Gość (37.30.*.*)
Przesłuchania policyjne kojarzą nam się zazwyczaj z mrocznymi pokojami, jedną lampką skierowaną w stronę podejrzanego i detektywem, który za wszelką cenę chce wydobyć przyznanie się do winy. Choć brzmi to jak scenariusz z Hollywood, rzeczywistość przez dekady opierała się na bardzo konkretnym systemie – technice Reida. To właśnie ta metoda, opracowana w latach 40. XX wieku w USA przez Johna E. Reida, stała się fundamentem pracy śledczych na całym świecie. Jednak dziś, w dobie nowoczesnej psychologii i badań nad ludzką pamięcią, technika ta budzi ogromne kontrowersje i jest coraz częściej wycofywana z użytku.
Technika Reida to wieloetapowy proces przesłuchiwania, który opiera się na założeniu, że osoba przesłuchiwana jest winna, a zadaniem śledczego jest jedynie skłonienie jej do przyznania się do czynu. Całość dzieli się na trzy główne fazy: analizę faktów, wywiad behawioralny oraz właściwe przesłuchanie składające się z dziewięciu kroków.
Kluczowym elementem jest tutaj tzw. „wywiad behawioralny”, podczas którego śledczy obserwuje mowę ciała, kontakt wzrokowy i sposób formułowania odpowiedzi. Jeśli detektyw uzna, że badany kłamie, przechodzi do ofensywy. Dziewięć kroków Reida to psychologiczna gra, która zaczyna się od bezpośredniej konfrontacji („wiemy, że to zrobiłeś”), poprzez budowanie scenariuszy usprawiedliwiających czyn („zrobiłeś to w obronie własnej, prawda?”), aż po doprowadzenie do pisemnego przyznania się do winy.
Głównym zarzutem wobec techniki Reida jest jej skrajnie konfrontacyjny charakter i oparcie na pseudonaukowych przesłankach. Psychologowie śledczy wskazują na kilka krytycznych punktów, które sprawiają, że metoda ta staje się niebezpiecznym narzędziem w rękach organów ścigania.
Po pierwsze, technika ta zakłada, że śledczy potrafią bezbłędnie wykryć kłamstwo na podstawie zachowania. Badania naukowe wielokrotnie udowodniły, że ludzie – w tym doświadczeni policjanci – radzą sobie z wykrywaniem kłamstwa niewiele lepiej niż rzut monetą. Stres związany z przesłuchaniem może powodować u osób niewinnych objawy, które w technice Reida interpretowane są jako oznaki winy: unikanie wzroku, wiercenie się czy pocenie rąk.
Po drugie, metoda ta tworzy tzw. „efekt tunelowy”. Gdy śledczy na wczesnym etapie uzna kogoś za winnego, przestaje szukać innych tropów, a całą energię wkłada w złamanie oporu podejrzanego. To sprawia, że proces dochodzenia do prawdy zamienia się w proces wymuszania potwierdzenia z góry założonej tezy.
Najbardziej przerażającym skutkiem stosowania techniki Reida jest ryzyko uzyskania fałszywych zeznań. Może się wydawać nielogiczne, że ktoś przyznaje się do zbrodni, której nie popełnił, ale psychologia wyjaśnia to zjawisko w prosty sposób. Pod wpływem wielogodzinnego stresu, izolacji i manipulacji, ludzki umysł zaczyna szukać najszybszego wyjścia z traumatycznej sytuacji.
W technice Reida stosuje się tzw. „minimalizację”. Przesłuchujący sugeruje, że przyznanie się do winy przyniesie ulgę, a kara będzie łagodniejsza, jeśli podejrzany potwierdzi „zrozumiały” motyw (np. wypadek lub prowokację). Dla osoby wycieńczonej psychicznie, przyznanie się do winy staje się jedyną drogą ucieczki z pokoju przesłuchań.
Szczególnie narażone na te techniki są grupy wrażliwe:
W obliczu licznych uniewinnień osób skazanych na podstawie fałszywych zeznań (co często wykazują badania DNA po latach), wiele krajów zaczęło odchodzić od metod konfrontacyjnych. Przykładem nowoczesnego podejścia jest brytyjski model PEACE.
W przeciwieństwie do techniki Reida, model PEACE nie zakłada winy przesłuchiwanego. Skupia się na zbieraniu informacji, a nie na wymuszaniu przyznania się do winy. Śledczy pełni rolę bezstronnego analityka, który pozwala podejrzanemu opowiedzieć swoją wersję wydarzeń, a następnie konfrontuje ją z dowodami, szukając niespójności. Jest to podejście znacznie mniej widowiskowe niż to znane z filmów, ale statystyki pokazują, że jest o wiele skuteczniejsze w docieraniu do rzeczywistej prawdy i minimalizowaniu ryzyka pomyłek sądowych.
Ciekawostką jest fakt, że firma Wicklander-Zulawski & Associates, jedna z największych firm szkolących amerykańskich detektywów, w 2017 roku ogłosiła, że przestaje nauczać techniki Reida ze względu na wysokie ryzyko uzyskiwania fałszywych zeznań. To milowy krok w stronę bardziej humanitarnego i naukowego wymiaru sprawiedliwości.