Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie przez chwilę, że ewolucja postanowiła pójść zupełnie inną drogą, serwując nam zestaw biologicznych „ulepszeń”. Taka wizja brzmi jak scenariusz filmu science-fiction, ale analiza anatomiczna i fizjologiczna pozwala nam całkiem realnie przewidzieć, jak te zmiany wpłynęłyby na naszą codzienność, zdrowie i przetrwanie gatunku. Czy bylibyśmy supermenami, czy może więźniami własnej, skomplikowanej biologii?
Dodatkowy mięsień sercowy umieszczony w brzuchu to prawdziwa rewolucja w układzie krążenia. Obecnie nasze serce musi wykonać ogromną pracę, by wpompować krew z nóg z powrotem do góry, walcząc z grawitacją. Drugie serce w dolnej partii ciała działałoby jak potężna pompa wspomagająca, co drastycznie zwiększyłoby naszą wydolność fizyczną. Sportowcy mogliby biegać maratony bez większego zmęczenia, a problem żylaków czy obrzęków nóg praktycznie przestałby istnieć.
Jednak dwa serca to także wyzwanie dla ciśnienia tętniczego. Organizm musiałby posiadać niezwykle precyzyjny system synchronizacji obu pomp. Gdyby serca nie pracowały w idealnym rytmie, mogłoby dochodzić do niebezpiecznych skoków ciśnienia, co paradoksalnie mogłoby skracać życie z powodu ryzyka wylewów. Temperatura ciała na poziomie 36,4°C sugeruje nieco wolniejszy metabolizm. Niższa temperatura często koreluje u ssaków z dłuższą żywotnością – procesy starzenia komórkowego mogłyby zachodzić wolniej, co w połączeniu z lepszym ukrwieniem mogłoby wydłużyć średnią długość życia nawet do 110-120 lat.
Posiadanie trzeciej nerki to marzenie współczesnej medycyny. Nasza krew byłaby filtrowana znacznie szybciej i skuteczniej. Toksyny, produkty przemiany materii czy alkohol byłyby usuwane z organizmu w ekspresowym tempie. Z kolei dwa pęcherze moczowe, przy zwiększonej o 12 cm wysokości i dłuższym o 5 cm brzuchu (co daje miejsce na te dodatkowe organy), oznaczałyby znacznie rzadsze wizyty w toalecie i większy komfort życia, szczególnie w starszym wieku.
Większy wzrost i dłuższe nogi (+5 cm) zmieniłyby naszą biomechanikę. Bylibyśmy szybsi i mieli większy zasięg ramion, ale nasze stawy (szczególnie kolana i kręgosłup) byłyby poddawane większym obciążeniom. Dłuższy tułów pozwoliłby na bezpieczne rozmieszczenie dodatkowych organów, chroniąc je przed uciskiem.
Dwukrotnie większa liczba zakończeń nerwowych na dłoniach, stopach i pośladkach to miecz obosieczny. Z jednej strony, nasza precyzja manualna i zmysł dotyku stałyby się wręcz nadludzkie. Moglibyśmy wyczuwać tekstury niewidoczne gołym okiem. Z drugiej strony, świat stałby się miejscem pełnym bólu. Chodzenie boso po dywanie mogłoby być drażniące, a kamyk w bucie wywoływałby ból nie do zniesienia. Siedzenie na twardym krześle przy podwójnej liczbie nerwów na pośladkach wymagałoby stosowania specjalistycznych, miękkich siedzisk. Nasz system nerwowy byłby w stanie ciągłego przebodźcowania, co mogłoby prowadzić do szybszego wyczerpania psychicznego.
Obecna temperatura ludzkiego ciała (ok. 36,6°C) jest wynikiem ewolucyjnego kompromisu. Jest wystarczająco wysoka, by chronić nas przed większością grzybów chorobotwórczych, ale wystarczająco niska, byśmy nie musieli jeść bez przerwy, aby podtrzymać metabolizm. Obniżenie jej do 36,4°C mogłoby uczynić nas nieco bardziej podatnymi na niektóre infekcje grzybicze, ale za to oszczędniejszymi energetycznie.
Największa zmiana dotyczyłaby jednak prokreacji. Dwie macice mogłyby teoretycznie pozwolić na noszenie dwóch niezależnych ciąż w różnym stadium rozwoju (zjawisko superfetacji, które u ludzi jest ekstremalnie rzadkie). Jednak to wydłużenie ciąży do 12,5 miesiąca zmieniłoby wszystko.
Obecnie ludzkie dzieci rodzą się „przedwcześnie” w porównaniu do innych ssaków, ponieważ ich duże głowy muszą przejść przez kanał rodny, zanim staną się zbyt wielkie. Dodatkowe 3,5 miesiąca w łonie matki oznaczałoby, że noworodki:
Dla noworodka byłby to ogromny atut – startowałoby w życie z silniejszym układem odpornościowym i lepiej rozwiniętym mózgiem. Jednak dla matki tak długa ciąża byłaby gigantycznym obciążeniem fizycznym, wymagającym ogromnych ilości kalorii i wsparcia ze strony dwóch serc.
Życie człowieka o takiej anatomii byłoby zdominowane przez wydajność, ale i specyficzną wrażliwość. Bylibyśmy wyżsi, silniejsi i żylibyśmy dłużej dzięki lepszemu oczyszczaniu organizmu i wspomaganiu krążenia. Jednak nasza codzienność musiałaby być dostosowana do nadwrażliwych dłoni i stóp – miękkie obuwie i specjalne materiały ubrań stałyby się koniecznością, a nie luksusem.
Struktura społeczna mogłaby ulec zmianie ze względu na długość ciąży i sposób opieki nad dziećmi, które rodziłyby się niemal jako „małe dzieci”, a nie bezbronne niemowlęta. Choć wizja ta wydaje się egzotyczna, pokazuje, jak precyzyjnie dostrojona jest nasza obecna biologia – każda zmiana, choć pozornie korzystna, niesie ze sobą szereg konsekwencji, które zmuszałyby nas do całkowitego przedefiniowania pojęcia „komfortu”.