Gość (37.30.*.*)
Zaginięcie Brandona Swansona to jedna z najbardziej frustrujących i tajemniczych spraw kryminalnych w historii stanu Minnesota. Mimo upływu kilkunastu lat, setek godzin poszukiwań i zaangażowania najnowocześniejszej technologii, do dziś nie wiadomo, co stało się z 19-latkiem, który dosłownie rozpłynął się w powietrzu podczas rozmowy telefonicznej z rodzicami. To historia, która pokazuje, jak jeden błąd w nawigacji i nieszczęśliwy zbieg okoliczności mogą doprowadzić do niewytłumaczalnej tragedii.
Wszystko zaczęło się wieczorem 13 maja 2008 roku. Brandon Swanson, student Minnesota West Community and Technical College, świętował zakończenie semestru ze znajomymi. Najpierw odwiedził kolegę w Canby, potem udał się na kolejną imprezę w Marshall. Choć spożywał alkohol, świadkowie twierdzili, że nie wyglądał na pijanego, gdy około północy wsiadał do swojego Chevroleta Lumina, by wrócić do rodzinnego domu w Marshall.
Podróż, która powinna zająć około 30 minut, zamieniła się w koszmar. Brandon, jadąc polnymi drogami, które dobrze znał, w pewnym momencie stracił panowanie nad autem i wylądował w rowie. Nie mogąc wyjechać, o godzinie 1:54 zadzwonił do rodziców z prośbą o pomoc.
To, co działo się przez kolejne kilkadziesiąt minut, jest kluczowe dla całej sprawy. Brandon rozmawiał z ojcem, Brianem, przez telefon komórkowy. Twierdził, że znajduje się w pobliżu miasta Lynd i widzi światła w oddali, które brał za światła tej miejscowości. Rodzice wsiedli w samochód i pojechali we wskazane miejsce.
Przez cały czas byli w kontakcie telefonicznym. Brian mrugał światłami swojego auta, a Brandon robił to samo w swoim Chevrolecie, jednak żaden z nich nie widział sygnałów drugiego. Brandon, sfrustrowany brakiem postępów, postanowił opuścić samochód i ruszyć pieszo w stronę świateł, które widział na horyzoncie. Poinformował ojca, że idzie na skróty przez pola.
O godzinie 2:33 w nocy Brandon nagle krzyknął: „O, cholera!” (ang. „Oh, shit!”). Połączenie zostało natychmiast przerwane. Od tego momentu telefon chłopaka milczał, a on sam nigdy więcej nie nawiązał kontaktu.
Największy przełom w sprawie nastąpił, gdy policja sprawdziła billingi i dane z nadajników GPS. Okazało się, że Brandon wcale nie był w pobliżu Lynd. Jego samochód odnaleziono następnego dnia rano w rowie niedaleko miasteczka Taunton – około 25 mil (40 kilometrów) od miejsca, w którym myślał, że się znajduje.
To odkrycie całkowicie zmieniło obszar poszukiwań. Brandon był zdezorientowany. Światła, które widział i które brał za Lynd, prawdopodobnie należały do Taunton, ale droga do nich prowadziła przez zdradliwy teren pełen pól uprawnych i rzekę Yellow Medicine River.
Zaginięcie Brandona Swansona doczekało się wielu analiz, a internauci i śledczy biorą pod uwagę kilka scenariuszy:
Tragedia rodziny Swansonów doprowadziła do ważnej zmiany w prawie stanu Minnesota. Wcześniej policja często zwlekała z rozpoczęciem poszukiwań osób dorosłych, uznając, że mają one prawo „zniknąć”. Dzięki determinacji rodziców Brandona wprowadzono tzw. Brandon’s Law.
Zgodnie z tym prawem, policja musi natychmiast przyjąć zgłoszenie o zaginięciu osoby dorosłej i podjąć działania poszukiwawcze, jeśli okoliczności wskazują na zagrożenie życia lub zdrowia, niezależnie od wieku zaginionego.
Mimo że od zaginięcia minęło ponad 15 lat, rodzice Brandona nie tracą nadziei na odnalezienie choćby szczątków syna. Co roku w okolicach rocznicy organizowane są akcje poszukiwawcze na polach w okolicach Taunton. Nowoczesne technologie, takie jak drony z kamerami termowizyjnymi czy zaawansowane badania DNA, dają cień szansy, że kiedyś dowiemy się, co wydarzyło się po tym feralnym „O, cholera!”.
Na ten moment Brandon Swanson pozostaje jedną z najbardziej znanych osób zaginionych w USA, a jego historia jest przestrogą przed tym, jak łatwo można stracić orientację w terenie, który wydaje nam się znajomy.