Gość (83.4.*.*)
Decyzja o opuszczeniu Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię była jednym z najważniejszych wydarzeń polityczno-gospodarczych ostatnich dekad. Choć od oficjalnego wyjścia minęło już kilka lat, ekonomiści wciąż spierają się o ostateczny rachunek zysków i strat. Jedno jest jednak pewne: obie strony poniosły koszty, ale ich skala i charakter są diametralnie różne. Termin „utracone korzyści” (z łac. lucrum cessans) idealnie opisuje tę sytuację – to nie tylko realne pieniądze, które zniknęły z portfeli, ale przede wszystkim wzrost gospodarczy, który mógłby nastąpić, gdyby nie Brexit.
Najważniejszym wnioskiem płynącym z analiz ośrodków takich jak Centre for European Reform czy Goldman Sachs jest ogromna asymetria strat. Wielka Brytania, jako mniejszy organizm gospodarczy, była znacznie silniej uzależniona od handlu z Unią niż Unia od handlu z Wyspami.
Szacuje się, że brytyjska gospodarka jest obecnie o około 4% do 5% mniejsza, niż byłaby, gdyby pozostała w strukturach unijnych. W przeliczeniu na konkretne kwoty oznacza to miliardy funtów rocznie, których brakuje w budżecie na ochronę zdrowia czy edukację. Dla porównania, wpływ Brexitu na całą Unię Europejską jest oceniany jako zauważalny, ale znacznie mniej dotkliwy – szacunki mówią o spadku PKB rzędu 0,1% do 0,5% w skali całej Wspólnoty.
Przed Brexitem handel między Wielką Brytanią a UE odbywał się bez żadnych tarć. Dziś, mimo umowy o wolnym handlu (TCA), firmy muszą mierzyć się z ogromną biurokracją. Utracone korzyści w tym sektorze wynikają głównie z:
Jedną z największych „utraconych korzyści” dla Wielkiej Brytanii jest zapaść w inwestycjach biznesowych. Od czasu referendum w 2016 roku inwestycje w UK niemal stanęły w miejscu, podczas gdy w innych krajach G7 systematycznie rosły. Niepewność co do przyszłych relacji z UE sprawiła, że globalne koncerny zamiast rozbudowywać fabryki w Sunderlandzie czy Birmingham, wybierały lokalizacje wewnątrz jednolitego rynku.
Unia Europejska również straciła część inwestycji, które mogłyby napłynąć z Wielkiej Brytanii, jednak efekt ten został częściowo zrekompensowany przez firmy przenoszące swoje siedziby z Londynu na kontynent.
Czy wiesz, że tuż po Brexicie Amsterdam wyprzedził Londyn jako największe europejskie centrum handlu akcjami? Choć Londyn odzyskał część tej pozycji, to wydarzenie pokazało, jak szybko kapitał potrafi uciekać tam, gdzie panują jasne i stabilne reguły gry.
Kolejną różnicą jest wpływ na rynek pracy. Wielka Brytania pożegnała się ze swobodnym przepływem osób, co doprowadziło do dotkliwych braków kadrowych w sektorach takich jak hotelarstwo, rolnictwo, budownictwo oraz transport (słynny kryzys kierowców ciężarówek).
Dla Unii Europejskiej utrata brytyjskich pracowników nie była tak bolesna, ponieważ rynek pracy UE jest ogromny i mobilny. Z perspektywy UE większym problemem była utrata wpłat Wielkiej Brytanii do wspólnego budżetu (Wielka Brytania była płatnikiem netto), co zmusiło pozostałe kraje do zrewidowania swoich planów finansowych.
Choć Brexit to gra, w której tracą wszyscy, Unia Europejska zyskała pewną „korzyść polityczną”. Wyjście tak dużego gracza skonsolidowało pozostałe 27 państw. Obawy przed chaosem gospodarczym, jaki dotknął Wielką Brytanię, skutecznie wygasiły nastroje antyunijne w krajach takich jak Francja czy Holandia. Ponadto, UE mogła przyspieszyć integrację w obszarach, które Wielka Brytania wcześniej blokowała, np. w kwestiach wspólnej polityki obronnej.
Podsumowując, różnica w utraconych korzyściach jest uderzająca:
Brexit pokazał, że w nowoczesnej, globalnej gospodarce „odzyskanie suwerenności” wiąże się z bardzo realnym i wysokim rachunkiem ekonomicznym, który Wielka Brytania będzie spłacać jeszcze przez wiele lat.