Gość (37.30.*.*)
Propozycje głębokich reform podatkowych, które obejmują jednoczesne cięcia stawek dochodowych, likwidację akcyzy na paliwa i energię oraz drastyczne uproszczenie systemu VAT, zawsze budzą ogromne emocje wśród ekonomistów. Taki scenariusz to prawdziwa rewolucja fiskalna, która z jednej strony obiecuje uproszczenie życia obywatelom i przedsiębiorcom, a z drugiej stawia pod znakiem zapytania stabilność finansów publicznych. Przyjrzyjmy się, jak poszczególne elementy tego pakietu oceniają specjaliści.
Likwidacja akcyzy na prąd i benzynę to postulat, który regularnie powraca w debatach publicznych, zwłaszcza w okresach wysokiej inflacji. Ekonomiści zauważają, że taki ruch natychmiastowo obniżyłby koszty transportu i produkcji, co przełożyłoby się na spadek cen niemal wszystkich towarów i usług. Z kolei obniżenie stawek PIT i CIT o 2% to klasyczny mechanizm stymulujący podaż – w kieszeniach obywateli i firm zostaje więcej kapitału na inwestycje i konsumpcję.
Jednak eksperci od finansów publicznych natychmiast wskazują na drugą stronę medalu: wpływy z akcyzy paliwowej i energetycznej to dziesiątki miliardów złotych rocznie. Ich nagłe zniknięcie, połączone z niższymi wpływami z podatków dochodowych, stworzyłoby ogromną wyrwę w budżecie państwa. Aby taki system przetrwał, państwo musiałoby albo drastycznie ciąć wydatki, albo szukać rekompensaty w innych daninach.
Wprowadzenie jednolitej stawki VAT w wysokości 21% to rozwiązanie, które ekonomiści często chwalą za przejrzystość. Obecny system z wieloma stawkami (5%, 8%, 23%) generuje liczne spory z urzędami skarbowymi o to, czy dany produkt to jeszcze chleb (niższa stawka), czy już wykwintne ciastko (wyższa stawka). Jedna stawka eliminuje te problemy i domyka lukę VAT.
Niestety, specjaliści od polityki społecznej ostrzegają przed skutkami dla najuboższych. Podniesienie VAT-u na żywność i leki z 5% do 21% uderzyłoby najbardziej w osoby o niskich dochodach, które większość swoich pieniędzy wydają na podstawowe produkty. Z kolei zniesienie VAT-u na bilety kolejowe jest oceniane pozytywnie jako element polityki proekologicznej, choć ekonomiści zauważają, że dla wielu pasażerów ważniejsza od ceny biletu jest punktualność i gęstość siatki połączeń.
Ciekawym elementem tej propozycji jest wprowadzenie specyficznych opłat na transport zbiorowy i kolej, które miałyby być doliczane do paliw, prądu, biletów lotniczych czy przesyłek kurierskich. W ekonomii nazywa się to "podatkami celowymi" (ang. earmarked taxes).
Specjaliści zauważają tutaj pewien paradoks. Z jednej strony likwidujemy akcyzę (upraszczając system), a z drugiej nakładamy nowe, skomplikowane opłaty procentowe i kwotowe (np. 0,15 €/GWh czy 5 € od biletu lotniczego).
Większość ekonomistów podchodzi do takich kompleksowych projektów z dużą ostrożnością. Główne obawy dotyczą bilansu netto. Choć 21% VAT-u przyniosłoby spore wpływy, mogłyby one nie wystarczyć na pokrycie strat z tytułu akcyzy i niższych podatków PIT/CIT.
Specjaliści zwracają również uwagę na aspekt logistyczny. Wprowadzenie opłat wyrażonych w euro (jak 0,15 €/GWh) w kraju, który nie posiada tej waluty, wiąże się z ryzykiem kursowym i koniecznością ciągłego przeliczania stawek, co jest uciążliwe dla przedsiębiorstw energetycznych.
Ekonomiści przewidują, że tak skonstruowany system wywołałby silny "efekt substytucji". Drastyczne podrożenie biletów lotniczych (przez nową opłatę) przy jednoczesnym potanieniu biletów kolejowych (0% VAT) mogłoby realnie zmienić nawyki transportowe społeczeństwa na trasach krajowych i krótkich trasach międzynarodowych.
Z punktu widzenia teorii ekonomii, taki system promuje efektywność (prosty VAT) i ekologię (wsparcie kolei kosztem lotnictwa i transportu indywidualnego). Jednak z punktu widzenia praktyki politycznej i stabilności budżetu, jest to projekt wysokiego ryzyka.
Główne wyzwania, które widzą specjaliści, to:
Wprowadzenie tak głębokich zmian wymagałoby wieloletnich okresów przejściowych i bardzo precyzyjnych wyliczeń, których na ten moment w debacie publicznej często brakuje. Specjaliści są zgodni co do jednego: uproszczenie systemu podatkowego jest konieczne, ale diabeł zawsze tkwi w szczegółach i ostatecznym bilansie zysków i strat dla przeciętnego gospodarstwa domowego.