Gość (188.146.*.*)
Choć na pierwszy rzut oka góry wydają się niewzruszonymi olbrzymami, które trwają w niezmienionej formie od miliardów lat, rzeczywistość jest zupełnie inna. Ziemia to żywy, dynamiczny organizm, a góry – podobnie jak my – przechodzą swój cykl życia. Odpowiedź na pytanie, czy góry mogą rosnąć, brzmi: tak, i robią to niemal w tej samej chwili, w której czytasz ten tekst. Proces ten jest jednak na tyle powolny, że nie jesteśmy w stanie dostrzec go gołym okiem, choć nowoczesne urządzenia pomiarowe nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości.
Głównym silnikiem napędowym wzrostu gór jest tektonika płyt. Skorupa ziemska nie jest jednolitym pancerzem, lecz składa się z ogromnych fragmentów zwanych płytami tektonicznymi. Płyty te nieustannie dryfują na plastycznym płaszczu Ziemi, zderzając się ze sobą, ocierając lub podsuwając jedna pod drugą.
Kiedy dwie płyty kontynentalne zderzają się czołowo, żadna z nich nie chce „ustąpić”. W efekcie ogromnego ciśnienia skały ulegają sfałdowaniu i zostają wypchnięte ku górze. To trochę tak, jakbyś położył ręce na obrusie i zaczął je do siebie przysuwać – materiał zacznie się marszczyć i tworzyć pagórki. Właśnie w ten sposób powstały najwyższe łańcuchy górskie świata, takie jak Himalaje czy Alpy.
Najlepszym przykładem rosnącej góry jest Mount Everest. Najwyższy szczyt świata powstał w wyniku kolizji płyty indyjskiej z płytą eurazjatycką. Proces ten zaczął się około 50 milionów lat temu i trwa do dziś. Płyta indyjska wciąż napiera na północ, co sprawia, że Himalaje „puchną”.
Szacuje się, że Mount Everest rośnie średnio o około 4 do 5 milimetrów rocznie. Choć wydaje się to wartością znikomą, w skali geologicznej (np. miliona lat) oznacza to przyrost o kilka kilometrów! Dlaczego więc szczyty nie sięgają chmur? O tym decyduje odwieczna walka dwóch potężnych sił.
Góry rosną, ale jednocześnie są nieustannie niszczone. To fascynujący pojedynek natury. Z jednej strony mamy siły endogeniczne (wewnętrzne), które wypychają skały do góry. Z drugiej strony działają siły egzogeniczne (zewnętrzne), takie jak:
Ostateczna wysokość góry to wynik bilansu między tymi procesami. Jeśli góra rośnie szybciej, niż erozja jest w stanie ją niszczyć – staje się coraz wyższa. Jeśli jednak procesy niszczące przeważają, góra zaczyna maleć, co dzieje się obecnie np. z naszymi polskimi Sudetami czy Uralem w Rosji.
Warto wspomnieć, że nie wszystkie góry powstają w wyniku powolnego fałdowania skorupy. Góry wulkaniczne rosną w sposób znacznie bardziej spektakularny i gwałtowny. Każda kolejna erupcja, podczas której lawa i popioły wydostają się na powierzchnię i zastygają, buduje nową warstwę stożka.
W historii znane są przypadki, gdzie góra „wyrosła” niemal na oczach ludzi. W 1943 roku na meksykańskim polu kukurydzy nagle pojawiła się szczelina, z której zaczął wydobywać się dym i lawa. W ciągu zaledwie roku wulkan Parícutin urósł do wysokości ponad 300 metrów!
Czy wiesz, że góry mogą rosnąć nawet wtedy, gdy płyty tektoniczne stoją w miejscu? Odpowiada za to zjawisko zwane izostazją. Podczas epok lodowych ogromne lądolody swoim ciężarem dosłownie wgniatały skorupę ziemską głębiej w płaszcz Ziemi. Gdy lód stopniał, ziemia zaczęła powoli „odbijać” w górę, podobnie jak gąbka po zdjęciu z niej ciężkiego przedmiotu. Proces ten wciąż trwa np. w Skandynawii, gdzie teren podnosi się o około centymetr rocznie.
Można by pomyśleć, że przy odpowiednio długim czasie góry mogłyby przebić atmosferę. Tak się jednak nie stanie z dwóch powodów. Po pierwsze, im wyższa góra, tym silniejsza jest erozja. Po drugie, istnieje limit wytrzymałości samej skorupy ziemskiej. Przy pewnej wysokości (szacowanej na około 15 km na Ziemi) skały u podstawy góry pod wpływem gigantycznego ciężaru stają się plastyczne i zaczynają „płynąć” na boki. Ziemia po prostu nie jest w stanie udźwignąć zbyt wysokich konstrukcji. Co ciekawe, na Marsie, gdzie grawitacja jest znacznie mniejsza, góra Olympus Mons osiągnęła wysokość aż 21 kilometrów!