Gość (37.30.*.*)
W świecie instrumentów smyczkowych granice bywają płynne, zwłaszcza gdy cofniemy się do czasów baroku lub spojrzymy na współczesne eksperymenty lutnicze. Choć nazwa „wiolonczelokontrabas” nie funkcjonuje jako oficjalne określenie standardowego instrumentu w nowoczesnej orkiestrze symfonicznej, to historia muzyki i inżynieria dźwięku znają konstrukcje, które idealnie pasują do tego opisu.
Jeśli szukasz czegoś, co jest „większą wiolonczelą” lub „potężniejszym kontrabasem”, Twoim pierwszym skojarzeniem powinien być oktobas. To prawdziwy potwór wśród instrumentów smyczkowych, zbudowany w 1850 roku przez Jeana-Baptiste'a Vuillaume'a.
Oktobas ma około 3,48 metra wysokości, co sprawia, że muzyk musi stać na specjalnym podestcie, aby w ogóle móc na nim grać. Co ciekawe, ze względu na ogromne rozmiary gryfu, struny nie są dociskane palcami, lecz za pomocą specjalnego systemu dźwigni i pedałów. Dźwięki wydawane przez oktobas są tak niskie, że niektóre z nich znajdują się na granicy słyszalności dla ludzkiego ucha (infradźwięki). To właśnie on najczęściej pełni rolę „wiolonczelokontrabasu” w kontekście skali i potęgi brzmienia.
W dawnej muzyce, szczególnie w okresie renesansu i baroku, istniała cała rodzina instrumentów zwana viola da gamba. Jednym z jej najważniejszych przedstawicieli było violone.
Termin ten bywa mylący, ponieważ w zależności od kraju i epoki oznaczał różne instrumenty. Często jednak opisywano nim „kontrabasową wiolonczelę”. Violone łączyło w sobie cechy obu instrumentów:
To właśnie z ewolucji violone wyłonił się współczesny kontrabas, który do dziś zachował pewne cechy dawnej rodziny viol (np. spadziste „ramiona” pudła rezonansowego, podczas gdy wiolonczela ma je bardziej zaokrąglone).
Współcześni lutnicy i muzycy eksperymentalni nie boją się łączyć różnych światów. Choć w sklepach muzycznych nie znajdziesz działu „wiolonczelokontrabasy”, istnieją instrumenty robione na zamówienie, które mają wypełnić lukę brzmieniową.
Głównym powodem, dla którego „wiolonczelokontrabas” nie stał się standardem, jest fizyka. Aby instrument smyczkowy brzmiał dobrze w bardzo niskich rejestrach, jego pudło rezonansowe musi mieć odpowiednią objętość. Wiolonczela jest zoptymalizowana pod kątem swojej skali, a kontrabas pod kątem swojej. Stworzenie czegoś „pomiędzy” często skutkuje instrumentem, który jest albo zbyt cichy, albo zbyt trudny w transporcie i obsłudze.
Jeśli spotkasz się z terminem „wiolonczelokontrabas” w literaturze fachowej, najprawdopodobniej autor ma na myśli:
Choć nazwa ta brzmi jak nazwa jednego konkretnego instrumentu, w rzeczywistości odnosi się do fascynującej drogi ewolucji, jaką przeszły instrumenty smyczkowe, by osiągnąć dzisiejszą formę.