Gość (37.30.*.*)
Analiza zmian w systemie podatkowym to zawsze stąpanie po cienkim lodzie, zwłaszcza gdy w grę wchodzą tak fundamentalne kwestie jak finansowanie oświaty. Pytanie o to, czy roszady w stawkach VAT pozwoliłyby na sfinansowanie konkretnych odpisów z wpływów z VAT i CIT na subwencję oświatową, wymaga przyjrzenia się strukturze polskiego budżetu. Choć na pierwszy rzut oka matematyka wydaje się prosta, diabeł tkwi w szczegółach – a konkretnie w tym, jak zmiana ceny wpływa na nasze koszyki zakupowe.
Zanim przejdziemy do tego, czy zmiany w VAT pokryją wydatki, musimy oszacować, o jakich kwotach w ogóle mówimy. Przyjmijmy dane zbliżone do wykonań budżetowych z ostatnich lat (np. rok 2023/2024), aby operować na realnej skali:
Teraz obliczmy wymagane kwoty na subwencję:
To jest nasz cel. Musimy sprawdzić, czy zaproponowane zmiany w stawkach VAT wygenerują nadwyżkę w tej wysokości (lub przynajmniej zrównoważą spadek wynikający z obniżki stawki podstawowej).
Przyjrzyjmy się mechanizmowi zmian krok po kroku.
Stawka 23% generuje lwią część wpływów z VAT (szacuje się, że około 70-80% całkowitych wpływów). Obniżka o 0,2 punktu procentowego brzmi skromnie, ale w skali państwa to ogromna wyrwa.
Tutaj mamy do czynienia ze wzrostem. Podniesienie stawki 5% o 0,5 p.p. to realny wzrost obciążeń o 10% w tej kategorii. Podobnie w przypadku stawki 8%.
To tutaj kryje się największy potencjał finansowy:
Podsumujmy szacunkowe zyski i straty:
Bilans netto: Zmiany te mogłyby przynieść budżetowi dodatkowe 2,5 do 3,5 mld zł.
Porównując to z naszym celem (4,68 mld zł), widzimy, że same zmiany w VAT mogą być niewystarczające, aby w pełni pokryć nowe wydatki na oświatę, jeśli wpływy z CIT nie zostaną zwiększone w inny sposób. Jednakże, biorąc pod uwagę naturalny wzrost gospodarczy i uszczelnianie systemu, kwota ta byłaby bardzo bliska celu.
Przeniesienie oleju palmowego i cukru do najwyższej stawki VAT to nie tylko zabieg fiskalny, ale też tzw. podatek od grzechu (sin tax). Rządy na całym świecie coraz częściej używają stawek VAT do sterowania nawykami żywieniowymi obywateli. Olej palmowy jest krytykowany za wpływ na środowisko (wylesianie), a cukier za wywoływanie chorób cywilizacyjnych. Dzięki takiemu ruchowi państwo nie tylko zyskuje pieniądze, ale może też argumentować, że dba o zdrowie publiczne.
W ekonomii istnieje zjawisko zwane elastycznością cenową popytu. Jeśli podniesiemy VAT na mąkę i wołowinę, ich ceny wzrosną. Jeśli ceny wzrosną zbyt mocno, ludzie mogą zacząć kupować mniej tych produktów lub szukać tańszych zamienników (np. drobiu zamiast wołowiny). W efekcie wpływy do budżetu mogą być niższe, niż wynikałoby to z prostego mnożenia stawek przez obecną sprzedaż.
Dodatkowo, obniżka stawki podstawowej z 23% do 22,8% jest na tyle mała, że konsumenci prawdopodobnie w ogóle nie odczują jej w sklepach (ceny nie spadną), za to budżet odczuje ją natychmiastowo i boleśnie.
Aby odpowiedzieć precyzyjnie:
Nie mogę jednoznacznie zweryfikować, czy wpływy z CIT wzrosłyby na tyle, by dopełnić tę lukę, ponieważ zależą one od zyskowności firm, a nie od stawek VAT. Jednak przy stabilnej gospodarce, taka reforma byłaby bardzo solidnym fundamentem pod zwiększenie finansowania edukacji.