Gość (37.30.*.*)
Stwierdzenie, że Azja stała się nowym eldorado dla współczesnych kompozytorów muzyki klasycznej, coraz częściej pojawia się w dyskusjach muzykologów, krytyków i samych artystów. Podczas gdy na Zachodzie instytucje kulturalne nierzadko borykają się z kryzysem finansowym, a sale koncertowe wypełnia głównie starsza publiczność, kraje Azji Wschodniej – takie jak Chiny, Korea Południowa czy Japonia – przeżywają prawdziwy renesans muzyki poważnej. Czy jednak ten dynamicznie rozwijający się rynek rzeczywiście jest bezwarunkowym rajem dla twórców nowej muzyki? Odpowiedź na to pytanie nie jest czarno-biała, ale kryje w sobie fascynujący obraz kulturowej rewolucji.
Jednym z najsilniejszych argumentów przemawiających za „azjatyckim rajem” jest bezprecedensowy rozwój infrastruktury koncertowej. W ciągu ostatnich kilkunastu lat w samych Chinach powstały dziesiątki monumentalnych centrów sztuki, filharmonii i oper, projektowanych przez najwybitniejszych światowych architektów. Podobne procesy zachodzą w Korei Południowej, gdzie regularnie otwierają się nowoczesne, interdyscyplinarne przestrzenie, takie jak otwarte w Seulu GS Arts Center, czy prężnie działające sale koncertowe w Japonii i na Tajwanie.
Za nowymi budynkami idą ogromne środki finansowe – zarówno państwowe, jak i prywatne. Azjatyckie orkiestry i instytucje dysponują budżetami, które pozwalają na zamawianie nowych dzieł u współczesnych kompozytorów. Festiwale takie jak Tongyeong International Music Festival w Korei Południowej (często nazywany „azjatyckim Salzburgiem”) czy inicjatywy Asian Composers League (ACL) regularnie fundują prestiżowe zamówienia kompozytorskie, dając twórcom rzadką dziś na Zachodzie stabilność finansową i techniczną możliwość realizacji najbardziej wymagających partytur.
Podczas gdy europejskie i amerykańskie orkiestry czasami obmawiają włączanie współczesnych kompozycji do swoich programów z lęku przed odpływem konserwatywnej publiczności, w Azji sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Słuchacze muzyki klasycznej w Chinach czy Korei Południowej są uderzająco młodzi.
Wychowani w dobie cyfrowej, chętnie korzystający z platform streamingowych (co widać po ekspansji Apple Music Classical w tym regionie), młodzi Azjaci traktują muzykę klasyczną nie jako skansen, ale jako żywą, dynamiczną formę sztuki. Dla współczesnego kompozytora oznacza to kontakt z widownią, która jest otwarta na eksperymenty, pełna entuzjazmu i wolna od uprzedzeń, jakie czasem cechują tradycyjną, zachodnią publiczność.
Dla wielu kompozytorów Azja jest rajem przede wszystkim ze względu na unikalne możliwości artystyczne. Spotkanie zachodniej tradycji symfonicznej z bogatym dziedzictwem instrumentów i filozofii muzycznej Wschodu tworzy niezwykle płodne podłoże dla kreatywności.
Wielu wybitnych twórców zbudowało swoją międzynarodową pozycję właśnie na tej hybrydowości:
Możliwość eksperymentowania z tradycyjnymi instrumentami, takimi jak koto, shakuhachi, erhu czy sheng, w połączeniu z pełnym aparatem orkiestry symfonicznej, to dla współczesnego kompozytora prawdziwy plac zabaw.
Choć perspektywy wydają się kuszące, rzeczywistość kompozytorów w Azji nie jest pozbawiona barier. Twierdzenie o „raju” wymaga kilku istotnych zastrzeżeń.
W krajach takich jak Chiny, gdzie kultura jest silnie dotowana przez państwo, twórcy muszą liczyć się z cenzurą. Kompozycje, zwłaszcza te o charakterze operowym lub wokalno-instrumentalnym, muszą przejść przez rządową weryfikację. Wszelkie próby poruszania tematów politycznie wrażliwych lub zbyt radykalnych społecznie mogą skutkować zablokowaniem wykonania i utratą finansowania. Dla artystów ceniących absolutną wolność wypowiedzi bywa to barierą nie do pokonania.
Mimo młodego wieku publiczności, na azjatyckim rynku wciąż dominuje uwielbienie dla klasyczno-romantycznego kanonu. Fryderyk Chopin (często żartobliwie nazywany w Azji „honorowym obywatelem” ze względu na gigantyczną popularność w Japonii czy Chinach), Ludwig van Beethoven i Wolfgang Amadeus Mozart to wciąż absolutne filary tamtejszego życia muzycznego. Przebicie się do masowej świadomości z trudną, awangardową muzyką współczesną bywa tam równie trudne jak w Europie.
Azjatycki system edukacji muzycznej słynie z rygorystycznego, niemal sportowego podejścia do nauki gry na instrumentach. Choć rodzi to genialnych wirtuozów (jak Lang Lang czy Seong-Jin Cho), tak silny nacisk na odtwórczą perfekcję techniczną i posłuszeństwo wobec autorytetów bywa krytykowany jako czynnik tłumiący indywidualną kreatywność i odwagę do poszukiwania własnego, kompozytorskiego języka.
Azjatyccy kompozytorzy, którzy decydują się na karierę na Zachodzie, nierzadko zmagają się z tzw. „szufladkowaniem”. Zachodnie instytucje często oczekują od nich, że ich muzyka będzie brzmieć „orientalnie” lub rezerwują dla nich miejsce wyłącznie podczas koncertów tematycznych (np. z okazji Chińskiego Nowego Roku). Walka o to, by być postrzeganym po prostu jako kompozytor, a nie „kompozytor azjatycki”, to wciąż aktualny problem.
Stwierdzenie, że Azja jest rajem dla współczesnych kompozytorów muzyki klasycznej, zawiera w sobie ogromną dawkę prawdy. Pod względem dynamiki rozwoju, dostępności nowoczesnych sal koncertowych, młodego entuzjazmu publiczności oraz otwartości na fuzję tradycji z nowoczesnością, region ten nie ma dziś sobie równych na świecie.
Jednak, jak każdy raj, ma on swoje cienie. Kompozytorzy muszą lawirować między wymaganiami politycznymi, silną presją akademicką oraz wszechobecnym kultem dawnych mistrzów Europy. Mimo to jedno jest pewne: to właśnie w Azji bije dziś jedno z najmocniejszych i najbardziej ekscytujących serc współczesnej muzyki klasycznej.