Gość (37.30.*.*)
Taniec często postrzegamy przez pryzmat wielkich talentów i scenicznych gwiazd, co rodzi przekonanie, że jest to umiejętność zarezerwowana dla wybranych. Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej łaskawa dla przeciętnego człowieka. Twierdzenie, że każda sprawna fizycznie osoba może nauczyć się poprawnie tańczyć, jest w przeważającej mierze prawdą. Taniec to w dużej mierze kwestia koordynacji, pamięci mięśniowej i wyczucia rytmu – a te elementy, podobnie jak jazdę na rowerze czy pisanie, można wypracować poprzez regularny trening.
Oczywiście, nie każdy zostanie primabaleriną czy mistrzem świata w tańcach latynoamerykańskich, ponieważ na najwyższym poziomie wchodzą w grę specyficzne predyspozycje genetyczne, takie jak wyjątkowa gibkość stawów czy proporcje ciała. Jednak „poprawne tańczenie”, czyli poruszanie się w rytm muzyki z zachowaniem estetyki ruchu i techniki, jest dostępne dla każdego, kto nie posiada poważnych dysfunkcji układu nerwowego lub aparatu ruchu.
Zaproponowany model – dwie lub trzy godziny tańca i ruchu scenicznego oraz jedna godzina rytmiki tygodniowo od pierwszej klasy – to system, który z pedagogicznego punktu widzenia jest niemal idealny. Wprowadzenie takich zajęć w wieku wczesnoszkolnym (6-7 lat) trafia w tzw. „złoty wiek motoryczności”. To czas, kiedy układ nerwowy dziecka jest najbardziej plastyczny, a nauka nowych wzorców ruchowych następuje błyskawicznie.
Jeśli zsumujemy te godziny, uczeń klasy trzeciej lub czwartej miałby za sobą około 300–400 godzin zorganizowanej nauki ruchu. To ogromny kapitał. Dla porównania, wiele komercyjnych szkół tańca prowadzi zajęcia raz w tygodniu, a ich podopieczni już po roku potrafią zaprezentować proste układy. Przy intensywności trzech lub czterech spotkań w tygodniu, stworzenie szkolnego zespołu tanecznego na wysokim poziomie nie jest tylko możliwe – jest wręcz naturalnym następstwem takiego programu.
Kluczowym elementem tego planu jest godzina rytmiki. Wiele osób lekceważy ten przedmiot, kojarząc go z prostym klaskaniem w przedszkolu, ale w rzeczywistości rytmika (opracowana m.in. przez Émile’a Jaques-Dalcroze’a) to potężne narzędzie. Uczy ona przekładania słyszanych dźwięków na impulsy motoryczne. Bez dobrego osadzenia w rytmie, nawet najbardziej efektowna choreografia będzie wyglądać chaotycznie.
Dzięki rytmice dzieci uczą się:
To właśnie te umiejętności sprawiają, że uczeń klasy czwartej nie tylko „odtańcza kroki”, ale zaczyna interpretować muzykę, co jest niezbędne do wystawiania spektakli opartych na choreografii.
Czy uczniowie klas trzecich i czwartych mogliby wystawiać pełnoprawne spektakle? Absolutnie tak. W tym wieku dzieci mają już wystarczająco rozwiniętą koncentrację, by zapamiętać 15–20 minutowe sekwencje ruchowe. Ruch sceniczny dodaje do tego świadomość przestrzeni – uczeń wie, jak nie zderzyć się z kolegą, jak ustawić się do publiczności i jak operować gestem, by przekazać emocje.
Stworzenie zespołu, który kontynuowałby działalność w szkole średniej, jest ambitnym, ale realnym celem. Taka grupa byłaby zżyta, posiadałaby wspólny „język ruchu” i ogromne doświadczenie sceniczne. Warto jednak pamiętać o jednym micie: sama obecność godzin w grafiku nie gwarantuje sukcesu. Kluczowa jest jakość kadry pedagogicznej. Taniec wymaga korekty technicznej, by nie utrwalać błędnych nawyków, które w przyszłości mogłyby prowadzić do kontuzji.
Wprowadzenie takiego programu do szkół podstawowych przyniosłoby korzyści wykraczające daleko poza estetykę występów. Taniec i ruch sceniczny to:
Badania publikowane m.in. w „The New England Journal of Medicine” sugerują, że taniec jest jedną z niewielu aktywności fizycznych, które znacząco zmniejszają ryzyko demencji i poprawiają funkcje poznawcze. Wymaga on bowiem jednoczesnego zaangażowania procesów motorycznych, sensorycznych i emocjonalnych, co tworzy nowe połączenia neuronalne.
Podsumowując, wizja szkoły, w której dzieci od pierwszej klasy regularnie obcują z tańcem i rytmiką, to recepta na wychowanie pokolenia ludzi sprawnych, wrażliwych estetycznie i pewnych siebie. Twierdzenie o możliwości stworzenia profesjonalnie działających zespołów szkolnych w takim systemie jest w 100% oparte na faktach i sprawdzonych metodach pedagogicznych. Jedynym „mitem” mogłoby być założenie, że stanie się to „samo” – wymaga to bowiem systemowego wsparcia i zaangażowanych instruktorów.