Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie świat, w którym ludzka fizjologia zostaje wywrócona do góry nogami. Zmiany w tempie regeneracji tkanek, gospodarce hormonalnej i budowie układu krwionośnego stworzyłyby człowieka o niemal nadludzkiej wydolności krótkodystansowej, ale jednocześnie niezwykle kruchego i obciążonego psychicznie. Taka kombinacja cech drastycznie zmieniłaby nie tylko medycynę, ale i całą strukturę sportu oraz codziennego życia.
Dwukrotnie szybsze gojenie się mięśni brzmi jak marzenie każdego sportowca. W praktyce oznaczałoby to, że mikrourazy powstające podczas treningu siłowego naprawiałyby się w rekordowym tempie. Sportowcy mogliby trenować niemal codziennie na maksymalnych obciążeniach, co prowadziłoby do błyskawicznego przyrostu masy mięśniowej i siły. Rekordy świata w sprincie czy podnoszeniu ciężarów byłyby śrubowane do granic możliwości fizycznych.
Jednak ta medalowa strona ma swój mroczny rewers: kości gojące się dwa i pół raza wolniej. Standardowe złamanie przedramienia, które normalnie zrasta się około 6 tygodni, w tym scenariuszu wyłączałoby człowieka z aktywności na blisko 4 miesiące. Dla sportowca zawodowego każda kontuzja kostna mogłaby oznaczać koniec kariery. Sporty kontaktowe, takie jak MMA, boks czy rugby, stałyby się ekstremalnie ryzykowne. Zmieniłaby się technika walki – zawodnicy unikaliby uderzeń, które mogłyby skutkować pęknięciami, a medycyna sportowa skupiłaby się niemal wyłącznie na ortopedii i stabilizacji szkieletu.
Zwiększone wydzielanie noradrenaliny, adrenaliny i kortyzolu przy jednoczesnym drastycznym spadku poziomu serotoniny (o 50%) do końca okresu dojrzewania to przepis na społeczeństwo o niezwykle wysokim poziomie lęku i agresji.
Adrenalina i noradrenalina utrzymują organizm w stanie ciągłej gotowości „walcz lub uciekaj”. Tacy ludzie mieliby niesamowity czas reakcji i bystrość umysłu w sytuacjach zagrożenia, ale kosztem byłoby chroniczne wyczerpanie. Wysoki poziom kortyzolu (hormonu stresu) paradoksalnie mógłby utrudniać wspomnianą wcześniej szybką regenerację mięśni, ponieważ kortyzol działa katabolicznie – rozkłada tkanki, by pozyskać energię.
Najpoważniejszym skutkiem byłby jednak niski poziom serotoniny. Serotonina odpowiada za spokój, poczucie bezpieczeństwa i stabilność nastroju. Jej niedobór w okresie dorastania mógłby prowadzić do:
Dzieciństwo i młodość w takim modelu fizjologicznym byłyby okresem skrajnie trudnym, wymagającym zupełnie nowych metod wychowawczych i terapeutycznych.
Zmiany w układzie sercowo-naczyniowym dopełniają obrazu organizmu stworzonego do ekstremalnego wysiłku, ale narażonego na szybkie zużycie. Serce większe o 3,5% oraz szersze tętnice (o 0,25 mm) pozwalają na tłoczenie większej ilości krwi bogatej w tlen do mięśni. To naturalny tuning, który zwiększa pułap tlenowy (VO2 max).
Jednak wyższe ciśnienie tętnicze (o 10 mmHg skurczowe i 5 mmHg rozkurczowe) to prosta droga do nadciśnienia. Jeśli przyjmiemy, że optymalne ciśnienie to 120/80 mmHg, u takiego człowieka wynosiłoby ono 130/85 mmHg. Choć mieści się to jeszcze w granicach normy wysokiej, długofalowo powoduje to:
Może się wydawać, że ćwierć milimetra w średnicy tętnic to niewiele. Jednak zgodnie z prawem Poiseuille’a, opór naczyniowy jest odwrotnie proporcjonalny do czwartej potęgi promienia naczynia. Oznacza to, że nawet tak niewielkie zwiększenie średnicy drastycznie ułatwia przepływ krwi, co w połączeniu z większym sercem czyniłoby z tych ludzi wybitnych maratończyków i kolarzy – o ile ich kości wytrzymałyby obciążenia, a psychika poradziłaby sobie z brakiem serotoniny.
Taki model człowieka to "biologiczny sprinter". Szybka regeneracja mięśni i potężny układ krwionośny napędzany adrenaliną pozwalają na niesamowite osiągi w krótkim czasie. Jednak cena za te "supermoce" jest ogromna:
W takim świecie życie byłoby intensywniejsze, szybsze, ale prawdopodobnie znacznie krótsze i naznaczone większą ostrożnością w każdym kroku.