Gość (37.30.*.*)
Zjawisko mówienia o sobie w trzeciej osobie, fachowo nazywane illeizmem, przestało być domeną wyłącznie postaci z kreskówek czy ekscentrycznych sportowców. Coraz częściej spotykamy się z nim w mediach społecznościowych, w gabinetach psychoterapeutycznych, a nawet w codziennych rozmowach przy kawie. Choć na pierwszy rzut oka może to brzmieć dziwnie lub narcystycznie, stoją za tym konkretne mechanizmy psychologiczne i trendy komunikacyjne, które sprawiają, że ta forma ekspresji zyskuje na sile.
Jednym z głównych powodów, dla których illeizm staje się popularny, jest jego zbawienny wpływ na naszą psychikę. Psycholodzy, w tym znany badacz Ethan Kross z University of Michigan, udowodnili, że mówienie o sobie po imieniu pozwala uzyskać tzw. dystans psychologiczny. Kiedy zamiast „Boje się tego wystąpienia”, powiesz „Marek boi się tego wystąpienia”, Twój mózg zaczyna przetwarzać tę sytuację tak, jakby dotyczyła kogoś innego.
Dzięki temu mechanizmowi łatwiej nam:
W psychologii zjawisko to bywa nazywane „efektem Batmana” – dzieci, które wyobrażają sobie, że są superbohaterem (i mówią o sobie w trzeciej osobie), wykazują większą wytrwałość w wykonywaniu trudnych zadań.
W świecie Instagrama, TikToka i LinkedIna każdy z nas jest w pewnym sensie marką. Mówienie o sobie w trzeciej osobie w opisach profili czy postach („Kasia testuje nowe kosmetyki”, „Tomasz zaprasza na webinar”) ma na celu stworzenie pewnego rodzaju autorytetu i rozpoznawalności.
Z punktu widzenia marketingu, używanie imienia zamiast zaimka „ja” pomaga w pozycjonowaniu się w umysłach odbiorców. Imię staje się logotypem. To sprawia, że twórca wydaje się bardziej profesjonalny, a jego działania nabierają charakteru zorganizowanego projektu, a nie tylko prywatnych przemyśleń. Jest to szczególnie widoczne u influencerów, którzy chcą, aby ich imię i nazwisko stało się synonimem konkretnej jakości lub stylu życia.
Słowo pochodzi z łaciny, od zaimka ille, oznaczającego „on” lub „tamten”. Choć termin ten może brzmieć nowocześnie, samo zjawisko jest stare jak świat – stosował je już Juliusz Cezar w swoich „Komentarzach o wojnie galijskiej”, aby nadać swoim zapiskom obiektywny, historyczny ton.
Mówienie o sobie w trzeciej osobie przybiera różne formy w zależności od kontekstu. Oto jak wygląda to w rzeczywistości:
Szwedzki piłkarz to król illeizmu. Często powtarza zdania typu: „Zlatan nie potrzebuje testów” lub „Zlatan jest jedyny w swoim rodzaju”. W jego przypadku służy to budowaniu wizerunku pewnego siebie, niemal mitycznego herosa. To czysty branding, który ma onieśmielać przeciwników i zachwycać fanów.
Postać Elmo konsekwentnie mówi o sobie w trzeciej osobie („Elmo chce się bawić”). Twórcy programu robili to celowo – małe dzieci często mają trudności ze zrozumieniem zaimków osobowych (ja, ty, on), które zmieniają znaczenie w zależności od tego, kto mówi. Używanie imienia ułatwia dzieciom identyfikację z postacią i naukę języka.
Wyobraź sobie osobę przed ważną rozmową o pracę, która szepcze do lustra: „Ania, dasz radę, jesteś świetnie przygotowana”. To klasyczny przykład wykorzystania illeizmu do regulacji emocji. Zastąpienie „ja” imieniem sprawia, że komunikat brzmi jak wsparcie od bliskiej osoby, co ma znacznie większą moc motywacyjną.
Wielu antagonistów lub specyficznych bohaterów (jak np. Gollum z „Władcy Pierścieni” czy niektórzy złoczyńcy w komiksach) używa tej formy, aby podkreślić swoją odmienność, zaburzenia tożsamości lub wyższość nad otoczeniem.
Mimo rosnącej popularności i naukowo udowodnionych korzyści, nadużywanie illeizmu w sytuacjach towarzyskich może być ryzykowne. Osoba, która przy rodzinnym obiedzie mówi: „Marek chciałby teraz dostać dokładkę ziemniaków”, może zostać odebrana jako arogancka, infantylna lub po prostu dziwna.
Kluczem jest kontekst. Illeizm świetnie sprawdza się jako wewnętrzny monolog (w myślach lub szeptem do siebie) oraz w kontrolowanym budowaniu wizerunku publicznego. W bezpośrednich relacjach międzyludzkich wciąż najbardziej ceniona jest autentyczność i bezpośredniość, którą najlepiej oddaje proste, staromodne „ja”.
Warto jednak spróbować tej techniki w chwilach dużego stresu. Następnym razem, gdy poczujesz przytłoczenie, spróbuj pomyśleć o sobie po imieniu i udzielić sobie rady, jakiej udzieliłbyś najlepszemu przyjacielowi. Możesz być zaskoczony, jak szybko zmieni się Twoja perspektywa.