Gość (37.30.*.*)
Zjawisko, o którym mowa, to jak najbardziej fakt potwierdzony przez naukę, a nie miejska legenda. Każdy z nas prawdopodobnie przeżył moment, w którym po kilku godzinach intensywnej pracy nagle zorientował się, że jest potwornie głodny, chce mu się pić albo że od dawna powinien odwiedzić toaletę. Nasz mózg posiada niesamowitą zdolność do filtrowania bodźców, co w psychologii i neuronauce wiąże się z pojęciem selektywnej uwagi oraz interocepcji.
Interocepcja to nasz "szósty zmysł", który odpowiada za odbieranie sygnałów z wnętrza ciała. To dzięki niemu wiemy, że bije nam serce, czujemy ucisk w żołądku czy napięcie mięśni. Problem polega na tym, że zasoby poznawcze naszego mózgu są ograniczone. Kiedy skupiamy się na trudnym zadaniu, rozwiązujemy problem lub goni nas termin, mózg przełącza się w tryb "zewnętrzny".
W takim stanie priorytetem stają się bodźce docierające ze świata, a sygnały płynące z narządów wewnętrznych są spychane na dalszy plan. Można to porównać do działania komputera: jeśli uruchomisz bardzo wymagający program, system może ograniczyć działanie procesów w tle, aby zapewnić płynność głównej aplikacji.
Kiedy jesteśmy bardzo zajęci, często towarzyszy nam stres – nawet ten pozytywny, motywujący do działania. W organizmie wzrasta poziom adrenaliny i kortyzolu. Te hormony ewolucyjnie przygotowywały nas do walki lub ucieczki. W takim stanie odczuwanie bólu czy zmęczenia jest chwilowo blokowane, aby organizm mógł przetrwać sytuację kryzysową.
Dlatego właśnie sportowcy często zauważają kontuzje dopiero po zakończeniu meczu, a pracownik biurowy orientuje się, że bolą go plecy, dopiero gdy wstaje od biurka po ośmiu godzinach.
Ciekawym zjawiskiem jest tzw. stan "flow" (przepływ), opisany przez psychologa Mihály’ego Csíkszentmihályiego. To moment całkowitego zatopienia się w wykonywanej czynności, w którym tracimy poczucie czasu i... własnej cielesności. W stanie flow aktywność kory przedczołowej ulega zmianie, co sprawia, że sygnały takie jak głód, pragnienie czy niewygoda są niemal całkowicie ignorowane przez świadomość.
Choć zdolność do ignorowania dystraktorów pomaga w produktywności, długotrwałe odcięcie od sygnałów z organizmu może być ryzykowne. Regularne ignorowanie potrzeb fizjologicznych prowadzi do:
Skoro wiemy już, że bycie zajętym realnie "znieczula" nas na sygnały z wnętrza, warto wprowadzić proste mechanizmy obronne. Nie musisz rezygnować z efektywności, by zadbać o siebie.
W kręgach medycznych i psychologicznych czasem żartobliwie (choć problem jest poważny) mówi się o osobach na wysokich stanowiskach, które potrafią ignorować potrzebę skorzystania z toalety przez wiele godzin spotkań. Niestety, długotrwałe ignorowanie sygnałów z pęcherza może prowadzić do osłabienia mięśni i problemów urologicznych. To idealny przykład na to, jak umysł potrafi zdominować podstawowe potrzeby fizjologiczne.
Podsumowując, to prawda – wysoki poziom koncentracji i zajętość działają jak naturalny filtr, który wycisza wewnętrzne komunikaty organizmu. Świadomość tego mechanizmu to pierwszy krok do tego, by nie stać się ofiarą własnej produktywności.