Gość (37.30.*.*)
Historia, której uczymy się w szkołach, często bywa uproszczona, a postać Krzysztofa Kolumba jest tego najlepszym przykładem. Choć każde dziecko wie, że „w 1492 roku Kolumb dopłynął do Ameryki”, to od lat narasta wokół tego tematu sporo kontrowersji. Skoro dowody archeologiczne jasno wskazują na obecność Wikingów, a teorie o chińskich żeglarzach rozpalają wyobraźnię badaczy, dlaczego to właśnie genueńczyk w hiszpańskiej służbie zgarnia całą chwałę (i czasem gromy)? Odpowiedź nie tkwi w tym, kto był pierwszy, ale w tym, czyje przybycie na stałe zmieniło bieg dziejów.
Około roku 1000, czyli niemal pięć wieków przed Kolumbem, Leif Erikson – syn słynnego Eryka Rudego – dotarł do brzegów dzisiejszej Nowej Fundlandii w Kanadzie. Wikingowie założyli tam nawet osadę, znaną dziś jako L’Anse aux Meadows. To nie są domysły – archeolodzy odnaleźli tam fundamenty domów, narzędzia i ślady kowalstwa typowe dla ludów skandynawskich.
Dlaczego więc to nie Leif Erikson widnieje w kalendarzach jako odkrywca? Problem polegał na tym, że wyprawy Wikingów były lokalnym wydarzeniem, o którym Europa kontynentalna właściwie nie miała pojęcia. Skandynawowie nie stworzyli stałego połączenia handlowego, a ich osada przetrwała zaledwie kilka lat. Z perspektywy globalnej historii ich obecność w Ameryce była epizodem, który nie wpłynął na gospodarkę, politykę czy demografię ówczesnego świata. Informacje o „Winlandii” przetrwały głównie w sagach, które traktowano raczej jako literaturę niż raporty geograficzne.
W ostatnich latach popularność zyskała teoria, według której to Chińczycy pod wodzą admirała Zheng He mieli dotrzeć do Ameryki w 1421 roku. Zwolennicy tej tezy, na czele z Gavinem Menziesem, twierdzą, że potężna chińska flota „Skarbów” opłynęła świat na długo przed Magellanem.
Warto jednak zaznaczyć, że nie mogę tego zweryfikować jako faktu historycznego. Większość zawodowych historyków odnosi się do tej teorii z dużym sceptycyzmem. Choć Zheng He dysponował flotą, przy której statki Kolumba wyglądały jak łupiny orzecha, brakuje twardych dowodów archeologicznych lub wiarygodnych dokumentów z epoki Ming, które potwierdzałyby lądowanie w Ameryce. Chińskie wyprawy miały charakter dyplomatyczny i handlowy w obrębie Oceanu Indyjskiego, a po śmierci admirała Chiny zamknęły się na świat, paląc mapy i niszcząc statki. Nawet jeśli tam byli, ich wiedza została pogrzebana w archiwach.
Kluczem do zrozumienia fenomenu Kolumba nie jest samo „odkrycie”, ale zapoczątkowanie procesu, który nazywamy globalizacją. Kiedy Kolumb wrócił do Hiszpanii, nie przyniósł tylko opowieści – przyniósł dowody, złoto i rośliny, a co najważniejsze, uruchomił machinę, której nie dało się już zatrzymać.
To właśnie po 1492 roku nastąpiła tzw. wymiana kolumbijska. Do Europy trafiły ziemniaki, pomidory, kukurydza i kakao, które na zawsze zmieniły dietę Starego Kontynentu. W drugą stronę powędrowały konie, bydło, ale także zabójcze dla rdzennych mieszkańców choroby, takie jak ospa.
Zabawnym, a zarazem ironicznym faktem jest to, że Krzysztof Kolumb do końca swoich dni był przekonany, że dotarł do wschodnich wybrzeży Azji (Indii). To dlatego rdzennych mieszkańców Ameryki nazywamy do dziś Indianami. Dopiero Amerigo Vespucci, włoski kupiec i nawigator, wysunął tezę, że odkryte lądy to zupełnie nowy, nieznany wcześniej Europejczykom kontynent. To właśnie od jego imienia – Amerigo – pochodzi nazwa „Ameryka”.
Mówiąc o odkryciu Ameryki, często zapominamy o najważniejszej grupie: ludziach, którzy tam już mieszkali. Przodkowie dzisiejszych rdzennych Amerykanów przeszli przez most lądowy w miejscu dzisiejszej Cieśniny Beringa około 15-20 tysięcy lat temu. Z ich perspektywy Ameryka nigdy nie była „nowym światem” – była domem z rozwiniętymi cywilizacjami, takimi jak Aztekowie, Majowie czy Inkowie.
Uznawanie Kolumba za odkrywcę jest więc terminem czysto eurocentrycznym. Oznacza on moment, w którym Ameryka została „odkryta” dla europejskiego systemu gospodarczego i kulturowego. Choć Wikingowie byli tam pierwsi, to Kolumb „podłączył” Amerykę do reszty świata, co – z wszystkimi tego tragicznymi i przełomowymi skutkami – ukształtowało rzeczywistość, w której żyjemy dzisiaj.