Gość (37.30.*.*)
Świat baletu od dekad kojarzy się z eterycznością, nieskazitelną bielą tiulu i majestatycznymi łabędziami sunącymi po tafli jeziora. Jednak współczesna scena taneczna coraz śmielej zagląda pod podszewkę klasyki, szukając tam czegoś bardziej ludzkiego, surowego, a czasem wręcz groteskowego. Czy zatem „Kaczy staw” zamiast „Jeziora łabędziego” lub „Mewie przestworza” zamiast romantycznych uniesień miałyby dziś rację bytu? Odpowiedź brzmi: nie tylko miałyby rację bytu, ale w pewnym sensie już się to dzieje.
Tradycyjny balet opiera się na dążeniu do ideału, który jest niemal nieludzki. Tancerka ma być lekka jak piórko, a jej ruchy mają przeczyć grawitacji. Łabędź w tym kontekście to symbol czystości i szlachetności. Ale co by się stało, gdybyśmy na warsztat wzięli kaczki? Kaczka jest swojska, bywa niezdarna na lądzie, jest głośna i stadna w sposób znacznie mniej „arystokratyczny” niż łabędź.
Współczesny balet kocha takie kontrasty. Reinterpretacja klasyki poprzez wprowadzenie elementów komizmu, codzienności czy wręcz „brudu” to trend, który przyciąga nową widownię. „Kaczy staw” mógłby być genialną satyrą na społeczeństwo konsumpcyjne lub opowieścią o akceptacji własnej przeciętności. Tancerze, szkoleni dziś nie tylko w technice klasycznej, ale i w tańcu współczesnym (contemporary), jazzie czy teatrze fizycznym, mają niesamowity warsztat do oddania takiej specyficznej motoryki ruchu.
Dzisiejsi artyści baletu to prawdziwi atleci, którzy rzadko ograniczają się do jednej estetyki. Dla nowoczesnego tancerza wyzwanie polegające na porzuceniu „wykręconych” pozycji na rzecz kaczego chodu czy nerwowych, gwałtownych ruchów mewy jest niezwykle odświeżające.
Współczesna choreografia często wymaga od wykonawców wyjścia ze strefy komfortu. Zamiast pięknych linii, pojawia się ekspresja emocji poprzez skurcz, upadek i kontakt z podłogą. „Mewie przestworza” mogłyby być spektaklem o drapieżności, walce o przetrwanie i chaosie – tematach, które tancerze potrafią dziś interpretować z ogromną siłą rażenia. Mewy, w przeciwieństwie do milczących łabędzi, są krzykliwe i agresywne. Przełożenie tego na język ciała daje ogromne pole do popisu dla choreografów szukających autentyczności, a nie tylko estetyki.
Istnieje już spektakl o tytule „Duck Pond” (Kaczy Staw)! Stworzyła go australijska grupa Circa, łącząc balet z akrobatyką cyrkową. To dowód na to, że twórcy nie boją się brać na warsztat największych klasyków i przerabiać ich na coś zupełnie nowego, bawiąc się formą i oczekiwaniami widzów.
Czy publiczność jest gotowa na taką zmianę? Statystyki i frekwencja na festiwalach tańca współczesnego sugerują, że tak. Widzowie, zwłaszcza młodsi, szukają w sztuce punktów styku z własnym życiem. Klasyczne „Jezioro łabędzie” pozostaje piękną bajką, ale „Kaczy staw” może być lustrem, w którym łatwiej się przejrzeć.
Współczesny odbiorca jest przyzwyczajony do remiksów, mash-upów i dekonstrukcji. Chcemy widzieć emocje, które znamy: zazdrość, rywalizację, lęk, a nawet śmieszność. Spektakl o mewach mógłby być genialną metaforą życia w wielkim mieście – wiecznego pośpiechu, walki o „kęs chleba” i braku prywatności. Taka tematyka rezonuje z ludźmi znacznie silniej niż historia o zaklętej księżniczce.
Balet, aby przetrwać jako żywa dziedzina sztuki, musi ewoluować. „Mewie przestworza” mogłyby stać się symbolem wolności, która nie jest ładna ani uporządkowana. Mewa to ptak wolny, ale i bezwzględny. W tańcu mogłoby to oznaczać rezygnację z symetrii i synchronizacji na rzecz indywidualizmu i surowej energii.
Wprowadzenie takich tytułów do repertuaru teatrów operowych byłoby sygnałem, że balet nie jest skansenem, lecz miejscem, gdzie dyskutuje się o współczesnym świecie. Tancerze są na to gotowi, bo ich ciała są gotowe na każdy rodzaj ruchu. Odbiorcy są gotowi, bo łakną nowości. Pozostaje tylko pytanie do dyrektorów teatrów: czy starczy im odwagi, by zamienić białe pióra na coś nieco bardziej... drapieżnego?
Podsumowując, świat baletu jest w idealnym punkcie, by przyjąć „Kaczy staw” czy „Mewie przestworza”. To naturalny krok w stronę demistyfikacji tańca klasycznego i uczynienia go bardziej przystępnym, ludzkim i – co najważniejsze – aktualnym.