Gość (37.30.*.*)
Choć na pierwszy rzut oka kontrabas i wiolonczela wyglądają jak starszy i młodszy brat z tej samej rodziny, przesiadka z jednego instrumentu na drugi wcale nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Muzyk, który spędził lata na doskonaleniu gry na wiolonczeli, biorąc do ręki kontrabas, może poczuć się jak kierowca osobówki, który nagle musi poprowadzić ciężarówkę. Z kolei kontrabasista chwytający za wiolonczelę może odnieść wrażenie, że próbuje pisać miniaturowym długopisem.
To najważniejszy punkt, który sprawia, że „intuicyjne” granie na drugim instrumencie jest niemal niemożliwe bez wcześniejszego przygotowania teoretycznego. Wiolonczela jest strojona w kwintach (C, G, D, A), podobnie jak skrzypce czy altówka. Oznacza to, że odległości między pustymi strunami są dość duże.
Kontrabas natomiast stroi się w kwartach (E, A, D, G). Dlaczego? Odpowiedź jest czysto fizyczna. Kontrabas jest tak ogromny, że gdyby był strojony w kwintach, odległości między dźwiękami na gryfie byłyby zbyt duże dla ludzkiej dłoni. Dzięki strojeniu kwartowemu kontrabasista może zagrać więcej dźwięków bez konieczności ciągłego przesuwania całej ręki (tzw. zmiany pozycji). Dla wiolonczelisty oznacza to, że wszystkie znane mu układy palców na kontrabasie po prostu nie działają – i na odwrót.
Wiolonczeliści używają wszystkich czterech palców lewej ręki (nie licząc kciuka w wysokich pozycjach), aby dociskać struny. W niskich pozycjach każdy palec odpowiada zazwyczaj za kolejny półton.
Na kontrabasie sprawa wygląda zupełnie inaczej. Ze względu na ogromną menzurę (długość drgającej struny), w niższych pozycjach kontrabasiści stosują system 1-2-4 (palec wskazujący, środkowy i mały). Palec serdeczny jest zbyt słaby i „za blisko” środkowego, by działać samodzielnie, więc zazwyczaj jedynie wspiera palec mały. Wiolonczelista próbujący grać na kontrabasie „swoim” systemem szybko nabawi się kontuzji lub po prostu nie będzie w stanie czysto trafić w dźwięki.
W wysokich pozycjach na obu instrumentach stosuje się tzw. pozycję kciuka (capotasto). Kciuk kładzie się w poprzek strun, co skraca menzurę i pozwala grać wyższe dźwięki. Tutaj technika staje się nieco bardziej zbliżona, choć siła potrzebna do dociśnięcia grubych strun kontrabasu kciukiem jest nieporównywalnie większa.
Smyczek wiolonczelowy jest lekki i smukły, a trzyma się go nachwytem (tzw. system francuski). W świecie kontrabasu sprawa jest bardziej skomplikowana, ponieważ istnieją dwa główne rodzaje smyczków:
Wiolonczelista biorący do ręki smyczek niemiecki poczuje się kompletnie zagubiony – to zupełnie inna praca mięśni przedramienia i nadgarstka. Kontrabasista grający systemem francuskim teoretycznie łatwiej odnajdzie się na wiolonczeli, ale będzie musiał drastycznie zmniejszyć nacisk, by nie „zdusić” dźwięku mniejszego instrumentu.
W środowisku muzycznym często uważa się, że kontrabasiście łatwiej jest „zminiaturyzować” swoje ruchy niż wiolonczeliście je „rozciągnąć”. Kontrabasiści mają zazwyczaj bardzo silne dłonie i dużą rozpiętość palców. Kiedy biorą wiolonczelę, ich głównym problemem jest precyzja – na małym gryfie milimetrowe przesunięcie palca powoduje fałsz, podczas gdy na kontrabasie margines błędu jest nieco większy.
Wiolonczelista na kontrabasie często zderza się ze ścianą fizyczną. Struny kontrabasu są twarde i wymagają ogromnej siły docisku. Po kilkunastu minutach gry osoba nieprzyzwyczajona do takich obciążeń może odczuwać ból w dłoni i plecach (ze względu na konieczność stania lub siedzenia na wysokim hokerze).
Mimo tych trudności, wielu muzyków decyduje się na naukę obu instrumentów. W jazzie wielu kontrabasistów (np. legendarny Oscar Pettiford) z powodzeniem grało na wiolonczeli, traktując ją jako instrument solowy o większych możliwościach melodycznych.
Przesiadka z wiolonczeli na kontrabas (lub odwrotnie) nie jest procesem natychmiastowym. Wymaga „przeprogramowania” mózgu na inne interwały między strunami i przyzwyczajenia mięśni do zupełnie innych obciążeń. Jeśli jednak znasz już jeden instrument smyczkowy, Twoje ucho jest już wyćwiczone, co stanowi ogromną przewagę – wiesz, jakiego dźwięku szukasz, musisz tylko nauczyć swoje ciało, jak go wydobyć na nowym sprzęcie.