Gość (37.30.*.*)
Większość z nas kojarzy termin „pranie brudnych pieniędzy” z amerykańskich filmów sensacyjnych czy seriali takich jak „Breaking Bad” czy „Ozark”. W rzeczywistości jednak ten proceder to nie tylko domena hollywoodzkich scenariuszy, ale realny i bardzo poważny problem gospodarczy, z którym walczą służby finansowe na całym świecie. To skomplikowany proces, który ma na celu nadanie nielegalnie zdobytym funduszom pozorów legalności. Zrozumienie tego mechanizmu jest kluczowe, by nie stać się nieświadomym ogniwem w przestępczym łańcuchu.
W najprostszym ujęciu pranie brudnych pieniędzy to wprowadzanie do legalnego obrotu gotówki lub innych wartości majątkowych, które pochodzą z przestępstwa. Może to być zysk z handlu narkotykami, przemytu, oszustw podatkowych, korupcji czy kradzieży. Gdyby przestępca nagle zaczął wpłacać miliony na swoje konto bankowe lub kupować jachty za gotówkę, szybko zwróciłby uwagę organów ścigania. Dlatego musi on „oczyścić” te środki, przechodząc zazwyczaj przez trzy etapy:
Choć termin wydaje się metaforyczny, jego korzenie są dość dosłowne. Legenda głosi, że w latach 20. XX wieku w USA słynny gangster Al Capone inwestował nielegalne zyski w sieć publicznych pralni samoobsługowych. Pralnie przyjmowały płatności wyłącznie w gotówce, co pozwalało łatwo mieszać pieniądze z haraczy i przemytu alkoholu z legalnym utargiem z prania ubrań.
W mechanizmie prania pieniędzy kluczową, choć często tragiczną postacią, jest tzw. „słup”. Jest to osoba, która udostępnia swoje dane osobowe, numer konta bankowego lub zakłada firmę na swoje nazwisko, aby faktyczni sprawcy mogli ukryć swoją tożsamość.
Słupami zostają zazwyczaj osoby nieświadome skali zagrożenia lub znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej. Werbunek często odbywa się pod pozorem „lekkiej pracy zdalnej”. Ogłoszenia typu „zostań testerem przelewów” lub „pośrednikiem w płatnościach” to klasyczne pułapki. Osoba taka otrzymuje przelew na swoje konto, a następnie ma go przesłać dalej (często za pomocą szybkich płatności lub kryptowalut), zatrzymując dla siebie niewielką prowizję.
Problem polega na tym, że to właśnie „słup” zostawia najwięcej śladów. Gdy policja wpada na trop przestępstwa, pierwsze kroki kieruje do właściciela konta, z którego wyszły pieniądze. Tłumaczenie, że „nie wiedziałem, co robię”, rzadko zwalnia z odpowiedzialności karnej.
Polskie prawo bardzo surowo traktuje proceder prania brudnych pieniędzy. Głównym aktem prawnym regulującym tę kwestię jest Kodeks karny, a konkretnie art. 299.
Zgodnie z przepisami, osobie, która przyjmuje, posiada, używa, przesyła lub podejmuje inne działania mające na celu ukrycie przestępnego pochodzenia środków płatniczych, grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
Jeśli sprawca działa w porozumieniu z innymi osobami (np. w ramach zorganizowanej grupy przestępczej) lub jeśli korzyść majątkowa jest znacznej wartości, kara jest jeszcze surowsza i wynosi od roku do 10 lat więzienia.
Warto wiedzieć, że:
W dobie cyfryzacji łatwo o błąd. Aby uniknąć kłopotów, warto trzymać się kilku zasad:
Pranie brudnych pieniędzy to nie tylko problem wielkich korporacji i karteli. To system, który żeruje na naiwności zwykłych ludzi, wciągając ich w machinę, z której wyjście bez wyroku jest niezwykle trudne. Wiedza o tym, jak działają te mechanizmy, to najlepsza tarcza przed staniem się częścią przestępczego procederu.