Jakie masz pytanie?

lub

W jaki sposób limity cen w polskich przetargach publicznych, oparte na cenach rynkowych z rynków konkurencyjnych, mogłyby sprawić, że część zaoszczędzonych w ten sposób pieniędzy publicznych zostałaby przeznaczona na bezwarunkowy dochód podstawowy?

optymalizacja wydatków publicznych finansowanie dochodu podstawowego efektywność zamówień publicznych
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

System zamówień publicznych w Polsce to potężna machina, przez którą co roku przepływają setki miliardów złotych. Często jednak słyszymy o sytuacjach, w których państwo płaci za produkty lub usługi znacznie więcej niż przeciętny konsument na wolnym rynku. Wprowadzenie sztywnych limitów cenowych, opartych na realnych wycenach z rynków konkurencyjnych, mogłoby nie tylko uzdrowić finanse państwa, ale i stać się realnym fundamentem pod finansowanie bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP). Jak ten mechanizm mógłby wyglądać w praktyce?

Skąd biorą się zawyżone ceny w przetargach?

Obecnie proces wyceny w zamówieniach publicznych bywa skomplikowany. Urzędnicy często opierają się na tzw. szacowaniu wartości zamówienia, które nie zawsze nadąża za dynamiką wolnego rynku. Firmy startujące w przetargach, wiedząc, że budżet państwa jest „głęboki”, a procedury biurokratyczne kosztowne, doliczają do swoich ofert marże bezpieczeństwa. Efekt? Za ten sam sprzęt biurowy, usługi remontowe czy oprogramowanie, sektor publiczny płaci niekiedy o 20-40% więcej niż sektor prywatny.

Wprowadzenie limitów cenowych wzorowanych na cenach rynkowych (np. poprzez automatyczne porównywanie ofert z cenami w największych hurtowniach czy na platformach e-commerce) wymusiłoby na dostawcach większą efektywność. Państwo przestałoby być „klientem, którego można naciągnąć”, a stałoby się partnerem wymagającym rynkowych stawek.

Mechanizm generowania oszczędności na cel społeczny

Kluczem do powiązania przetargów z dochodem podstawowym jest stworzenie dedykowanego funduszu celowego. Zamiast pozwalać, by zaoszczędzone pieniądze „rozpływały się” w ogólnym budżecie na kolejne wydatki administracyjne, można by zastosować algorytm oszczędnościowy.

  1. Benchmarking rynkowy: System IT automatycznie porównuje najniższą ofertę w przetargu z ceną rynkową dla danego standardu.
  2. Weryfikacja nadwyżki: Jeśli limit cenowy wymusił obniżenie kosztów o np. 15% w stosunku do historycznych wydatków na ten sam cel, ta różnica zostaje zakwalifikowana jako „zysk obywatelski”.
  3. Transfer do Funduszu Dywidendy Narodowej: Zaoszczędzone środki trafiają na subkonto, z którego finansowane są wypłaty bezwarunkowego dochodu podstawowego.

Taki model sprawia, że BDP nie jest finansowany z nowych podatków, które obciążają obywateli, ale z optymalizacji wydatków, które i tak są ponoszone. To przejście od „państwa marnotrawnego” do „państwa efektywnego”, które dzieli się wypracowaną nadwyżką ze swoimi członkami.

Czy to wystarczy na bezwarunkowy dochód podstawowy?

Warto spojrzeć na liczby, aby zrozumieć skalę. Według danych Urzędu Zamówień Publicznych, wartość rynku zamówień w Polsce przekracza 200-300 miliardów złotych rocznie.

Przykładowa kalkulacja oszczędności:

  • Roczna wartość przetargów: 250 mld zł.
  • Średnia oszczędność dzięki limitom rynkowym (10%): 25 mld zł.
  • Liczba dorosłych obywateli: ok. 30 mln.

Jeśli podzielimy 25 miliardów złotych przez 30 milionów obywateli, otrzymamy około 833 zł rocznie na osobę. Choć na pierwszy rzut oka nie jest to kwota pozwalająca na rezygnację z pracy, w skali miesiąca daje to blisko 70 zł „dywidendy” z samych tylko oszczędności na przetargach. W połączeniu z innymi źródłami (np. podatkiem od cyfrowych gigantów czy automatyzacji), mogłoby to stanowić solidny filar pełnego BDP.

Ciekawostka: Efekt skali

Warto wiedzieć, że państwo jako największy kupujący na rynku ma teoretycznie największą siłę negocjacyjną. W ekonomii nazywa się to monopsonem. Gdyby Polska w pełni wykorzystała tę pozycję, limity cenowe mogłyby być nawet niższe niż ceny detaliczne dla zwykłego konsumenta, co jeszcze bardziej zwiększyłoby pulę środków na cele społeczne.

Wyzwania i bariery wdrożenia

Teoretycznie model ten brzmi jak rozwiązanie idealne, jednak w praktyce napotyka na kilka przeszkód. Po pierwsze, nie każde zamówienie publiczne da się łatwo porównać z rynkiem konsumenckim. Budowa autostrady czy zakup myśliwców to nie to samo, co kupno papieru do drukarek. Limity cenowe najlepiej sprawdzałyby się w przypadku towarów i usług standaryzowanych (tzw. commodities).

Po drugie, istnieje ryzyko, że zbyt niskie limity cenowe zniechęcą rzetelne firmy do startowania w przetargach, co mogłoby obniżyć jakość realizowanych inwestycji. Dlatego system musiałby być elastyczny i uwzględniać nie tylko cenę zakupu, ale i całkowity koszt posiadania (TCO – Total Cost of Ownership).

Transparentność jako fundament zaufania

Aby obywatele uwierzyli w sens powiązania przetargów z dochodem podstawowym, system musiałby być w pełni transparentny. Każdy Polak powinien mieć możliwość sprawdzenia w aplikacji, ile pieniędzy „zaoszczędzono” w danym miesiącu dzięki nowym limitom cenowym i jak ta kwota wpłynęła na stan funduszu BDP.

Taka bezpośrednia korelacja między efektywnością urzędników a stanem portfela obywatela mogłaby drastycznie zwiększyć zainteresowanie kontrolą społeczną nad wydatkami publicznymi. Ludzie zaczęliby postrzegać marnotrawstwo w przetargach nie jako abstrakcyjny problem „państwowy”, ale jako bezpośrednie uszczuplenie ich własnego dochodu podstawowego.

Podziel się z innymi: