Jakie masz pytanie?

lub

Czy to prawda, czy mit, że stworzenie niebezpiecznego oprogramowania wymaga specjalistycznej wiedzy, której opanowanie jest długim i żmudnym procesem?

Tworzenie złośliwego oprogramowania Dostępność narzędzi hakerskich Zaawansowane ataki komputerowe
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wielu z nas wciąż ma przed oczami obraz hakera rodem z filmów z lat 90. – genialnego samotnika, który w mroku piwnicy wpisuje tysiące linii skomplikowanego kodu, by włamać się do rządowych serwerów. Rzeczywistość AD 2024 jest jednak znacznie bardziej złożona. Odpowiedź na pytanie, czy tworzenie niebezpiecznego oprogramowania wymaga lat nauki, brzmi: to zależy. Żyjemy w czasach, w których granica między „amatorem” a „twórcą malware” niebezpiecznie się zaciera, a narzędzia do czynienia szkód stały się dostępne niemal dla każdego.

Demokratyzacja cyberprzestępczości, czyli haker z pudełka

Jeszcze kilkanaście lat temu napisanie wirusa, który potrafiłby skutecznie zainfekować system i wykraść dane, faktycznie wymagało solidnej wiedzy z zakresu architektury systemów operacyjnych, zarządzania pamięcią czy protokołów sieciowych. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej dzięki zjawisku określanemu jako Malware-as-a-Service (MaaS).

W mrocznych zakamarkach sieci (Darknecie) można po prostu wykupić subskrypcję na gotowe złośliwe oprogramowanie. Kupujący otrzymuje panel sterowania, wsparcie techniczne, a nawet instrukcję obsługi. W takim scenariuszu „twórca” ataku nie musi napisać ani jednej linii kodu – wystarczy mu umiejętność obsługi przeglądarki i portfel z kryptowalutami. To sprawia, że mit o konieczności posiadania specjalistycznej wiedzy upada, jeśli mówimy o masowych, prostych atakach.

Rola sztucznej inteligencji w pisaniu złośliwego kodu

Kolejnym czynnikiem, który wywrócił stolik, jest rozwój dużych modeli językowych (LLM), takich jak ChatGPT. Choć twórcy tych narzędzi wprowadzają liczne zabezpieczenia, by AI nie pomagało w działaniach przestępczych, kreatywni użytkownicy znajdują sposoby na ich obejście (tzw. jailbreaking).

Sztuczna inteligencja potrafi wygenerować fragmenty kodu, które mogą posłużyć do stworzenia ransomware czy skryptów phishingowych. Dzięki temu osoba z podstawową wiedzą o programowaniu może w kilka godzin stworzyć coś, co kiedyś zajmowało tygodnie. AI pomaga w debugowaniu, optymalizacji i – co najgorsze – w tworzeniu bardzo przekonujących wiadomości, które służą do infekowania komputerów poprzez socjotechnikę.

Kiedy specjalistyczna wiedza staje się niezbędna?

Mimo dostępności gotowych narzędzi, istnieje pewien poziom „wtajemniczenia”, którego nie da się przeskoczyć bez lat nauki. Jeśli celem ataku jest dobrze zabezpieczona korporacja, infrastruktura krytyczna lub systemy rządowe, amatorskie narzędzia zawiodą w kilka sekund.

Prawdziwie niebezpieczne, zaawansowane oprogramowanie (tzw. APT – Advanced Persistent Threats) wymaga wiedzy z zakresu:

  • Inżynierii wstecznej (Reverse Engineering): Aby zrozumieć, jak działają poprawki bezpieczeństwa i jak je ominąć.
  • Exploitacji podatności typu Zero-Day: Znajdowania luk w oprogramowaniu, o których nie wiedzą nawet jego twórcy.
  • Technik unikania detekcji (Evasion techniques): Pisania kodu w taki sposób, by był on niewidoczny dla nowoczesnych systemów antywirusowych i EDR (Endpoint Detection and Response).

To tutaj zaczyna się „żmudny i długi proces”. Zrozumienie, jak działa jądro systemu operacyjnego (kernel) czy jak manipulować stosem pamięci, by wykonać dowolny kod, to wiedza na poziomie eksperckim, której opanowanie zajmuje lata intensywnej praktyki.

Ciekawostka: Stuxnet – szczyt inżynierii złośliwego oprogramowania

Jednym z najbardziej znanych przykładów oprogramowania, które wymagało gigantycznej wiedzy (i prawdopodobnie wsparcia całego państwa), był robak Stuxnet. Został on zaprojektowany, aby fizycznie niszczyć wirówki do wzbogacania uranu w Iranie. Stuxnet wykorzystywał aż cztery luki typu zero-day jednocześnie, co w świecie cyberbezpieczeństwa jest odpowiednikiem posiadania czterech asów w rękawie podczas jednej partii pokera. To pokazuje, że „najwyższa liga” malware to wciąż domena genialnych inżynierów.

Czy nauka cyberbezpieczeństwa jest trudna?

Jeśli spojrzymy na drugą stronę medalu – czyli na osoby, które chcą chronić systemy – proces nauki faktycznie jest wymagający. Aby skutecznie walczyć z hakerami, trzeba myśleć jak oni. Specjaliści od cyberbezpieczeństwa (tzw. Blue Team) muszą nieustannie aktualizować swoją wiedzę, ponieważ techniki ataku zmieniają się z miesiąca na miesiąc.

Warto jednak zaznaczyć, że próg wejścia do branży IT Security staje się coraz bardziej przystępny dzięki licznym kursom, platformom typu „Capture The Flag” (CTF) oraz darmowym materiałom edukacyjnym. To, co kiedyś było wiedzą tajemną, dziś jest dostępne na wyciągnięcie ręki, o ile ma się w sobie wystarczająco dużo samozaparcia.

Podsumowanie: Mit czy prawda?

Twierdzenie, że stworzenie niebezpiecznego oprogramowania wymaga specjalistycznej wiedzy, jest częściową prawdą, która powoli staje się mitem.

Jeśli mówimy o prostym malware rozsyłanym masowo, wiedza nie jest już barierą – zastąpiły ją pieniądze (zakup gotowców) lub spryt w korzystaniu z AI. Jeśli jednak mówimy o wyrafinowanych narzędziach zdolnych do omijania najlepszych zabezpieczeń na świecie, to wciąż jest to domena ekspertów, którzy poświęcili tysiące godzin na naukę.

W dzisiejszym świecie największym zagrożeniem nie jest już tylko „geniusz zła”, ale ogromna liczba amatorów uzbrojonych w profesjonalne narzędzia, których sami nie musieli budować.

Podziel się z innymi: