Gość (37.30.*.*)
Zastanawiając się nad tym, kto zawodowo zajmuje się badaniem ewolucji mowy i analizowaniem tego, jak języki mogłyby wyglądać w innych okolicznościach historycznych, musimy rozróżnić dwie główne ścieżki. Pierwsza z nich to twarda nauka, czyli językoznawstwo historyczne, a druga to fascynujące pogranicze nauki i kreacji, znane jako językoznawstwo spekulatywne lub conlanging.
Głównym specjalistą, który bada rozwój języków na przestrzeni wieków, jest językoznawca historyczny (diachroniczny). Jego praca przypomina nieco detektywistyczne śledztwo lub archeologię, tyle że zamiast łopaty używa tekstów źródłowych i porównawczych metod analizy. Taki naukowiec analizuje zmiany fonetyczne, gramatyczne i leksykalne, starając się zrekonstruować tzw. prajęzyki (np. język praindoeuropejski), z których wywodzą się dzisiejsze mowy.
Językoznawcy historyczni stosują metodę porównawczą, dzięki której są w stanie określić, jak blisko spokrewnione są ze sobą poszczególne języki. To właśnie dzięki nim wiemy, że polski "brat" i sanskrycki "bhrātr" mają to samo pochodzenie. Jednak tradycyjna nauka rzadko zajmuje się "gdybaniem" – tutaj do akcji wkraczają specjaliści od alternatywnych ścieżek rozwoju.
Jeśli szukamy osoby, która zastanawia się, "co by było, gdyby", to najbliższym terminem będzie językoznawca spekulatywny. Choć nie jest to zawsze oddzielny zawód akademicki, termin ten opisuje badaczy (często z wykształceniem lingwistycznym), którzy zajmują się ewolucją języka w warunkach hipotetycznych.
W tym nurcie mieści się również uchronia językowa. Jest to dziedzina badająca, jak potoczyłby się rozwój danego języka, gdyby historia potoczyła się inaczej – na przykład, jak wyglądałby język angielski, gdyby Wilhelm Zdobywca nigdy nie podbił wysp w 1066 roku (prawdopodobnie byłby znacznie bardziej germański, pozbawiony tysięcy francuskich zapożyczeń).
Osoby, które idą o krok dalej i faktycznie projektują te alternatywne wersje języków, nazywa się conlangerami (od angielskiego terminu constructed languages). Choć kojarzą się głównie z twórcami języka elfickiego czy klingońskiego, wielu z nich to wybitni lingwiści.
W ramach conlangingu wyróżniamy podgrupę tworzącą języki alternatywne (altlangs). Ich celem jest stworzenie logicznej, opartej na zasadach lingwistyki wizji tego, jak dany język mógłby ewoluować. Przykładem może być język "Wenedyk", stworzony przez Jana van Steenbergena, który pokazuje, jak wyglądałby język polski, gdyby wyewoluował z łaciny, a nie z języka prasłowiańskiego.
Może się wydawać, że rozważanie "nieistniejących" języków to tylko zabawa, ale dla nauki ma to realną wartość. Pomaga to zrozumieć mechanizmy zmian językowych i granice tego, co w języku jest możliwe.
Najsłynniejszym "naukowcem" tego typu był J.R.R. Tolkien. Choć znamy go jako pisarza, był on przede wszystkim wybitnym filologiem i profesorem na Oxfordzie. Tolkien nie tylko stworzył języki elfów, ale opracował dla nich całą historię ewolucyjną, z podziałem na dialekty i zmiany zachodzące przez tysiące lat. Dla niego świat "Władcy Pierścieni" był jedynie tłem, które miało dać jego językom miejsce do "życia". To on udowodnił, że lingwistyka spekulatywna może być niezwykle precyzyjną i fascynującą dziedziną.