Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że możesz przenieść się w czasie o ponad sto lat i usłyszeć głosy ludzi, których kultura niemal całkowicie zanikła. To nie jest scenariusz filmu science-fiction, ale realna zasługa Bronisława Piłsudskiego – brata słynnego marszałka, który zamiast polityki wybrał etnografię. Jego nagrania na wałkach fonograficznych to jedne z najcenniejszych skarbów światowego dziedzictwa dźwiękowego, ale ich odczytanie po latach przypominało skomplikowaną operację chirurgiczną.
Technologia, którą posługiwał się Piłsudski na przełomie XIX i XX wieku, opierała się na wynalazku Thomasa Edisona – fonografie. W przeciwieństwie do późniejszych płyt gramofonowych, dźwięk nie był zapisywany na płaskim krążku, lecz na wirującym cylindrze, potocznie nazywanym wałkiem.
Proces nagrywania był całkowicie mechaniczny i akustyczny. Nie było mikrofonów ani prądu. Osoba nagrywana musiała głośno mówić lub śpiewać do wielkiej tuby. Fale dźwiękowe wprawiały w drgania membranę, do której przymocowany był rylec. Ten rylec „wycinał” w miękkim wosku pionowe rowki o zmiennej głębokości (tzw. zapis wgłębny). Im głośniejszy był dźwięk, tym głębiej rylec wbijał się w materiał.
Wałki używane przez Piłsudskiego były wykonane z mieszanki wosków (często stearyny i wosku pszczelego). Był to materiał niezwykle wdzięczny do zapisu „w terenie”, ponieważ fonograf był stosunkowo lekki i mobilny, ale jednocześnie bardzo nietrwały.
Bronisław Piłsudski, przebywając na zesłaniu na Sachalinie, zafascynował się kulturą Ajnów – rdzennych mieszkańców tych terenów. Wiedząc, że ich tradycje i język giną pod naporem cywilizacji, postanowił uwiecznić ich pieśni, legendy i modlitwy.
Dzięki jego determinacji powstało około 100 wałków, które przez dziesięciolecia uchodziły za zaginione lub niemożliwe do odtworzenia. To właśnie na nich zapisano unikalne brzmienie języka ajnuskiego, który dziś jest językiem niemal wymarłym. Warto wiedzieć, że Piłsudski był jednym z pionierów wykorzystania fonografu w badaniach terenowych, co czyni go ojcem chrzestnym nowoczesnej etnomuzykologii.
Choć wałki fonograficzne przetrwały ponad wiek, ich stan techniczny po latach był opłakany. Naukowcy, którzy podjęli się próby ich odczytania, musieli zmierzyć się z szeregiem niemal niemożliwych do pokonania barier.
Wosk to materiał organiczny, który z czasem twardnieje i staje się ekstremalnie kruchy. Próba położenia tradycyjnej igły fonograficznej na takim wałku mogłaby skończyć się jego natychmiastowym pęknięciem lub starciem zapisu. Co gorsza, wosk „pracuje” pod wpływem temperatury i wilgoci, co prowadzi do mikropęknięć i deformacji kształtu cylindra.
To jeden z największych wrogów starych nagrań. Grzyby i pleśnie dosłownie „zjadają” wosk, traktując go jako pożywkę. W miejscach, gdzie rozwinęła się pleśń, informacja dźwiękowa zostaje bezpowrotnie utracona, a podczas odtwarzania słychać jedynie głośne trzaski i szumy.
W czasach Piłsudskiego nie istniał jeden standard prędkości nagrywania. Każdy badacz mógł kręcić korbką fonografu nieco inaczej. Jeśli dziś odtworzymy wałek zbyt szybko, głos będzie brzmiał jak u Kaczora Donalda; jeśli zbyt wolno – stanie się nienaturalnie niski i bełkotliwy. Ustalenie właściwego tempa bez żyjących świadków tamtych wydarzeń to żmudna praca detektywistyczna.
Przełom w odzyskiwaniu głosów z wałków Piłsudskiego nastąpił dzięki współpracy polskich i japońskich naukowców (m.in. z Uniwersytetu Hokkaido). Zrozumiano, że fizyczny kontakt z wałkiem jest zbyt ryzykowny.
Zastosowano więc technologię bezdotykową – skanowanie laserowe. Specjalne urządzenie, przypominające mikroskop, skanuje powierzchnię wałka z ogromną precyzją, tworząc cyfrową mapę rowków. Komputer następnie analizuje te nierówności i zamienia je na sygnał dźwiękowy. Dzięki temu udało się „wyciągnąć” dźwięk nawet z wałków, które były popękane lub częściowo zniszczone przez pleśń.
W latach 80. XX wieku, kiedy wałki Piłsudskiego trafiły do Japonii w celu renowacji, japońscy inżynierowie z firmy Sony opracowali specjalny typ odtwarzacza laserowego dedykowanego wyłącznie tym kruchym zabytkom. To właśnie dzięki tej technologii świat mógł po raz pierwszy od ponad 80 lat usłyszeć szamańskie pieśni Ajnów w zaskakująco dobrej jakości.
Nagrania te są dziś nie tylko bezcennym źródłem dla lingwistów, ale też dowodem na to, jak technologia może służyć ratowaniu tożsamości całych narodów. Choć wałki są nieme dla gołego oka, dzięki nauce wciąż pozwalają nam słuchać historii, które miały zostać zapomniane.