tym urzędzie.
Warto jednak wiedzieć, że samo wpisanie nazwiska to dopiero połowa sukcesu. Aby głos był ważny, w większości stanów kandydat musi wcześniej dopełnić pewnych formalności. Nie można po prostu wpisać "Myszka Miki" i oczekiwać, że komisja uzna to za legalny głos (choć takie przypadki się zdarzają, są traktowane jako głosy nieważne lub protestacyjne).
Odpowiedź brzmi: tak, jest to prawnie możliwe i w historii USA zdarzały się takie przypadki, choć są one niezwykle rzadkie. Jeśli dopisany kandydat otrzyma więcej ważnych głosów niż jakikolwiek inny kandydat, którego nazwisko było wydrukowane na karcie, zostaje on zwycięzcą i obejmuje mandat w Kongresie lub Senacie.
Najsłynniejszym współczesnym przykładem takiej sytuacji jest sukces Lisy Murkowski w 2010 roku. Murkowski przegrała prawybory Partii Republikańskiej na Alasce i nie znalazła się na oficjalnej liście. Zdecydowała się jednak na kampanię jako "write-in candidate". Musiała nauczyć wyborców, jak poprawnie zapisać jej nazwisko na karcie (co nie było łatwe). Ostatecznie wygrała wybory do Senatu, pokonując zarówno oficjalnego kandydata Republikanów, jak i Demokratów. Był to pierwszy taki przypadek w wyborach do Senatu od ponad 50 lat. Wcześniej, w 1954 roku, podobnego wyczynu dokonał Strom Thurmond w Karolinie Południowej.
System wyborczy w USA jest zdecentralizowany, co oznacza, że każdy stan ustala własne reguły dotyczące dopisywania kandydatów. Możemy wyróżnić trzy główne podejścia:
W większości stanów (około 40), aby głosy na dopisaną osobę zostały w ogóle policzone, kandydat musi wcześniej złożyć odpowiednie oświadczenie o chęci kandydowania (tzw. declaration of intent). Dzięki temu urzędnicy wyborczy wiedzą, że dana osoba faktycznie ubiega się o urząd i spełnia wymogi formalne (np. wiek czy miejsce zamieszkania).
W kilku stanach, takich jak Vermont, Wyoming czy New Hampshire, wyborcy mają pełną swobodę. Można wpisać kogokolwiek, a komisja ma obowiązek policzyć te głosy, nawet jeśli dana osoba nie prowadziła kampanii.
Niektóre stany całkowicie zabraniają dopisywania nazwisk w wyborach powszechnych. Przykładem jest Hawaje, Nevada czy Dakota Południowa. W tych miejscach, jeśli nazwiska nie ma na karcie, nie można na tę osobę zagłosować – puste pole po prostu nie istnieje lub głosy dopisane są z automatu uznawane za nieważne.
Instytucja "write-in candidate" jest silnie zakorzeniona w amerykańskiej tradycji wolności wyboru, ale na świecie jest spotykana niezwykle rzadko. Większość krajów stosuje systemy list zamkniętych lub wymaga rygorystycznej rejestracji kandydatów z dużym wyprzedzeniem, aby zapewnić przejrzystość i łatwość liczenia głosów.
W Europie, w tym w Polsce, systemy wyborcze opierają się na oficjalnych listach zarejestrowanych przez komitety wyborcze. Dopisywanie nazwisk na karcie do głosowania w Polsce skutkuje uznaniem głosu za nieważny (jeśli dopisek znajdzie się w obrębie kratki do głosowania lub zmieni strukturę karty w sposób niedozwolony).
Liczenie głosów na kandydatów dopisanych jest dla amerykańskich urzędników prawdziwym wyzwaniem. Każda karta musi zostać sprawdzona ręcznie, aby ocenić intencję wyborcy. Problemem są literówki – w przypadku wspomnianej Lisy Murkowski sądy musiały rozstrzygać, czy głosy z błędami w nazwisku (np. "Murkoski" lub "Murkowsky") powinny zostać uznane. Ostatecznie przyjęto zasadę "intencji wyborcy", co pozwoliło jej wygrać.