Gość (83.4.*.*)
Afera Iran-Contra to jeden z najbardziej skomplikowanych i kontrowersyjnych rozdziałów w historii amerykańskiej prezydentury. Gdyby Ronald Reagan nie mógł ubiegać się o reelekcję, mapa polityczna lat 80. wyglądałaby zupełnie inaczej. Rozważania nad tym, jak zakaz sprawowania drugiej kadencji wpłynąłby na ten skandal, prowadzą do fascynujących wniosków dotyczących psychologii władzy, dynamiki pracy personelu Białego Domu oraz tzw. „klątwy drugiej kadencji”.
Zanim przejdziemy do analizy wpływu kadencyjności, warto przypomnieć, o co właściwie chodziło. Administracja Reagana, mimo oficjalnego embarga, potajemnie sprzedawała broń Iranowi. Liczono, że pomoże to w uwolnieniu amerykańskich zakładników przetrzymywanych w Libanie. Zyski z tej sprzedaży były następnie nielegalnie przekierowywane na wsparcie Contras – antykomunistycznej partyzantki w Nikaragui, mimo że Kongres wyraźnie zakazał finansowania tej grupy (poprzez tzw. poprawki Bolanda).
Kluczowe jest to, że większość tych działań nabrała tempa i została ujawniona właśnie podczas drugiej kadencji Reagana, konkretnie w latach 1985–1986. Skandal wybuchł w listopadzie 1986 roku, wywołując potężny kryzys polityczny.
W historii USA istnieje pojęcie „klątwy drugiej kadencji”. Prezydenci, którzy wygrywają reelekcję, często czują się niezwykle pewnie, mając poczucie silnego mandatu od narodu. Jednocześnie stają się „kulawymi kaczkami” (lame ducks) – wiedzą, że to ich ostatnie lata u władzy, co paradoksalnie może skłaniać do podejmowania większego ryzyka w celu budowania swojego historycznego dziedzictwa.
Gdyby Reagan wiedział, że jego czas w Białym Domu kończy się nieuchronnie po czterech latach, dynamika jego administracji byłaby inna:
Wielu historyków wskazuje, że afera Iran-Contra była wynikiem chaosu w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego (NSC). Podczas drugiej kadencji nastąpiły zmiany kadrowe, które osłabiły nadzór nad operacjami specjalnymi. Donald Regan, który został szefem personelu w drugiej kadencji, miał zupełnie inny styl zarządzania niż jego poprzednik, James Baker.
Gdyby Reagan od początku wiedział, że ma tylko cztery lata, prawdopodobnie utrzymałby bardziej stabilny i sprawdzony zespół. W systemie jednej kadencji administracje rzadziej przechodzą głębokie rekonstrukcje w połowie drogi, co sprzyja lepszej kontroli nad działaniami urzędników niższego szczebla. To właśnie brak nadzoru nad „gorliwymi” pracownikami, takimi jak pułkownik North, doprowadził do nielegalnego transferu funduszy.
Warto jednak spojrzeć na drugą stronę medalu. Istnieje teoria, że prezydent ograniczony do jednej kadencji może stać się bardziej zdesperowany, by osiągnąć swoje cele ideologiczne (takie jak powstrzymanie komunizmu w Ameryce Środkowej) przed opuszczeniem urzędu.
Nie można wykluczyć, że Reagan, czując presję czasu, mógłby zatwierdzić ryzykowne operacje jeszcze wcześniej. Niemniej jednak, chronologia wydarzeń sugeruje, że to właśnie specyficzna atmosfera „drugiego rozdania” stworzyła idealne warunki dla Iran-Contra. Bez komfortu czasowego, jaki daje druga kadencja, administracja mogłaby nie zdecydować się na tak skomplikowaną i wielowarstwową intrygę międzynarodową.
Warto wiedzieć, że Kongres USA uchwalił aż trzy różne wersje poprawek Bolanda między 1982 a 1984 rokiem. Każda kolejna była coraz bardziej restrykcyjna, ponieważ parlamentarzyści zaczęli podejrzewać, że administracja Reagana szuka luk prawnych, by nadal wspierać Contras. To pokazuje, że napięcie między Białym Domem a Kongresem rosło przez całą pierwszą kadencję, ale wybuchło dopiero wtedy, gdy administracja poczuła się zbyt pewnie po miażdżącym zwycięstwie wyborczym w 1984 roku.
Wprowadzenie zakazu reelekcji mogłoby zapobiec aferze Iran-Contra głównie poprzez skrócenie horyzontu czasowego, w którym administracja mogła „pogubić się” w swoich tajnych działaniach. Większość kluczowych decyzji o transferze pieniędzy zapadła w 1985 roku – czyli w czasie, gdy Reagan, w scenariuszu jednej kadencji, pakowałby już walizki.
Choć nie możemy z całą pewnością stwierdzić, że skandal by nie zaistniał, to historyczna analiza sugeruje, że ograniczenie władzy do jednej kadencji drastycznie zmniejszyłoby pole manewru dla tajnych operacji prowadzonych poza kontrolą parlamentarną.