Gość (37.30.*.*)
Wiele osób decydujących się na przejście na samozatrudnienie traktuje model B2B jako bezpieczną przystań, która pozwala na większą swobodę i niższe obciążenia podatkowe. Jednak rzeczywistość prawna w Polsce bywa skomplikowana. Organy takie jak Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) czy Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) mają prawo przyjrzeć się każdej relacji biznesowej i sprawdzić, czy pod płaszczykiem faktury nie kryje się standardowy stosunek pracy. To, że obie strony prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą (JDG), nie jest „magiczną tarczą”, która chroni przed kontrolą.
Krótka odpowiedź brzmi: tak. Największym ryzykiem w relacjach B2B jest tzw. reklasyfikacja umowy. Oznacza to sytuację, w której organ uznaje, że mimo nazwania dokumentu „umową o świadczenie usług” lub „umową zlecenia”, sposób wykonywania obowiązków wypełnia znamiona stosunku pracy określone w Kodeksie pracy.
Zgodnie z polskim prawem, o stosunku pracy mówimy wtedy, gdy:
Jeśli ZUS lub sąd uzna, że te warunki są spełnione, fakt posiadania przez zleceniobiorcę wpisu do CEIDG może zostać uznany za nieistotny. Fakt, że zleceniodawca współpracuje z wieloma innymi wykonawcami, świadczy o skali jego biznesu, ale nie determinuje charakteru relacji z tym konkretnym zleceniobiorcą. Każda umowa jest oceniana indywidualnie.
Sytuacja, w której zleceniobiorca świadczy usługi wyłącznie dla jednego podmiotu, jest często brana pod lupę. Choć samo w sobie nie jest to nielegalne – w końcu każdy ma prawo mieć jednego, dużego klienta – to w połączeniu z innymi czynnikami może sugerować zależność typową dla etatu.
Jeśli taki przedsiębiorca:
Wówczas ryzyko zakwestionowania umowy B2B gwałtownie rośnie. Organy mogą uznać, że taka osoba nie jest niezależnym przedsiębiorcą ponoszącym ryzyko gospodarcze, a jedynie „pracownikiem na fakturze”.
W standardowej, prawidłowo funkcjonującej relacji B2B (firma-firma), zasady są jasne: każda ze stron jest odrębnym podmiotem gospodarczym.
Problem pojawia się w momencie wspomnianej wcześniej reklasyfikacji umowy przez ZUS. Jeśli organ uzna, że współpraca była w rzeczywistości umową o pracę, to zleceniodawca (jako płatnik) zostaje obarczony głównym ciężarem finansowym. Może zostać zmuszony do zapłaty zaległych składek ZUS (zarówno w części pracodawcy, jak i pracownika) wraz z odsetkami za cały okres trwania „ukrytego” stosunku pracy.
Kilka lat temu w Polsce głośno było o tzw. „teście przedsiębiorcy”, który miał automatycznie wyłapywać osoby na B2B pracujące tylko dla jednego klienta. Choć oficjalnie nie wprowadzono go w formie restrykcyjnej ustawy, ZUS i urzędy skarbowe dysponują narzędziami analitycznymi, które pozwalają im typować do kontroli firmy, gdzie występuje duża liczba samozatrudnionych współpracujących wyłącznie z jednym podmiotem.
Aby zminimalizować ryzyko uznania umowy za stosunek pracy, warto zadbać o odpowiednie zapisy w kontrakcie i, co ważniejsze, o faktyczny sposób współpracy:
Podsumowując, współpraca B2B z jednym klientem jest dopuszczalna, ale wymaga dużej dbałości o to, by nie kopiować w niej schematów znanych z etatu. W przypadku sporu z urzędem, to nie nazwa umowy, a faktyczny sposób jej wykonywania będzie miał kluczowe znaczenie dla sądu.