Gość (37.30.*.*)
Zjawisko infantylizacji oraz słynne gombrowiczowskie „upupienie” to tematy, które coraz częściej pojawiają się w dyskusjach o współczesnym wychowaniu i kondycji młodych mężczyzn. Choć brzmią nieco naukowo lub literacko, w rzeczywistości dotykają codziennych relacji na linii rodzic–dziecko. Infantylizacja to proces traktowania osoby dorastającej jak dziecka, odbieranie jej autonomii i zwalnianie z odpowiedzialności. Z kolei „upupienie”, termin zaczerpnięty z „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza, to narzucanie młodej osobie maski niedojrzałości, która więzi ją w schemacie bycia „grzecznym dzieckiem”, pozbawionym własnego zdania i męskiej sprawczości.
Wielu rodziców zastanawia się, czy proces ten jest wpisany w dorastanie. Odpowiedź brzmi: nie, nie jest nieunikniony, ale we współczesnym świecie staje się niezwykle łatwy do przeoczenia. Żyjemy w czasach, w których okres młodości uległ znacznemu wydłużeniu. Późniejsze wchodzenie w dorosłość, przedłużona edukacja i trudna sytuacja na rynku mieszkaniowym sprawiają, że nastolatkowie (a nawet młodzi dorośli) dłużej pozostają pod opieką rodziców.
Jednak to nie czynniki ekonomiczne są kluczowe, lecz postawa opiekunów. Jeśli rodzic pozwala dziecku na stopniowe przejmowanie odpowiedzialności, zjawisko to nie wystąpi. „Upupienie” pojawia się tam, gdzie lęk rodzica przed dorosłością syna jest silniejszy niż potrzeba wspierania jego samodzielności.
Rozpoznanie infantylizacji u nastolatka płci męskiej wymaga szczerości wobec samego siebie. Często objawy te są mylone z „troską”, ale w rzeczywistości hamują one rozwój. Do najczęstszych sygnałów należą:
Choć trudno mówić o pozytywach w kontekście zjawiska, które z założenia hamuje rozwój, niektórzy badacze wskazują na pewne krótkofalowe aspekty, które rodzice postrzegają jako korzystne.
Dla rodzica głównym „plusem” jest poczucie bezpieczeństwa i kontroli. Nastolatek, który jest „upupiony”, rzadziej podejmuje ryzykowne zachowania typowe dla buntu, bo po prostu nie ma do tego narzędzi ani odwagi. W domu panuje pozorny spokój, a więź (choć toksyczna) wydaje się bardzo silna.
Skutki negatywne są znacznie poważniejsze i rzutują na całe dorosłe życie mężczyzny:
Zapobieganie infantylizacji wymaga od rodziców (szczególnie od matek w relacji z synami oraz ojców jako wzorców) dużej uważności. Oto kilka kroków, które pomogą uniknąć „upupienia”:
Warto wiedzieć, że literackie „upupienie” Gombrowicza wyprzedziło psychologiczne zdefiniowanie „Syndromu Piotrusia Pana”. Pisarz już w 1937 roku zauważył, że społeczeństwo i kultura mają tendencję do infantylizowania jednostki, by łatwiej było nią sterować. W przypadku nastolatków płci męskiej, walka o „wyjście z pupy” jest de facto walką o prawo do bycia dojrzałym, odpowiedzialnym mężczyzną, a nie wiecznym chłopcem na posyłki systemu czy rodziny.
Proces dorastania to naturalny czas „odpępowienia”. Choć dla rodzica widok usamodzielniającego się syna bywa bolesny, jest to jedyna droga do wychowania szczęśliwego i silnego człowieka. Zamiast trzymać go pod kloszem, warto dać mu narzędzia, by sam mógł zbudować swój świat.