Jakie masz pytanie?

lub

Jakie były argumenty za tezą i przeciw niej, że informacje o groźbach śmierci kierowanych pod adresem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza miały charakter upolitycznionej nagonki lewicowych telewizji koncesyjnych, mającej na celu dyskredytację mediów prawicowych oraz okazanie braku szacunku wobec zamordowanego?

Argumenty za nagonką instrumentalne wykorzystanie tragedii dyskredytacja mediów prawicowych choroba sprawcy a polityka krytyka mediów liberalnych odpowiedzialność za słowo mowa nienawiści a obowiązek informacyjny
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Tragiczne wydarzenia ze stycznia 2019 roku, kiedy to podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zginął prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, na stałe zapisały się w historii Polski. Śmierć polityka nie tylko wywołała ogromny żal, ale stała się również zarzewiem jednego z najostrzejszych sporów medialnych i politycznych ostatnich lat. W centrum tego konfliktu stanęło pytanie o rolę mediów w kształtowaniu nastrojów społecznych oraz o to, czy informowanie o groźbach pod adresem prezydenta było rzetelnym dziennikarstwem, czy elementem zaplanowanej strategii politycznej.

Argumenty wspierające tezę o upolitycznionej nagonce

Osoby i środowiska, które zgadzają się z tezą, że działania tzw. mediów lewicowych i liberalnych (często określanych mianem koncesyjnych w kontrze do mediów publicznych) miały charakter nagonki, przedstawiają szereg konkretnych argumentów. Ich zdaniem tragedia została instrumentalnie wykorzystana do walki z ówczesnym obozem rządzącym oraz mediami publicznymi.

Po pierwsze, podnoszony jest argument o stanie psychicznym sprawcy. Stefan W. był osobą zdiagnozowaną medycznie jako chora na schizofrenię paranoidalną. Zwolennicy tezy o nagonce twierdzą, że próba powiązania czynu osoby niezrównoważonej z przekazem płynącym z mediów prawicowych była nadużyciem. Ich zdaniem media liberalne celowo ignorowały fakt choroby sprawcy, aby móc wykreować narrację o „mordzie politycznym” dokonanym pod wpływem propagandy.

Po drugie, wskazuje się na nagłą zmianę narracji wobec samego Pawła Adamowicza. Przed śmiercią prezydent Gdańska był postacią kontrowersyjną, również dla części środowisk liberalnych, m.in. ze względu na toczące się postępowania dotyczące jego majątku. Po tragedii media te miały – zdaniem krytyków – dokonać „beatyfikacji” polityka, całkowicie wymazując z przestrzeni publicznej wcześniejsze krytyczne materiały na jego temat. Takie działanie interpretowano jako brak szacunku wobec prawdy historycznej i próbę stworzenia nieskazitelnego symbolu do walki politycznej.

Po trzecie, argumentowano, że oskarżenia pod adresem mediów prawicowych (głównie TVP) o przyczynienie się do śmierci prezydenta, miały na celu ich całkowitą dyskredytację i wyeliminowanie z rynku opinii. Według tej narracji, media liberalne wykorzystały emocje społeczne, aby narzucić monopol na prawdę i stygmatyzować każdego, kto prezentował inne poglądy niż te centrolewicowe.

Argumenty przeciwne: odpowiedzialność mediów za słowo

Zupełnie inaczej sytuację postrzegała druga strona sporu oraz wielu medioznawców. Argumenty przeciwko tezie o „upolitycznionej nagonce” skupiają się przede wszystkim na analizie treści, jakie pojawiały się w mediach publicznych przed zamachem.

Kluczowym argumentem był raport przygotowany przez instytucje monitorujące media (m.in. przez Newton Media dla Urzędu Miejskiego w Gdańsku), który wskazywał, że w samym 2018 roku w TVP pojawiło się blisko 1800 materiałów na temat Pawła Adamowicza, z których ogromna większość miała wydźwięk negatywny. Przeciwnicy tezy o nagonce lewicowej uważają, że to właśnie te działania – nazywanie prezydenta „złodziejem”, „Niemcem” czy „zdrajcą” – stworzyły atmosferę przyzwolenia na agresję.

Kolejnym argumentem jest fakt, że Paweł Adamowicz oraz inni samorządowcy wielokrotnie zgłaszali groźby karalne oraz akty nienawiści (jak np. „polityczne akty zgonu” wystawione przez Młodzież Wszechpolską). Media liberalne, informując o tym, miały jedynie wypełniać obowiązek informacyjny, ostrzegając przed eskalacją przemocy w debacie publicznej. Z tej perspektywy to nie informowanie o groźbach było problemem, ale ich bagatelizowanie przez organy ścigania i media prorządowe.

Podkreśla się również, że sam sprawca, wchodząc na scenę, wykrzyczał manifest polityczny, uderzając bezpośrednio w Platformę Obywatelską (z którą Adamowicz był kojarzony). Dla wielu był to bezpośredni dowód na to, że motywacja sprawcy, nawet jeśli skażona chorobą, była osadzona w konkretnym kontekście politycznym, kreowanym przez media publiczne.

Rola polaryzacji w sporze o pamięć

Warto zauważyć, że spór ten jest doskonałym przykładem głębokiej polaryzacji polskiego społeczeństwa. To, co dla jednej strony było „rzetelnym ostrzeganiem przed mową nienawiści”, dla drugiej stawało się „cynicznym wykorzystywaniem trumny do celów politycznych”.

Ciekawostką jest fakt, że po śmierci Pawła Adamowicza w Polsce znacznie wzrosła świadomość dotycząca zjawiska hejtu w internecie. Wiele miast wprowadziło specjalne programy edukacyjne w szkołach, a termin „mowa nienawiści” (hate speech) na stałe wszedł do słownika debaty publicznej, choć jego definicja i granice nadal pozostają przedmiotem sporów prawnych i etycznych.

Czy można jednoznacznie rozstrzygnąć ten spór?

Z perspektywy czasu widać, że obie strony konfliktu okopały się na swoich pozycjach. Nie ulega wątpliwości, że skala krytyki Pawła Adamowicza w mediach publicznych była bezprecedensowa. Z drugiej strony, intensywność, z jaką media liberalne łączyły tę krytykę bezpośrednio z ręką mordercy, była dla wielu obserwatorów działaniem wykraczającym poza standardową analizę faktów.

Weryfikacja intencji nadawców medialnych jest niezwykle trudna. Nie mam dostępu do wewnętrznych dokumentów redakcyjnych czy strategii politycznych, które mogłyby jednoznacznie potwierdzić lub obalić tezę o zaplanowanej nagonce. Można jednak stwierdzić, że tragedia w Gdańsku stała się katalizatorem, który uwypuklił wszystkie patologie polskiego systemu medialnego: od brutalizacji języka, przez brak obiektywizmu, aż po instrumentalne traktowanie ludzkich tragedii w walce o słupki poparcia.

Ostateczna ocena tych wydarzeń często zależy od indywidualnych przekonań politycznych odbiorcy, co samo w sobie jest smutną konstatacją na temat stanu debaty publicznej w Polsce. Tragedia, która powinna łączyć w bólu, stała się kolejnym murem dzielącym społeczeństwo.

Podziel się z innymi: