Gość (37.30.*.*)
Określenie „wieczny chłopiec na posyłki” to metafora opisująca osobę, która – niezależnie od wieku, stażu pracy czy pozycji społecznej – zawsze ląduje w roli wykonawcy cudzych poleceń, zachcianek i drobnych przysług. Taka osoba rzadko podejmuje autonomiczne decyzje, a jej głównym zadaniem zdaje się być ułatwianie życia innym, często kosztem własnych potrzeb, czasu i ambicji. Choć pomocność jest cechą pozytywną, w tym przypadku mówimy o toksycznym schemacie, w którym brakuje wzajemności i szacunku.
W kontekście rodzinnym „wieczny chłopiec na posyłki” to często dorosłe już dziecko, które nigdy nie wyemancypowało się spod wpływu rodziców lub rodzeństwa. Nawet mając własną rodzinę i karierę, na każde zawołanie matki czy ojca rzuca wszystko, by naprawić kran, zrobić zakupy czy zawieźć kogoś na drugi koniec miasta, mimo że inni członkowie rodziny mogliby to zrobić sami. W tej dynamice taka osoba jest postrzegana jako „ta niezawodna”, ale w rzeczywistości jej status w hierarchii rodzinnej jest niski – jej zdanie rzadko się liczy, a jej czas jest traktowany jako wspólny zasób.
W społeczeństwie i pracy zjawisko to objawia się byciem „człowiekiem od wszystkiego”. To kolega z biura, który zawsze parzy kawę (choć nie należy to do jego obowiązków), zostaje po godzinach, by dokończyć cudze raporty, lub znajomy, który zawsze pożycza auto, pomaga w przeprowadzkach, ale sam nigdy nie prosi o pomoc. Taka osoba staje się tłem dla sukcesów innych, a jej wysiłki są traktowane jako oczywistość, a nie powód do wdzięczności.
Aby lepiej zrozumieć ten mechanizm, warto przyjrzeć się konkretnym sytuacjom, które często uchodzą za „zwykłą uprzejmość”, a w rzeczywistości są przejawem wchodzenia w rolę chłopca na posyłki:
Psychologia często łączy rolę „chłopca na posyłki” z tzw. Syndromem Miłego Faceta (ang. Nice Guy Syndrome). Osoby te wierzą, że jeśli będą wystarczająco pomocne, bezkonfliktowe i usłużne, świat w końcu ich nagrodzi miłością i uznaniem. Niestety, efekt jest zazwyczaj odwrotny – otoczenie traci do nich respekt.
Przyczyn wchodzenia w rolę wiecznego wykonawcy poleceń jest wiele, a większość z nich ma swoje korzenie w dzieciństwie i wczesnej socjalizacji.
W większości przypadków rola ta jest przyjmowana nieświadomie. Jest to rodzaj mechanizmu obronnego lub wyuczonego skryptu życiowego. Osoba taka może czuć narastającą frustrację, zmęczenie i poczucie bycia wykorzystywaną, ale często nie potrafi zidentyfikować źródła problemu. Może sobie tłumaczyć: „taki już jestem”, „lubię pomagać”, „rodzina jest najważniejsza”. Dopiero moment kryzysowy – np. wypalenie zawodowe, załamanie nerwowe lub rażąca niewdzięczność kogoś bliskiego – zmusza do refleksji nad własnym zachowaniem.
Zdarza się jednak, że proces ten jest częściowo świadomy – osoba wie, że robi za dużo, ale czuje się uwięziona w swojej roli, bo boi się zmiany dynamiki w relacjach. Boi się, że gdy przestanie być „chłopcem na posyłki”, zostanie z niczym.
Wyjście z roli wiecznego chłopca na posyłki wymaga czasu i pracy nad własną asertywnością. Nie jest to proces łatwy, ponieważ otoczenie, przyzwyczajone do naszej uległości, może stawiać opór.
Pierwszym krokiem jest nauka odmawiania bez poczucia winy. Asertywność to nie agresja, to po prostu jasne komunikowanie swoich potrzeb i granic. Zamiast mówić „nie mogę, bo mam dużo pracy” (co brzmi jak usprawiedliwienie), można powiedzieć: „dzisiaj nie pomogę ci w tym raporcie, mam inne priorytety”.
Warto zadać sobie pytanie: co zyskuję, będąc na każde zawołanie, a co tracę? Zazwyczaj stratą jest czas, zdrowie psychiczne i szacunek do samego siebie. Zyskiem jest jedynie chwilowy spokój i uniknięcie konfrontacji.
Ludzie traktują nas tak, jak im na to pozwalamy. Jeśli nagle zaczniesz stawiać granice, bliscy mogą być zdziwieni lub nawet obrażeni. To naturalny etap renegocjacji relacji. Ważne jest, aby wytrwać w postanowieniu i pokazać, że Twoja pomoc jest Twoim dobrym wyborem, a nie obowiązkiem wynikającym z Twojej niższej pozycji.
Często schematy te są tak głęboko zakorzenione, że pomoc psychoterapeuty okazuje się niezbędna. Praca nad „wewnętrznym dzieckiem” i zrozumienie, skąd wzięła się potrzeba nadmiernego służenia innym, pozwala na trwałą zmianę postawy życiowej.
Bycie pomocnym to piękna cecha, ale tylko wtedy, gdy płynie z wolnego wyboru i poczucia własnej wartości, a nie z lęku czy braku asertywności. „Wieczny chłopiec na posyłki” może stać się dojrzałym, autonomicznym mężczyzną (lub kobietą), jeśli tylko zrozumie, że jego czas i energia są tak samo cenne, jak czas i energia innych ludzi.