Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie świat, w którym parametry ziemskiej atmosfery oraz biologia ludzkiego ciała ulegają nagłej, precyzyjnej modyfikacji. Choć niektóre z tych zmian wydają się subtelne (jak ułamek procenta w składzie powietrza), ich skutki kaskadowe mogłyby całkowicie odmienić życie na naszej planecie. Przyjrzyjmy się krok po kroku, co oznaczałaby taka rewolucja dla ekosystemu i naszej codzienności.
Zmiany w składzie gazowym atmosfery, o których mowa, mają dwojaki charakter: z jednej strony wspierają wydolność organizmów, z drugiej – niosą ryzyko globalnej katastrofy roślinnej.
1. Tlen i ozon – zastrzyk energii i tarcza ochronna
Wzrost stężenia tlenu o 0,1% (z obecnych ok. 20,95% do 21,05%) jest zmianą relatywnie bezpieczną. Dla człowieka oznaczałoby to nieco lepsze natlenienie tkanek i mniejsze zmęczenie. Jednak znacznie ciekawszy jest wzrost ozonu o 0,001%. Choć liczba wydaje się mała, w skali atmosfery to potężny skok. Ozonu w atmosferze jest śladowa ilość (ok. 0,00006%). Zwiększenie go o 0,001% (w ujęciu bezwzględnym) oznaczałoby niemal siedemnastokrotny wzrost jego ilości!
2. Zagadka dwutlenku węgla – krytyczny punkt dla roślin
Tu pojawia się największy problem. Obecne stężenie CO2 wynosi około 0,042% (420 ppm). Jeśli obniżymy je o 0,111% (w ujęciu punktów procentowych), osiągniemy wartość ujemną, co jest fizycznie niemożliwe. Przyjmijmy więc, że autor miał na myśli spadek do poziomu bliskiego zeru lub drastyczną redukcję.
Zmiany w układzie krwionośnym i oddechowym sugerują ewolucję w stronę organizmów o ogromnej wydolności tlenowej.
Analiza matematyczna układu krążenia:
Jeśli objętość krwi wzrasta o 1,5%, a średnica naczyń (aort i żył) również o 1,5%, dochodzi do ciekawej zmiany hemodynamicznej.
To, w połączeniu z rzadszym oddechem (spadek o 1 na minutę), sugeruje, że serca zwierząt i ludzi pracowałyby znacznie lżej. Krew płynęłaby swobodniej, a dzięki wyższemu stężeniu tlenu w powietrzu, organizm nie musiałby "pompować" tak szybko, by dotlenić komórki. Bylibyśmy naturalnymi maratończykami.
Wydłużenie ud i podudzi o 10,5% to drastyczna zmiana proporcji ciała. Średnia długość nogi u dorosłego mężczyzny to ok. 80-90 cm. Dodanie do tego ponad 10% oznacza wzrost o blisko 10 cm samej długości nóg!
W ewolucji wydłużenie dystalnych (dalszych) części kończyn jest typowe dla zwierząt biegających (np. koni czy gepardów). Sugeruje to, że taki "nowy człowiek" byłby zaprojektowany do szybkiego przemieszczania się po otwartych przestrzeniach.
Wzrost liczby porów i zakończeń nerwowych o 51% na dłoniach, stopach, pośladkach i podbrzuszu to zmiana, która uczyniłaby z nas istoty niezwykle wrażliwe na bodźce.
Wydłużenie ciąży o miesiąc (do 10 miesięcy) miałoby kolosalne znaczenie dla rozwoju mózgu noworodków.
Gdyby te wszystkie czynniki wystąpiły jednocześnie, otrzymalibyśmy świat zamieszkany przez wysokich, długonogich ludzi o niesamowitej kondycji fizycznej i nadludzkiej wrażliwości dotykowej. Bylibyśmy zdrowsi i silniejsi, a nasze dzieci rodziłyby się bardziej rozwinięte.
Jednak nad tym wszystkim wisi cień katastrofy ekologicznej. Bez drastycznej adaptacji roślin do niemal zerowego poziomu CO2, ten "nowy, wspaniały świat" szybko zamieniłby się w pustynię. To fascynujące przypomnienie, jak precyzyjnie nastrojona jest nasza planeta – zmiana jednego parametru o ułamek procenta może być darem, ale i wyrokiem.