Gość (83.4.*.*)
Sytuacja, w której toksyczny styl zarządzania doprowadza do ruiny finansowej przedsiębiorstwa, nie jest jedynie problemem etycznym czy psychologicznym. W polskim systemie prawnym ignorancja i brak kompetencji nie stanowią tarczy chroniącej przed odpowiedzialnością. Wręcz przeciwnie – osoba podejmująca się pełnienia funkcji kierowniczych deklaruje tym samym posiadanie odpowiednich umiejętności do prowadzenia spraw firmy. Jeśli ich brak, połączony z autorytarnym stylem bycia, doprowadza do strat, w grę wchodzą konkretne paragrafy.
Na gruncie Kodeksu cywilnego oraz Kodeksu spółek handlowych (KSH), kluczowym pojęciem jest „należyta staranność”. Przełożony, zwłaszcza jeśli pełni funkcję członka zarządu, dyrektora lub managera, jest zobowiązany do działania w sposób profesjonalny.
Zgodnie z art. 293 KSH (dla spółek z o.o.) lub art. 483 KSH (dla spółek akcyjnych), członek zarządu odpowiada wobec spółki za szkodę wyrządzoną działaniem lub zaniechaniem sprzecznym z prawem lub postanowieniami umowy spółki. Co istotne, prawo wymaga od takich osób staranności wynikającej z zawodowego charakteru ich działalności.
Jeśli przełożony zakazuje zadawania pytań i zgłaszania błędów, świadomie odcina się od informacji niezbędnych do prawidłowego zarządzania ryzykiem. Taka postawa może zostać uznana za rażące niedbalstwo. Nawet jeśli manager twierdzi, że „nie wiedział”, co robi, prawo może uznać, że jako profesjonalista powinien był wiedzieć. Ignorancja w biznesie nie jest okolicznością łagodzącą, lecz dowodem na niedopełnienie obowiązków.
Odpowiedzialność karna jest znacznie trudniejsza do wyegzekwowania, ale jak najbardziej możliwa. Najważniejszym przepisem w tym kontekście jest art. 296 Kodeksu karnego, który mówi o tzw. nadużyciu zaufania lub wyrządzeniu szkody w obrocie gospodarczym.
Zgodnie z tym artykułem, osoba zobowiązana do zajmowania się sprawami majątkowymi lub działalnością gospodarczą, która poprzez nadużycie udzielonych jej uprawnień lub niedopełnienie obowiązku wyrządza znaczną szkodę majątkową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Warto zwrócić uwagę na dwa aspekty:
Toksyczne zachowania, takie jak zakaz zadawania pytań czy agresywne reagowanie na zgłaszanie problemów, często wyczerpują znamiona mobingu (art. 94³ Kodeksu pracy). Choć Kodeks pracy reguluje głównie relacje pracodawca-pracownik, to w przypadku upadku firmy, ofiary takiego traktowania mogą dochodzić zadośćuczynienia na drodze cywilnej.
Dodatkowo, jeśli działania przełożonego miały charakter uporczywy i złośliwy, może dojść do naruszenia art. 218 Kodeksu karnego, który dotyczy złośliwego lub uporczywego naruszania praw pracownika. W skrajnych przypadkach, gdy toksyczna atmosfera prowadzi do rozstroju zdrowia pracowników, odpowiedzialność karna staje się realnym scenariuszem.
W polskim prawie (od niedawnej nowelizacji KSH) funkcjonuje zasada „Business Judgment Rule” (zasada biznesowej oceny sytuacji). Chroni ona managera przed odpowiedzialnością za błędną decyzję, o ile działał on w granicach uzasadnionego ryzyka gospodarczego i na podstawie adekwatnych informacji. Jednak kluczowe jest tu sformułowanie „na podstawie adekwatnych informacji”. Szef, który zakazuje zadawania pytań i raportowania błędów, sam pozbawia się tej ochrony, ponieważ dobrowolnie rezygnuje z rzetelnej wiedzy o stanie firmy.
Dochodzenie roszczeń od toksycznego przełożonego po upadku firmy jest procesem skomplikowanym, ale wykonalnym. Największe szanse dają:
W praktyce sądowej kluczowe będą dowody: maile, notatki służbowe, zeznania świadków potwierdzające, że pracownicy próbowali ostrzegać przed błędami, ale byli uciszani. Bez dokumentacji udowodnienie „świadomej ignorancji” może być trudne, dlatego w takich sytuacjach archiwizacja komunikacji jest najważniejszym krokiem dla pracowników i współwłaścicieli.