Gość (37.30.*.*)
Historia Jessego Jamesa Hollywooda to jedna z tych opowieści, które brzmią jak gotowy scenariusz filmowy, choć jej finał jest tragiczny i pozbawiony jakiegokolwiek hollywoodzkiego blichtru. To kronika upadku młodego człowieka, który w wieku 20 lat miał wszystko – pieniądze, luksusowe samochody i posłuch wśród rówieśników – a skończył jako jeden z najmłodszych uciekinierów na liście poszukiwanych przez FBI. Cała sprawa stała się symbolem bezmyślnej brutalności i tego, jak drobny dług może przerodzić się w niewyobrażalną tragedię.
Wszystko zaczęło się w słonecznej Kalifornii pod koniec lat 90. Jesse James Hollywood był lokalnym dilerem marihuany w West Hills. Choć pochodził z klasy średniej, kreował się na gangstera, otaczając się grupą lojalnych przyjaciół, którzy widzieli w nim lidera. Problemy zaczęły się, gdy Ben Markowitz, dawny współpracownik Hollywooda, popadł u niego w dług. Kwota nie była zawrotna – chodziło o około 1200 dolarów.
Konflikt między mężczyznami szybko eskalował. Dochodziło do wzajemnych gróźb, a nawet incydentów wandalizmu. Hollywood, czując, że jego autorytet jest zagrożony, postanowił zadziałać radykalnie. 6 sierpnia 2000 roku, jadąc ze swoimi wspólnikami, zauważył na ulicy 15-letniego Nicholasa Markowitza – przyrodniego brata Bena. W przypływie impulsu Jesse i jego ekipa wciągnęli chłopaka do furgonetki. Plan był prosty: Nicholas miał być kartą przetargową, która zmusi Bena do spłaty długu.
To, co wydarzyło się później, to ciąg fatalnych decyzji. Nicholas był przetrzymywany w różnych miejscach, m.in. w Santa Barbara. Co najbardziej szokujące, chłopak nie był traktowany jak typowy zakładnik. Świadkowie zeznawali później, że Nicholas brał udział w imprezach, pił alkohol i palił marihuanę z porywaczami. Wydawało się, że nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji, a jego oprawcy (poza samym Hollywoodem) polubili nastolatka.
Sytuacja zmieniła się, gdy Jesse James Hollywood skonsultował się z prawnikiem. Dowiedział się, że za porwanie grozi mu dożywocie. Zamiast wypuścić chłopaka i liczyć na łagodny wymiar kary, Hollywood wpadł w panikę. Uznał, że jedynym sposobem na uniknięcie więzienia jest pozbycie się jedynego świadka przestępstwa. Wydał rozkaz zabicia Nicholasa.
8 sierpnia 2000 roku Nicholas Markowitz został zabrany do kanionu w górach Santa Ynez, w miejsce zwane Lizard's Mouth. Tam Ryan Hoyt, jeden z podwładnych Hollywooda, zastrzelił 15-latka z pistoletu maszynowego TEC-9 i zakopał jego ciało w płytkim grobie.
Po morderstwie Jesse James Hollywood zniknął. Podczas gdy jego wspólnicy byli kolejno aresztowani, on zdołał uciec z kraju. Dzięki pomocy ojca i fałszywym dokumentom trafił do Brazylii. Zamieszkał w turystycznej miejscowości Saquarema pod nazwiskiem "Patrik Canut".
Hollywood próbował ułożyć sobie życie na nowo. Związał się z miejscową kobietą, która zaszła z nim w ciążę. Liczył na to, że brazylijskie prawo ochroni go przed ekstradycją, jeśli zostanie ojcem brazylijskiego obywatela. Jego pewność siebie była jednak zgubna. W 2005 roku, po ponad czterech latach poszukiwań, agenci FBI we współpracy z brazylijską policją namierzyli go i zatrzymali podczas spotkania z ciężarną partnerką.
Historia ta stała się inspiracją dla głośnego filmu "Alpha Dog" z 2006 roku, w którym w rolę wzorowaną na Hollywoodzie wcielił się Emile Hirsch, a w obsadzie znaleźli się także Justin Timberlake i Bruce Willis. Co ciekawe, prokurator prowadzący sprawę, Ron Zonen, przekazał twórcom filmu poufne materiały z akt, aby pomóc w nagłośnieniu poszukiwań Hollywooda, co później stało się podstawą do prób odsunięcia go od procesu.
Proces Jessego Jamesa Hollywooda rozpoczął się dopiero w 2009 roku. Obrona argumentowała, że Jesse nie był obecny przy samym morderstwie i że to jego wspólnicy działali na własną rękę. Ława przysięgłych nie dała jednak wiary tym wyjaśnieniom. Hollywood został uznany za winnego morderstwa pierwszego stopnia oraz porwania.
Oto jak potoczyły się losy głównych uczestników tych wydarzeń:
Skutki tej historii wykraczają jednak poza same wyroki. Rodzina Markowitzów została nieodwracalnie zniszczona. Matka Nicholasa, Susan Markowitz, przez lata zmagała się z ciężką depresją i wielokrotnie próbowała odebrać sobie życie, zanim ostatecznie przelała swój ból na działalność charytatywną i pomoc innym rodzinom ofiar. Cała sprawa do dziś służy jako przestroga przed tym, jak toksyczna kultura "pseudo-gangsterska" i brak odpowiedzialności mogą doprowadzić do niewyobrażalnego zła.