Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie świat, w którym rozliczenie roczne PIT przestaje istnieć, paragony są prostsze, a ceny paliwa spadają dzięki usunięciu opłaty emisyjnej. Taka wizja brzmi jak marzenie każdego podatnika, ale diabeł tkwi w szczegółach – a konkretnie w matematyce budżetowej. Aby sprawdzić, czy taki system miałby szansę przetrwać, musimy zestawić ze sobą miliardy złotych, które obecnie wpływają do budżetu państwa, z potencjalnymi zyskami z nowych danin.
Zanim przejdziemy do wyliczeń nowych podatków, musimy oszacować, ile pieniędzy „zniknęłoby” z państwowej kasy po likwidacji obecnych danin. Opierając się na danych z ostatnich lat (budżet Polski na rok 2023 i 2024), kwoty te prezentują się następująco:
Suma strat: Aby reforma była neutralna dla budżetu, nowe podatki musiałyby wygenerować łącznie około 352–408 mld zł. Przyjmijmy średnią wartość 380 mld zł jako nasz cel.
Przeanalizujmy teraz propozycje nowych podatków krok po kroku, szacując ich potencjalną wydajność.
Obecnie system VAT jest skomplikowany – mamy stawki 0%, 5%, 8% i 23%. Średnia ważona stawka VAT w Polsce jest znacznie niższa niż 23% (szacuje się ją na około 14-15% ze względu na duży udział żywności i leków z niskim VAT-em).
Wprowadzenie sztywnej stawki 21% na wszystko (chleb, ubrania, paliwo, usługi) byłoby rewolucją. Przy założeniu, że konsumpcja nie spadnie drastycznie z powodu wzrostu cen żywności, taka zmiana mogłaby przynieść około 300–320 mld zł. To potężny zastrzyk gotówki, który niemal pokrywa stratę po starym VAT i PIT.
Zastąpienie PIT-u podatkiem od wynagrodzeń w wysokości 5% wydaje się atrakcyjne dla pracownika, ale czy dla budżetu? Fundusz płac w gospodarce narodowej to około 700 mld zł rocznie.
To najbardziej kontrowersyjny element. Szacuje się, że wartość majątku mieszkaniowego w Polsce to około 5–6 bilionów złotych.
Rynek e-commerce w Polsce jest wart około 120 mld zł rocznie, a liczba paczek przekracza miliard sztuk rocznie.
Zsumujmy potencjalne wpływy z nowej propozycji:
Suma nowych wpływów: 358 mld zł.
Wynik: Porównując to z naszą kwotą bazową (380 mld zł), widzimy niedobór na poziomie około 22 mld zł.
Niekoniecznie. Luka rzędu 20 miliardów złotych w skali państwa jest znacząca, ale mogłaby zostać zniwelowana przez:
Choć matematycznie system niemal się bilansuje, społecznie byłby to ogromny wstrząs.
Wprowadzenie podatku katastralnego, nawet na tak niskim poziomie (0,11%), byłoby nowym obciążeniem dla emerytów posiadających własne mieszkania, którzy obecnie nie płacą niemal żadnych podatków od majątku (poza symbolicznym podatkiem od nieruchomości).
Z matematycznego punktu widzenia, przy bardzo szerokiej bazie podatkowej (VAT na wszystko bez wyjątków), taki system mógłby zbliżyć się do zrównoważenia budżetu, jednak wymagałby niezwykle precyzyjnego zarządzania wydatkami państwa i prawdopodobnie lekkiej korekty stawek (np. VAT 22% zamiast 21%), aby w pełni pokryć deficyt po likwidacji akcyzy i opłat paliwowych.