Gość (37.30.*.*)
Wiele osób używa słowa „włamanie” jako uniwersalnego określenia na sytuację, w której ktoś niepowołany dostaje się do cudzej własności. Jednak z punktu widzenia polskiego prawa, a konkretnie Kodeksu karnego, sprawa jest znacznie bardziej złożona. To, czy czyn zostanie zakwalifikowany jako kradzież z włamaniem, naruszenie miru domowego czy może włamanie do systemu informatycznego, zależy od wielu czynników: celu sprawcy, sposobu pokonania zabezpieczeń oraz tego, co dokładnie padło ofiarą ataku.
Najbardziej klasyczną formą, o której myślimy w kontekście włamań, jest kradzież z włamaniem, uregulowana w art. 279 Kodeksu karnego. Tutaj kluczowe są dwa elementy: przełamanie zabezpieczenia oraz zamiar przywłaszczenia cudzej rzeczy. Co ciekawe, dla sądu nie ma znaczenia, czy sprawca wybił szybę, wyważył drzwi, czy użył skradzionego klucza. Istotą jest „przełamanie bariery”, którą właściciel postawił, aby chronić swoje mienie.
Warto wiedzieć, że jeśli złodziej wejdzie przez otwarte na oścież okno i wyniesie telewizor, nie będzie to kradzież z włamaniem, lecz „zwykła” kradzież (art. 278 KK). Dlaczego? Ponieważ nie doszło do pokonania żadnej fizycznej przeszkody. Ta subtelna różnica ma ogromne znaczenie dla wymiaru kary – za kradzież z włamaniem grozi od roku do nawet 10 lat więzienia, podczas gdy przy zwykłej kradzieży dolna granica to zaledwie 3 miesiące.
Zupełnie inną kategorią jest naruszenie miru domowego (art. 193 KK). Dochodzi do niego wtedy, gdy ktoś wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, ogrodu lub na ogrodzony teren, albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej nie chce go opuścić.
W tym przypadku prawo nie chroni samej własności (rzeczy), ale naszą prywatność i poczucie bezpieczeństwa w miejscu, które uznajemy za swoje ognisko domowe. Jeśli ktoś wyważy drzwi tylko po to, by przespać się na kanapie pod nieobecność właściciela, nie kradnąc niczego, odpowie właśnie za naruszenie miru. Jest to przestępstwo zagrożone grzywną, karą ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
W dobie cyfryzacji prawo musiało wyewoluować, by chronić nie tylko fizyczne przedmioty, ale i dane. Art. 267 Kodeksu karnego mówi o bezprawnym uzyskaniu informacji. Często nazywamy to włamaniem do komputera, telefonu czy na konto w mediach społecznościowych.
Tutaj „włamaniem” jest ominięcie lub przełamanie elektronicznych, magnetycznych albo innych szczególnych zabezpieczeń (np. hasła, weryfikacji dwuetapowej, szyfrowania). Co ciekawe, samo „podglądanie” cudzych danych bez ich kradzieży już jest przestępstwem. Jeśli sprawca dodatkowo niszczy dane lub zmienia hasła, wchodzimy w kolejne paragrafy dotyczące sabotażu komputerowego.
Podział włamań w prawie nie jest przypadkowy i wynika z tzw. przedmiotu ochrony. Ustawodawca uznał, że różne dobra zasługują na różny poziom ochrony:
To pytanie często pojawia się w kontekście ubezpieczeń i spraw karnych. Jeśli zostawisz samochód z otwartymi szybami, a ktoś wyciągnie z niego radio – prawnie jest to zwykła kradzież. Jeśli jednak sprawca musiał wybić szybę lub użyć czytnika kodów do pilota, by otworzyć zamek – mamy do czynienia z kradzieżą z włamaniem.
Dla ubezpieczycieli ta różnica jest krytyczna: większość polis AC nie wypłaci odszkodowania, jeśli auto nie było należycie zabezpieczone (zamknięte). Prawo karne patrzy na to podobnie – brak bariery oznacza brak włamania.
Warto wspomnieć o jeszcze jednej, najcięższej kategorii. Jeśli sprawca włamuje się do domu, a po napotkaniu właściciela używa wobec niego przemocy, grozi mu bronią lub doprowadza do stanu nieprzytomności, by dokonać kradzieży, przestaje to być „tylko” kradzieżą z włamaniem. Taki czyn klasyfikowany jest jako rozbój (art. 280 KK), za który grozi kara nawet do 15 lat pozbawienia wolności (a w przypadku użycia niebezpiecznego narzędzia – minimum 3 lata). Tutaj priorytetem ochrony staje się już nie tylko mienie, ale przede wszystkim życie i zdrowie człowieka.