Gość (83.4.*.*)
W dobie mediów społecznościowych i błyskawicznego przepływu informacji, próby kreowania rzeczywistości przez działy PR czy media państwowe coraz częściej kończą się wizerunkową klapą. Jednym z najgłośniejszych przykładów takiej wpadki była sprawa „turystki Anny”, która w 2021 roku stała się bohaterką materiału w TVP Info. Historia ta pokazuje, jak cienka jest granica między autentyczną opinią a przygotowaną wcześniej ustawką, którą czujni internauci potrafią zdemaskować w zaledwie kilka godzin.
Cała sytuacja miała miejsce w lipcu 2021 roku. W serwisie informacyjnym TVP Info wyemitowano materiał dotyczący uroków polskiej przyrody i wypoczynku w lasach. Reporter rozmawiał z napotkaną na szlaku kobietą, przedstawioną jako „pani Anna, turystka”. Kobieta z entuzjazmem wypowiadała się na temat stanu polskich lasów, chwaląc ich dostępność, czystość oraz profesjonalne zarządzanie nimi przez Lasy Państwowe.
Wypowiedź brzmiała niezwykle profesjonalnie i idealnie wpisywała się w ówczesną linię komunikacyjną państwowego gospodarstwa, które mierzyło się wtedy z falą krytyki dotyczącą masowych wycinek. Widzowie usłyszeli, że lasy są piękne, zadbane i stanowią idealne miejsce do rekreacji, co miało być dowodem na to, że społeczeństwo docenia pracę leśników.
W dzisiejszych czasach anonimowość w telewizji praktycznie nie istnieje. Tuż po emisji materiału, użytkownicy mediów społecznościowych (głównie na Twitterze, obecnie X) zaczęli przyglądać się twarzy „przypadkowej turystki”. Szybko okazało się, że pani Anna nie jest osobą z zewnątrz, która akurat przechodziła obok ekipy telewizyjnej z plecakiem.
Internauci, a później także dziennikarze śledczy (m.in. z „Gazety Wyborczej”), ustalili, że kobieta występująca w materiale to Anna P., która w rzeczywistości była pracownicą Centrum Informacyjnego Lasów Państwowych (CILP). Co więcej, nie była to szeregowa pracownica, lecz osoba odpowiedzialna za komunikację i wizerunek firmy. Fakt, że pracownica instytucji zachwalała swojego pracodawcę, udając przy tym postronną turystkę, wywołał falę komentarzy i stał się powodem do kpin z warsztatu dziennikarskiego telewizji publicznej.
Zidentyfikowana kobieta pełniła funkcję specjalistki w jednostce Lasów Państwowych, która zajmuje się właśnie promocją i edukacją. Jej obecność w materiale w roli „zwykłej obywatelki” została uznana za klasyczny przykład tzw. astroturfingu – czyli sztucznego tworzenia wrażenia oddolnego, społecznego poparcia dla jakiejś idei lub instytucji.
Głównym powodem oburzenia nie był sam fakt, że pracownik lubi swoją firmę, ale sposób, w jaki zostało to przedstawione widzom. Etyka dziennikarska wymaga, aby rozmówca był podpisany zgodnie ze swoją faktyczną rolą, zwłaszcza jeśli jego opinia dotyczy instytucji, w której jest zatrudniony. Przedstawienie pracownika jako „przypadkowego przechodnia” jest uznawane za manipulację i wprowadzanie opinii publicznej w błąd.
Sprawa pani Anny stała się symbolem szerszego zjawiska, w którym media publiczne i instytucje państwowe próbowały ocieplać swój wizerunek za pomocą inscenizowanych wypowiedzi. Dla wielu komentatorów był to dowód na to, że realne poparcie dla działań Lasów Państwowych było w tamtym czasie na tyle niskie, że konieczne stało się „podstawianie” własnych ludzi przed kamerę.
Warto wspomnieć, że sprawa turystki Anny nie była odosobnionym incydentem w tamtym okresie. Media wielokrotnie wyłapywały podobne sytuacje. Przykładowo:
Takie wpadki pokazują, że w dobie internetu każda próba manipulacji wizerunkiem jest bardzo ryzykowna. Raz utracona wiarygodność jest niezwykle trudna do odbudowania, a „przypadkowa turystka Anna” na stałe zapisała się w historii polskich wpadek PR-owych jako przestroga dla specjalistów od komunikacji.