Gość (37.30.*.*)
W świecie cyberbezpieczeństwa krąży wiele legend, które często budzą lęk u użytkowników smartfonów i laptopów. Jednym z najczęstszych pytań jest to, czy hakerzy mogą nas podglądać, gdy nasze urządzenie jest wyłączone, oraz czy wirusy potrzebują stałego połączenia z siecią, aby siać spustoszenie. Odpowiedź na to pytanie nie jest czarno-biała – to fascynująca mieszanka faktów, technicznych niuansów i rzadkich, ale realnych zagrożeń.
To jeden z najpopularniejszych mitów. Wiele osób uważa, że odłączenie Wi-Fi lub przejście w tryb samolotowy natychmiast "zamraża" działanie wirusa. Niestety, rzeczywistość jest inna. Złośliwe oprogramowanie (malware) dzieli się na różne rodzaje, a dostęp do internetu jest mu potrzebny głównie do dwóch celów: komunikacji z serwerem przestępcy (C&C – Command and Control) oraz wysyłania skradzionych danych.
Jeśli jednak wirus ma za zadanie np. zaszyfrować Twoje pliki (ransomware) lub usunąć dane z dysku, może to zrobić całkowicie offline. Program po prostu czeka na moment, w którym urządzenie zostanie uruchomione, i wykonuje swój kod lokalnie, korzystając z mocy obliczeniowej procesora. Internet jest mu potrzebny dopiero wtedy, gdy chce "zadzwonić do domu", by poinformować o sukcesie lub przesłać klucz szyfrujący.
Kluczem do zrozumienia, czy wyłączony telefon może nas szpiegować, jest definicja słowa "wyłączony". W nowoczesnej elektronice granica między stanem aktywnym a nieaktywnym mocno się zatarła. Większość współczesnych smartfonów i laptopów nigdy nie wyłącza się całkowicie, dopóki mają w sobie choć odrobinę energii w baterii.
Istnieją stany niskiego poboru mocy, w których działają specyficzne podzespoły, takie jak:
Z technicznego punktu widzenia, jeśli haker zdoła zainfekować oprogramowanie układowe (firmware) lub system operacyjny na bardzo głębokim poziomie, może stworzyć tzw. "Fake-off". To stan, w którym telefon udaje wyłączony (ekran jest czarny, nie reaguje na dotyk), ale w rzeczywistości system nadal działa w tle, mogąc aktywować mikrofon lub kamerę.
Czy to prawda, że wyłączone urządzenie może nagrywać? W normalnych warunkach – nie. Jeśli Twój telefon został wyłączony standardową metodą i nie jest zainfekowany niezwykle zaawansowanym trojanem (typu Pegasus), to procesor główny nie wykonuje żadnych zadań, a co za tym idzie – kamera i mikrofon nie mają jak przesyłać danych.
Jednak w świecie cyberwywiadu istnieją techniki, które pozwalają na obejście tych ograniczeń:
Warto jednak pamiętać, że takie ataki są niezwykle trudne do przeprowadzenia i zazwyczaj celowane w konkretne osoby (polityków, dziennikarzy, aktywistów), a nie w przeciętnego użytkownika.
Starsze telefony komórkowe miały jedną ogromną zaletę z punktu widzenia prywatności: wymienną baterię. Fizyczne odłączenie źródła zasilania to jedyny 100-procentowy sposób na upewnienie się, że urządzenie nie wykonuje żadnych operacji. Bez prądu żaden układ scalony, mikrofon ani kamera nie mają prawa działać. Dzisiejsze konstrukcje typu "unibody" uniemożliwiają taką prostą formę zabezpieczenia, co paradoksalnie ułatwia zadanie twórcom zaawansowanego oprogramowania szpiegowskiego.
Choć scenariusz szpiegowania przez wyłączony telefon brzmi jak z filmu science-fiction, warto zachować podstawowe zasady higieny cyfrowej:
Podsumowując: to, że wirus potrzebuje internetu i włączonego sprzętu, jest w 95% przypadków prawdą. Jednak pozostałe 5% to domena zaawansowanych narzędzi hakerskich, które potrafią oszukać nasze zmysły i sprawić, że urządzenie, które uważamy za "martwe", wciąż nas słucha.