Jakie masz pytanie?

lub

Czym jest zjawisko infantylizacji i „upupienia” dorosłego mężczyzny, czy jest ono nieuniknione oraz jakie są jego objawy, skutki (pozytywne i negatywne) i jak można zapobiegać negatywnym konsekwencjom tego procesu?

syndrom Piotrusia Pana Proces narzucania roli Budowanie męskiej autonomii
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Zjawisko infantylizacji dorosłych mężczyzn to temat, który coraz częściej pojawia się w dyskusjach o współczesnej psychologii, socjologii, a nawet popkulturze. Choć termin ten brzmi naukowo, w rzeczywistości dotyka on codziennych relacji, dynamiki w związkach i sposobu, w jaki postrzegamy męskość. Z kolei słynne „upupienie”, pojęcie wprowadzone do polszczyzny przez Witolda Gombrowicza w „Ferdydurke”, idealnie opisuje proces narzucania komuś gęby dziecka, niedojrzałości i braku powagi. To sytuacja, w której dorosły człowiek zostaje wtłoczony w rolę kogoś niesamodzielnego, wymagającego opieki lub ciągłego instruowania.

Co to właściwie znaczy być „upupionym”?

„Upupienie” to specyficzny rodzaj presji społecznej lub środowiskowej. Gombrowicz zauważył, że otoczenie – rodzice, partnerzy, a nawet instytucje – ma tendencję do traktowania dorosłych tak, jakby wciąż byli dziećmi. W kontekście mężczyzn objawia się to często poprzez odbieranie im decyzyjności lub bagatelizowanie ich opinii.

Infantylizacja natomiast to proces głębszy, psychologiczny. Może on zachodzić dwutorowo: albo mężczyzna sam ucieka w świat beztroski (tzw. syndrom Piotrusia Pana), albo jest do tego zmuszany przez nadopiekuńcze matki lub dominujące partnerki, które „wiedzą lepiej”. W efekcie dorosły facet zaczyna zachowywać się, myśleć i reagować w sposób nieadekwatny do swojego wieku.

Czy ten proces jest nieunikniony?

Absolutnie nie. Infantylizacja nie jest wpisana w biologię ani w przeznaczenie żadnego mężczyzny. Jest to zjawisko kulturowe i środowiskowe. Żyjemy jednak w czasach, które sprzyjają opóźnianiu dorosłości. Późniejsze wyprowadzanie się z domu rodzinnego, brak wyraźnych rytuałów przejścia (jak np. dawna służba wojskowa czy szybkie zakładanie rodziny) oraz wszechobecna kultura rozrywki sprawiają, że granica między młodością a dojrzałością mocno się zaciera.

Wiele zależy od indywidualnych wyborów oraz od tego, na co pozwalamy osobom w naszym najbliższym otoczeniu. Jeśli mężczyzna świadomie stawia granice i bierze odpowiedzialność za swoje życie, „upupienie” mu nie grozi.

Objawy, które powinny zapalić czerwoną lampkę

Rozpoznanie infantylizacji nie zawsze jest proste, bo często kryje się pod maską „wygody” lub „dobrego serca” bliskich. Oto najczęstsze sygnały:

  • Brak decyzyjności w błahych sprawach: Mężczyzna pyta o zdanie matkę lub partnerkę w kwestiach takich jak wybór ubrań, jedzenia czy sposobu spędzania wolnego czasu.
  • Unikanie odpowiedzialności finansowej: Poleganie na pieniądzach rodziców mimo posiadania pracy lub brak umiejętności zarządzania własnym budżetem.
  • Reagowanie emocjonalne typowe dla dziecka: Wybuchy gniewu, dąsanie się, ucieczka w gry komputerowe lub hobby w momentach, gdy pojawiają się realne problemy do rozwiązania.
  • Brak podstawowych umiejętności życiowych: Nieumiejętność obsługi pralki, ugotowania prostego posiłku czy załatwienia sprawy w urzędzie bez asysty.
  • Poczucie bycia „pod nadzorem”: Wrażenie, że każda czynność jest oceniana przez kogoś „dorosłego”, co rodzi bunt lub apatię.

Skutki infantylizacji – dwie strony medalu

Choć zjawisko to kojarzy się głównie negatywnie, warto przyjrzeć się mu z obu perspektyw, aby zrozumieć, dlaczego niektórzy w nim tkwią.

Negatywne konsekwencje:

  1. Kryzys tożsamości: Mężczyzna traci poczucie sprawstwa i pewność siebie. Nie czuje się „panem swojego losu”.
  2. Problemy w relacjach: Partnerki często przejmują rolę „matek”, co zabija namiętność i prowadzi do frustracji obu stron.
  3. Zahamowanie rozwoju zawodowego: Brak odwagi do podejmowania ryzyka sprawia, że tacy mężczyźni rzadziej awansują lub boją się zmieniać pracę na lepszą.
  4. Depresja i lęk: Długotrwałe poczucie bycia nieadekwatnym i niesamodzielnym może prowadzić do poważnych problemów ze zdrowiem psychicznym.

Czy są jakieś pozytywy?

Z perspektywy psychologicznej trudno mówić o zdrowych korzyściach, ale istnieją pewne „zyski wtórne”. Osoba infantylizowana żyje w mniejszym stresie związanym z odpowiedzialnością. Ma zapewnione poczucie bezpieczeństwa (często złudne) i nie musi mierzyć się z trudnymi konsekwencjami własnych błędów, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto „posprząta”. To jednak pułapka, która na dłuższą metę unieszczęśliwia.

Jak zapobiegać negatywnym konsekwencjom?

Wyjście z roli „upupionego” wymaga odwagi i konsekwencji. To proces odcinania pępowiny, który może być bolesny dla obu stron.

  1. Budowanie autonomii: Zacznij od małych kroków. Samodzielne podejmowanie decyzji, nawet tych dotyczących obiadu czy zakupu butów, buduje mięsień odpowiedzialności.
  2. Ustalanie granic: To najtrudniejszy etap. Należy jasno zakomunikować bliskim: „Doceniam twoją troskę, ale tę sprawę załatwię sam”. Ważne jest, by nie robić tego w złości, lecz z pozycji dorosłego.
  3. Edukacja finansowa: Przejęcie pełnej kontroli nad swoimi finansami to jeden z najsilniejszych fundamentów dorosłości.
  4. Terapia lub coaching: Czasami wzorce wyniesione z domu są tak silne, że potrzebna jest pomoc specjalisty, aby zrozumieć, dlaczego pozwalamy się „upupiać”.
  5. Akceptacja błędów: Dorosłość to nie bezbłędność, to branie odpowiedzialności za pomyłki. Pozwolenie sobie na błąd bez szukania ratunku u „dorosłych” jest kluczowe.

Warto pamiętać, że dojrzałość nie oznacza rezygnacji z zabawy, pasji czy poczucia humoru. Prawdziwie dojrzały mężczyzna to taki, który potrafi cieszyć się życiem jak dziecko, ale w kluczowych momentach potrafi stanąć na wysokości zadania i wziąć pełną odpowiedzialność za siebie i swoich bliskich. „Upupienie” to tylko forma, którą zawsze można rozbić, by odnaleźć własną, autentyczną twarz.

Podziel się z innymi: